Hermiona kocham cię. ©
OPOWIADANIE


Do ulubionych dodasz mnie klikając na obrazek FAV, do Księgi Gości na BOOK, a jeśli chcesz przeczytać całe opowiadanie to wystarczy w STORY.


Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą zostaną po nich buty i telefon głuchy tylko co nieważne jak krowa się wlecze najważniejsze tak prędkie że nagle się staje potem cisza normalna więc całkiem nieznośna jak czystość urodzona najprościej z rozpaczy kiedy myślimy o kimś zostając bez niego Nie bądź pewny że czas masz bo pewność niepewna zabiera nam wrażliwość tak jak każde szczęście przychodzi jednocześnie jak patos i humor jak dwie namiętności wciąż słabsze od jednej tak szybko stąd odchodzą jak drozd milkną w lipcu jak dzwięk troche niezgrabny lub jak suchy ukłon żeby widziec naprawde zamykają oczy chociaż większym ryzykiem rodzić się niż umrzec kochamy wciąż za mało i stale za późno Nie pisz o tym zbyt często lecz pisz raz na zawsze a bedziesz tak jak delfin łagodny i mocny Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą i ci co nie odchodzą nie zawsze powrócą i nigdy nie wiadomo mówiac o miłosci czy pierwsza jest ostatnią czy ostatnia pierwszą
NOWY BLOG



ZAPRASZAM NA MOJEGO NOWEGO BLOGA!
PO KILKU LATACH WRÓCIŁAM DO BLOGOWANIA. POZDRAWIAM SERDECZNIE, KASIA.

www.comprehen.photoblog.pl

komentarze [0]
Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą zostaną po nich buty i telefon głuchy tylko co nieważne jak krowa się wlecze najważniejsze tak prędkie że nagle się staje potem cisza normalna więc całkiem nieznośna jak czystość urodzona najprościej z rozpaczy kiedy myślimy o kimś zostając bez niego Nie bądź pewny że czas masz bo pewność niepewna zabiera nam wrażliwość tak jak każde szczęście przychodzi jednocześnie jak patos i humor jak dwie namiętności wciąż słabsze od jednej tak szybko stąd odchodzą jak drozd milkną w lipcu jak dzwięk troche niezgrabny lub jak suchy ukłon żeby widziec naprawde zamykają oczy chociaż większym ryzykiem rodzić się niż umrzec kochamy wciąż za mało i stale za późno Nie pisz o tym zbyt często lecz pisz raz na zawsze a bedziesz tak jak delfin łagodny i mocny Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą i ci co nie odchodzą nie zawsze powrócą i nigdy nie wiadomo mówiac o miłosci czy pierwsza jest ostatnią czy ostatnia pierwszą
Dziękuje!!



To już koniec tego opowiadania. Wiele osobom może być przykro… Ktoś się może ucieszy – ale taka jest prawda. Zaplanowałam zakończyć opowiadanie gdy tylko nasi bohaterowie skończą szkołę. Bardzo dużo pracy włożyłam w te blogi. Bardzo dużo serca. Dziś dodałam ostatnie trzy notki 1. prolog- bo zabrakło go na początku. 2. notkę numer 31. „I dalej… Dalej!” 3. epilog- krótki opis co było potem Dziękuje Wam, że byliście ze mną! Nawet nie wiecie ilu rzeczy się nauczyłam dzięki Wam, tej stronie i temu małemu opowiadaniu. Dziękuje!! Zawsze będę o Was pamiętać. Opowiadanie nr 1. Opowiadanie nr 2.


ZAPRASZAM:


http://www.comprehen.photoblog.pl



komentarze [34]
Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą zostaną po nich buty i telefon głuchy tylko co nieważne jak krowa się wlecze najważniejsze tak prędkie że nagle się staje potem cisza normalna więc całkiem nieznośna jak czystość urodzona najprościej z rozpaczy kiedy myślimy o kimś zostając bez niego Nie bądź pewny że czas masz bo pewność niepewna zabiera nam wrażliwość tak jak każde szczęście przychodzi jednocześnie jak patos i humor jak dwie namiętności wciąż słabsze od jednej tak szybko stąd odchodzą jak drozd milkną w lipcu jak dzwięk troche niezgrabny lub jak suchy ukłon żeby widziec naprawde zamykają oczy chociaż większym ryzykiem rodzić się niż umrzec kochamy wciąż za mało i stale za późno Nie pisz o tym zbyt często lecz pisz raz na zawsze a bedziesz tak jak delfin łagodny i mocny Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą i ci co nie odchodzą nie zawsze powrócą i nigdy nie wiadomo mówiac o miłosci czy pierwsza jest ostatnią czy ostatnia pierwszą
EPILOG



Skończyła się Hermiona. Umarła w sędziwym wieku – była babcią paru zdolnych dzieci… W ich żyłach płynęła szlachetna krew Godryka Gryffindora i Salzara Slytherina. Tak, tak – córka Hermiony i Harry`ego wyszła za mąż za dziedzica Malfoya. Kto by pomyślał jakie los podsunie im szanse na pogodzenie dwóch rodzin.
Hermiona zapomniała o wielu nieszczęściach – o morderstwie na jej narzeczonym Wiktorze Krumie, o przeklętych horkruksach, o waśniach z Cho Chang, Parvati Patil, Lavender Brown… Życie nie szczędziło jej cierpień, ale zakończyło się dla niej bardzo szczęśliwie – umarła przy boku kochających ją ludzi.
Obok Harry`ego – jej przyjaciela, męża, kochanka. Przy Ronaldzie – jej wiernym przyjacielu… Przy swoich córkach i przy ich dzieciach – przy ukochanych wnuczkach.
Niech historia błahej szkolnej miłości pozostanie wam w sercach, bo taka zwykła, pierwsza miłość zostawia ślad na długie lata – a w przypadku Hermiony na całe życie!



Nie bądź pewny że czas masz bo pewność niepewna
zabiera nam wrażliwość tak jak każde szczęście
przychodzi jednocześnie jak patos i humor
jak dwie namiętności wciąż słabsze od jednej
tak szybko stąd odchodzą jak drozd milkną w lipcu
jak dźwięk trochę niezgrabny lub jak suchy ukłon
żeby widzieć naprawdę zamykają oczy
chociaż większym ryzykiem rodzić się niż umrzeć
kochamy wciąż za mało i stale za późno


Ks. Jan Twardowski



komentarze [13]
Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą zostaną po nich buty i telefon głuchy tylko co nieważne jak krowa się wlecze najważniejsze tak prędkie że nagle się staje potem cisza normalna więc całkiem nieznośna jak czystość urodzona najprościej z rozpaczy kiedy myślimy o kimś zostając bez niego Nie bądź pewny że czas masz bo pewność niepewna zabiera nam wrażliwość tak jak każde szczęście przychodzi jednocześnie jak patos i humor jak dwie namiętności wciąż słabsze od jednej tak szybko stąd odchodzą jak drozd milkną w lipcu jak dzwięk troche niezgrabny lub jak suchy ukłon żeby widziec naprawde zamykają oczy chociaż większym ryzykiem rodzić się niż umrzec kochamy wciąż za mało i stale za późno Nie pisz o tym zbyt często lecz pisz raz na zawsze a bedziesz tak jak delfin łagodny i mocny Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą i ci co nie odchodzą nie zawsze powrócą i nigdy nie wiadomo mówiac o miłosci czy pierwsza jest ostatnią czy ostatnia pierwszą
31.I DALEJ.. DALEJ!



Spojrzała w spokojne oczy dyrektora.
- Zdajesz sobie sprawę, że zostajesz wyrzucona? Rok nie zdałaś, zrobiłem wyjątek, pozwoliłem ci zostać – dyrektor spojrzał na swoje dłonie a po chwili ponownie na uczennicę – nie mogę tego więcej tolerować. Powinnaś zostać zamknięta w Azkabanie. Pozwoliłem sobie porozmawiać z Ministrem Magii. Zgodził się na bardzo łagodną karę. Twoi rodzice już jadą. Za godzinę opuścisz z nimi szkołę. Chyba pora się spakować…?
- Panie dyrektorze… - Cho Chang była bardzo blada. Nie wiedziała co w nią wstąpiło. Jak mogła tak oszaleć dla chłopaka, który był już zajęty?
- Słucham…?
- Przepraszam – powiedziała cicho, a dyrektor się uśmiechnął. Wiedział, że dziewczyna ma dobre serce, tylko ogarnęło nią najstraszliwsze uczucie – zazdrość. Cho wstała i wyszła z gabinetu kierując się do Pokoju Wspólnego Ravenclawu. Schodząc po schodach zobaczyła jak Harry idzie w stronę Skrzydła Szpitalnego, zapewne chcąc odwiedzić Hermionę.
- Harry! – krzyknęła, a chłopak okręcił się i lekko drgnął na jej widok.
- Czego chcesz? – powiedział po chwili, patrząc na nią z niepokojem.
- Przepraszam ciebie i Hermionę. Naprawdę głupio wyszło.
- Zwykłe przepraszam tu nie wystarczy – powiedział wolno po dłuższej chwili.
- Wiem, ale już nic innego nie mogę dla was zrobić – mruknęła i odeszła, a Harry patrzył na nią zaskoczony. Krukonka kompletnie wytrąciła go z równowagi. Wzdrygnął się i ruszył dalej.


***

Hermiona wyszła ze Skrzydła Szpitalnego i czuła się już całkiem dobrze. Trochę się martwiła, że po tym napadzie przez koleżankę będzie musiała zostać w Skrzydle Szpitalnym na Boże Narodzenie, ale wszystko się szczęśliwie potoczyło i Hermiona zaprosiła Harry`ego do siebie. Mama dziewczyny była wniebowzięta, że chłopak przyjedzie z jej córką i postanowiła już wcześniej przygotować ich ulubione potrawy.
Czego się nie robi dla własnego dziecka?
Gdy człowiek jest szczęśliwy czas mija bardzo szybko. Ani się obejrzeli a musieli wracać do szkoły i uczyć się solidnie, bo zbliżały się OWTMy. Harry bardzo to przeżywał. Nie udało mu się znaleźć ósmego horkruksa, choć podobno się starał. Hermiona tak na niego naciskała, że w końcu się załamał i poszedł na parogodzinną przechadzkę po szkole.
„Bezsens… Dyrektor wie gdzie on jest, a każe mi się przy tym męczyć. Mam egzaminy, powinienem się uczyć!” – jęczał sam do siebie chodząc po korytarzach. Minął właśnie łazienkę Jęczącej Marty, gdy do głowy wpadł mu pewien pomysł. Wszedł do pomieszczenia.
- Cześć Marto! – krzyknął, gdy duch dziewczynki w grubych okularach wyłonił się zza drzwi kabiny.
- Haaaary! – zajęczała i podleciała do niego. – Czego tu szukasz?
„Nie powiem jej, że Voldemorta! Ale on ją tutaj zabił. Tu musi być ósmy horkruks. Po prostu musi. Dyrektor to dobrze wie.”
- Pamiętasz jak umarłaś? Czy ten chłopiec… Trzymał coś w ręku? – Marta wytrzeszczyła oczy a na jej ustach pojawił się uśmiech.
- Trzymał… Chociaż bardzo nie myślałam o tym. Tak… Bo zresztą po co mu to w łazience?
- Marto!!
- Już dobrze, nie złość się. Trzymał w ręku fotografię.
- Zwykłe zdjęcie! – Harry okręcił się do umywalki, gdzie pięć lat temu właśnie przez nią dostał się do Komnaty Tajemnic. Szukał dobrze, ale było mu bardzo ciężko. „Miał tyle lat co ja… Popełnił morderstwo… Miał tyle lat co ja…” te słowa kołatały mu w głowie. Ręce drżały… Ukląkł i nachylił się. „Nic nie mogę znaleźć. Tu nic nie ma.” Myślał rozpaczliwie. W końcu zobaczył to na co tak czekał. Pod kranem gdzie był wyryty wąż, pod tą umywalką leżała kafelkowa posadzka. Na jednym z kafelków wyryte były koleje węże, tym razem w splocie.
- Ach tak… Waddiwasi! - kafelek uniósł się do góry, a pod nim znajdowało się zdjęcie. Harry podniósł je. Było wilgotne i bardzo stare. Przeleżało w łazience pięćdziesiąt pięć lat. Nie broniły go żadne zaklęcia. Voldemort pewnie nie podejrzewał, że ktoś może odkryć jego tajemnicę. No i przecież to jego pierwszy horkruks. Nie wiedział jeszcze, że tak dokładnie trzeba go chronić. Harry spojrzał na zdjęcie i przez chwilę serce przestało mu bić.
Na zdjęciu był młody Tom Riddle i widocznie starsza od niego o jakieś cztery, pięć lat, profesor McGonagall!
„Musze iść z tym do dyrektora. Niech zniszczy tego horkruksa. Cokolwiek miało by się stać.” Harry zaniósł zdjęcie i nie czekał na żadne wyjaśnienia. To już wyłącznie sprawa Dumbledore`a, nie moja - tak sobie myślał, wracając do Pokoju Wspólnego, a żeby wszystko opowiedzieć Hermionie i Ronowi. Dumbledore tym czasem uciął sobie krótką pogawędkę z profesor McGonagall o niejakim Tomie.
Harry`emu odechciało mu się uczyć do OWTMów.
Hermiona tym czasem miała mnóstwo teorii co do tego zdjecia. Po wyzbyciu się wątpliwości, czy to aby na pewno McGonagall, zaczęła snuć przypuszczenia i domysły, a Ron siedział z przerażoną miną, zerkając co chwila na Harry`ego.



***

Święta Bożego Narodzenia, spokojna, zielona wiosna i nagle lato… Nasza trójka nie umiała powiedzieć kiedy minęło praktycznie pół roku od odnalezienia zdjęcia. Od unicestwienia ostatniego horkruksa. Zaczął się okres nauki – OWTMy były coraz bliżej, a im zachciało się leniuchować i cieszyć życiem.
Gdy zdali musieli zrobić coś co było nieuniknione – pożegnać się ze szkołą i ruszyć w dorosłe życie.




komentarze [1]
Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą zostaną po nich buty i telefon głuchy tylko co nieważne jak krowa się wlecze najważniejsze tak prędkie że nagle się staje potem cisza normalna więc całkiem nieznośna jak czystość urodzona najprościej z rozpaczy kiedy myślimy o kimś zostając bez niego Nie bądź pewny że czas masz bo pewność niepewna zabiera nam wrażliwość tak jak każde szczęście przychodzi jednocześnie jak patos i humor jak dwie namiętności wciąż słabsze od jednej tak szybko stąd odchodzą jak drozd milkną w lipcu jak dzwięk troche niezgrabny lub jak suchy ukłon żeby widziec naprawde zamykają oczy chociaż większym ryzykiem rodzić się niż umrzec kochamy wciąż za mało i stale za późno Nie pisz o tym zbyt często lecz pisz raz na zawsze a bedziesz tak jak delfin łagodny i mocny Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą i ci co nie odchodzą nie zawsze powrócą i nigdy nie wiadomo mówiac o miłosci czy pierwsza jest ostatnią czy ostatnia pierwszą
PROLOG



Hermiona Granger. Wiecie która to?
Uczennica Szkoły Magii i Czarodziejstwa. Przez pięć lat niczym niewyróżniająca się spośród tłumów uczennic Hogwartu. Może jest jedna lub dwie rzeczy, które jednak czynią ją inną od przeciętnych koleżanek.
Kocha się uczyć. Jej ulubionym przedmiotem jest numerologia i transmutacja.
Ma przyjaciół. Jak każdy. Jest nim słynny Harry Potter i żyjący w jego cieniu, Ron Weasley.
Razem z nimi przeżyła wiele emocjonujących przygód. W pierwszej klasie pomogła zdobyć Kamień Filozoficzny, w trzeciej zaprzyjaźniła się z przestępcą, a w piątej w Ministerstwie Magii stawiła czoło śmierciożercom, którzy masowo uciekli z Azkabanu.
Jej rodzice są mugolami, którzy z zawodu są dentystami. Dzieli dormitorium z Parvati Patil i Lavender Brown.
Jej charakterystycznymi cechami jest burza gęstych, brązowych loków i wielkie brązowe oczy. Uśmiech dodaje jej pewności siebie. Dużo ludzi kocha ją za ten szczery uśmiech.
Opowiadanie jak każde.
Z miłością, nienawiścią i wielką przyjaźnią, która już nie raz pomogła przezwyciężyć śmierć.
Przeczytajcie, jak Hermiona Granger spędziła dwa ostatnie lata w Hogwarcie, zanim ruszyła w dorosłe życie.

komentarze [0]
Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą zostaną po nich buty i telefon głuchy tylko co nieważne jak krowa się wlecze najważniejsze tak prędkie że nagle się staje potem cisza normalna więc całkiem nieznośna jak czystość urodzona najprościej z rozpaczy kiedy myślimy o kimś zostając bez niego Nie bądź pewny że czas masz bo pewność niepewna zabiera nam wrażliwość tak jak każde szczęście przychodzi jednocześnie jak patos i humor jak dwie namiętności wciąż słabsze od jednej tak szybko stąd odchodzą jak drozd milkną w lipcu jak dzwięk troche niezgrabny lub jak suchy ukłon żeby widziec naprawde zamykają oczy chociaż większym ryzykiem rodzić się niż umrzec kochamy wciąż za mało i stale za późno Nie pisz o tym zbyt często lecz pisz raz na zawsze a bedziesz tak jak delfin łagodny i mocny Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą i ci co nie odchodzą nie zawsze powrócą i nigdy nie wiadomo mówiac o miłosci czy pierwsza jest ostatnią czy ostatnia pierwszą
30.(NIE) ZWYKłY DZIEŃ.



- Harry! Dyrektor cię wzywa! – do Pokoju Wspólnego Gryffindoru wszedł Ron i przywołał do siebie przyjaciela.
- Stało się coś?
- Nie wiem. McGonagall kazała mi przekazać tobie tę wiadomość. Iść z tobą?
- Ja z nim pójdę – Hermiona wstała z fotela. Ron uśmiechnął się i wszedł do dormitorium.
- Jak myślisz? Co może chcieć dyrektor?
- Nie mam pojęcia – powiedział Harry, gdy w milczeniu doszli pod gabinet dyrektora.
- Wejdę sam. Wydaje mi się, że chciałby, żebym był tam tylko ja – Hermiona kiwnęła głową i pocałowała go w policzek.
- Powodzenia. Ja idę już do Pokoju Wspólnego, położę się wcześniej spać – Hermiona zobaczyła jak Harry wchodzi do gabinetu i zamyka za sobą drzwi. Dziewczyna okręciła się i wróciła tym samym korytarzem. W połowie drogi do wieży, nie oczekiwanie za zakrętem wpadła na pewną dziewczynę, która zwaliła ją z nóg. Gdy już przestało jej być ciemno przed oczami, ujrzała zagniewaną twarz Cho Chang.
- O Granger…
- Cześć – powiedziała Hermiona, próbując ją wyminąć. Cho stała i patrzyła jak Gryfonka odchodzi korytarzem. Po chwili pobiegła za nią, wyciągając różdżkę i mrucząc pod nosem zaklęcie. Zobaczyła jak dziewczyna upada i wije się pod jej nogami.
- Ha! Mówiłam, że mnie popamiętacie! Mówiłam, że się zemszczę! – krzyknęła i uciekła.
Hermiona nie mogła się podnieść. Odchodząc korytarzem poczuła jak trafią ją zaklęcie, jedno z trzech niewybaczalnych.
Poczuła jak kości jej płonął. Jak każdy nerw jest boleśnie napięty… Nie była w stanie się bronić… Nie mogła się ruszyć. Łzy bólu spływały po jej policzkach… Usłyszała jak Cho ucieka. Hermiona została na korytarzu, leżąc i dysząc ciężko. Po chwili, gdy dziewczynę przeszedł dreszcz zimna, usłyszała tupot stóp. Ktoś ją odkręcił, otarł twarz z potu. Gryfonka otworzyła oczy i zobaczyła bladą twarz profesora Flitwicka.
- Panna Granger! Co się stało? Ktoś zaatakował? – mały profesor co chwilę zipał z wrażenia i bezradności. Hermiona zamknęła oczy. Za bardzo kręciło jej się w głowie.
- Chang… - wyszeptała, a profesor spojrzał na nią zaskoczony i podniósł wysoko brwi.


***


- Witaj Harry! – Dumbledore wstał zza biurka i podał Gryfonowi dłoń.
- Dobry wieczór!
- Usiądź – rzekł. Harry siadł na fotelu naprzeciw Dumbledore`a.
- Ostatnio wiele czasu poświęcałem przemyśleniom na temat tego, co wydarzyło się w wakacje… Horkruksy to dusze Voldemorta, ale Harry… Wątpię, że on stworzył ich siedem. Zastanawiam się nad hipotezą jeszcze jednego, łączącego go ze szkołą.
- Osiem? Osiem dusz… - Harry wstał z fotela. Kiwnął głową i usiadł ponownie.
- Tak Harry… Niedorzecznością było twierdzić, że przepowiednia dotyczy Snape`a. Nie, ona jednak dotyczy ciebie. Sądzę, choć może wydać ci się to dość dziwne, że ostatni horkruks ukryty jest tutaj, w szkole.
- Co?!
- Tak Harry. Musisz go odnaleźć i unieszkodliwić, zanim znajdzie go ktoś inny i zanim dusza Voldemorta opanuje jakiegoś ucznia – powiedział dyrektor, a jeden z portretów chrząknął. Dyrektor zignorował to.
- Muszę? Szkoła jest ogromna! Gdzie mam szukać?
- Och… Rozejrzyj się dobrze. To jest obiekt magiczny, ale ten horkruks jest pierwszym jaki stworzył Voldemort, ten, podczas którego była otwarta Komnata Tajemnic. Łatwo zorientować się gdzie i jak został ukryty. Czuć od niego wielką moc strasznego czarnoksiężnika – powiedział lekko, uśmiechając się. Harry spojrzał na niego niepewnie.
- Jak mam go zniszczyć?
- Miłość, Harry.
- Co mam go pocałować? – Dumbledore uśmiechnął się. Kiwnął przeczącą głową.
- Będziesz wiedział co robić. Dobranoc – mruknął i wskazał mu drzwi. Harry naburmuszony wstał.
- Dobranoc.


***

- Hermiona śpi? – zapytał Harry Ginny, wchodząc do Pokoju Wspólnego.
- Nie wiem. Nie widziałam jej od kiedy wyszliście.
- To… To jej nie ma? – Harry poczuł dreszcz na plecach, poczuł, że nogi uginają się mu w kolanach, a w sercu rodzi się złe przeczucie.
- Możesz pójść zapytać się Rona. Jest w sypialni – doradziła grzecznie Ginny. Harry udał się więc do swojej sypialni. Gdy tylko otworzył drzwi, poczuł dziwny zapach. Zapach starych skarpetek. Skrzywił się i rozejrzał po pokoju.
- Nie widziałeś Hermiony? – zapytał Harry Rona leżącego na łóżku i gapiącego się w sufit.
- Nie. Przecież była z tobą – Ron wstał i założył skarpetki leżące koło jego łóżka. Zapach wzmógł się dwukrotnie. - A chcesz jej poszukać?
- Jasne! Mam nadzieję, że nic się nie stało.
Gdy tylko wyszli na korytarz, już za pierwszym jego zakrętem wpadli na nauczyciela. Profesor McGonagall nie była zadowolona, że widzi dwóch uczniów panoszących się po szkole, tym bardziej, że była już późna pora.
- Potter i ty, Weasley! Co wy tu robicie?
- My? A my… No ten… Wyszliśmy na spacerek. Wieczorny!
- Chyba nocny Weasley! Do mojego gabinetu! Obaj!
- Pani profesor… My szukamy Hermiony – powiedział Harry szybko, a McGonagall spojrzała na niego.
- Jest w Skrzydle Szpitalnym, jednak to nie powinno…
- Co?! – Harry złapał profesor McGonagall za nadgarstek.
- Potter weź te dłonie i uspokój się natychmiast! Nic jej nie grozi. Jej stan jest już stabilny. Została zaatakowana, a sprawczyni tego zdarzenia zostanie wkrótce wydalona ze szkoły.

komentarze [139]
Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą zostaną po nich buty i telefon głuchy tylko co nieważne jak krowa się wlecze najważniejsze tak prędkie że nagle się staje potem cisza normalna więc całkiem nieznośna jak czystość urodzona najprościej z rozpaczy kiedy myślimy o kimś zostając bez niego Nie bądź pewny że czas masz bo pewność niepewna zabiera nam wrażliwość tak jak każde szczęście przychodzi jednocześnie jak patos i humor jak dwie namiętności wciąż słabsze od jednej tak szybko stąd odchodzą jak drozd milkną w lipcu jak dzwięk troche niezgrabny lub jak suchy ukłon żeby widziec naprawde zamykają oczy chociaż większym ryzykiem rodzić się niż umrzec kochamy wciąż za mało i stale za późno Nie pisz o tym zbyt często lecz pisz raz na zawsze a bedziesz tak jak delfin łagodny i mocny Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą i ci co nie odchodzą nie zawsze powrócą i nigdy nie wiadomo mówiac o miłosci czy pierwsza jest ostatnią czy ostatnia pierwszą
Pukam w 16 drzwi...



Krótki poemat i ballada o liściach.


 


maj, 2007


 


„Traktuj go całkiem serio,


jak on przed chwilą ciebie


dokonując wyboru


specjalnej ciężarówki.”


 


Barańczak


 


Te słowa Barańczaka zostaną w mej pamięci, po tym majowym
popołudniu. Nigdy, nawet w najśmielszych marzeniach, podczas nocy bezsennych nie
wątpiłam, że świat jest piękny. Zaledwie znośny, a wtedy? Idealny! Dzień z Nim
spędzony, piękny, majowy słoneczny dzień.


Niewielka, krótka chwila, jedno spojrzenie i uśmiech, a
świat stał się piękniejszy. Słońce świeciło, a z każdą chwilą coraz mocniej i
jaśniej.


Tak nagle, bardzo małe i weselsze, liście na drzewie
zanuciły cicho, a słońce uśmiechnęło się, już nie samo, splotło się z liśćmi i
figlarnie spojrzało na Nas.


Był piękniejszy dzień. Słońce wtulone w liście drzew,
liście igrały w błękicie.


Pomyśleć tylko, miłość między Nas się zakrada, a piękno
świata wzmaga się z Nami, z naszą miłością.


Było tyle niezapomnianych chwil. Spacery, spojrzenia,
pocałunki.


Zgasło to w Nas, jak słońce gaśnie ponad horyzontem.


Zgasła miłość do Niego, wzbogacił się świat o jedno
doroślejsze spojrzenie. Miłości nie ma i nie było, a piękno zostało. Liście
zielone, niebo i słońce. Teraz zauważone i przytulone do słów. Świat był i
przyroda była – piękno było i jest. I zostanie.


Dopiero miłość nauczyła Nas dostrzegać piękno świata – i
tych małych liści na drzewie w błękicie nieba.


 


 


Katarzyna Gajda


 


 


Mam dziś urodziny, dlatego dodaję notkę.


To jest mała ballada, jej przesłaniem jest
ukazanie ludziom, jak przez miłość można dostrzec piękno przyrody.


Mam nadzieję, że wam się podoba. Piszę
notkę, lecz nie mam czasu jej dokończyć.


Postaram się ją niedługo dodać.


 


Dziękuje :)


 



komentarze [7]
Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą zostaną po nich buty i telefon głuchy tylko co nieważne jak krowa się wlecze najważniejsze tak prędkie że nagle się staje potem cisza normalna więc całkiem nieznośna jak czystość urodzona najprościej z rozpaczy kiedy myślimy o kimś zostając bez niego Nie bądź pewny że czas masz bo pewność niepewna zabiera nam wrażliwość tak jak każde szczęście przychodzi jednocześnie jak patos i humor jak dwie namiętności wciąż słabsze od jednej tak szybko stąd odchodzą jak drozd milkną w lipcu jak dzwięk troche niezgrabny lub jak suchy ukłon żeby widziec naprawde zamykają oczy chociaż większym ryzykiem rodzić się niż umrzec kochamy wciąż za mało i stale za późno Nie pisz o tym zbyt często lecz pisz raz na zawsze a bedziesz tak jak delfin łagodny i mocny Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą i ci co nie odchodzą nie zawsze powrócą i nigdy nie wiadomo mówiac o miłosci czy pierwsza jest ostatnią czy ostatnia pierwszą
Witamy :)



Powróciłam. Objawiło się to nowym szablonem, a za jakiś czas będziecie mogli delektować się nową notką. Bo skończyłam edukację gimnazjalną. Tymczasowo oczywiście. Niestety, notki nie będą za często, ale tak w ogóle będą się pojawiać. To się ceni.

Pozdrawiam wytrwałych!
komentarze [39]
Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą zostaną po nich buty i telefon głuchy tylko co nieważne jak krowa się wlecze najważniejsze tak prędkie że nagle się staje potem cisza normalna więc całkiem nieznośna jak czystość urodzona najprościej z rozpaczy kiedy myślimy o kimś zostając bez niego Nie bądź pewny że czas masz bo pewność niepewna zabiera nam wrażliwość tak jak każde szczęście przychodzi jednocześnie jak patos i humor jak dwie namiętności wciąż słabsze od jednej tak szybko stąd odchodzą jak drozd milkną w lipcu jak dzwięk troche niezgrabny lub jak suchy ukłon żeby widziec naprawde zamykają oczy chociaż większym ryzykiem rodzić się niż umrzec kochamy wciąż za mało i stale za późno Nie pisz o tym zbyt często lecz pisz raz na zawsze a bedziesz tak jak delfin łagodny i mocny Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą i ci co nie odchodzą nie zawsze powrócą i nigdy nie wiadomo mówiac o miłosci czy pierwsza jest ostatnią czy ostatnia pierwszą
STORY



PROLOG

Hermiona Granger. Wiecie która to?
Uczennica Szkoły Magii i Czarodziejstwa. Przez pięć lat niczym niewyróżniająca się spośród tłumów uczennic Hogwartu. Może jest jedna lub dwie rzeczy, które jednak czynią ją inną od przeciętnych koleżanek.
Kocha się uczyć. Jej ulubionym przedmiotem jest numerologia i transmutacja.
Ma przyjaciół. Jak każdy. Jest nim słynny Harry Potter i żyjący w jego cieniu, Ron Weasley.
Razem z nimi przeżyła wiele emocjonujących przygód. W pierwszej klasie pomogła zdobyć Kamień Filozoficzny, w trzeciej zaprzyjaźniła się z przestępcą, a w piątej w Ministerstwie Magii stawiła czoło śmierciożercom, którzy masowo uciekli z Azkabanu.
Jej rodzice są mugolami, którzy z zawodu są dentystami. Dzieli dormitorium z Parvati Patil i Lavender Brown.
Jej charakterystycznymi cechami jest burza gęstych, brązowych loków i wielkie brązowe oczy. Uśmiech dodaje jej pewności siebie. Dużo ludzi kocha ją za ten szczery uśmiech.
Opowiadanie jak każde.
Z miłością, nienawiścią i wielką przyjaźnią, która już nie raz pomogła przezwyciężyć śmierć.
Przeczytajcie, jak Hermiona Granger spędziła dwa ostatnie lata w Hogwarcie, zanim ruszyła w dorosłe życie.


1.NORA.

Hermiona przyjechała do Rona i Ginny na wakacje. Musiała się sprężyć i odrobić lekcje na samym początku wakacji. Gdy tylko dojechała do Nory, pierwszą anormalnością był wygląd Rona i jego siostry. Bardzo się zmienili, widać było, że na lepsze. Ten wieczór, pierwszy po przyjeździe Hermiony, spędzili na rozmowach o przygodach, które mieli podczas pięciu lat nauki w Hogwarcie. Parę tygodni później, Hermiona siedziała w sypialni Ginny i rozmyślała o swoich przyjaciołach i rozmowie z nimi. Nie mogła doczekać się przyjazdu Harry`ego, więc czym prędzej zeszła na dół.
Po pewnym czasie Potter przybył do Nory i zaczął się witać ze wszystkimi i opowiadać co się działo u niego w domu.
- Cześć Ron. Witaj Hermiono. Mam nadzieje, że u was w porządku. Mi się tak nudziło… Myślałem, że nie wytrzymam. Wuj Veron zamknął Hedwigę… Nie mogłem odpisywać na wasze listy. Na szczęście już możemy pogadać. Ron nigdy więcej nie dzwoń.
- Ha ha ha! Harry chciałbym zobaczyć minę Dudleya jak rozmawialiśmy – powiedział chłopak i zaczął się śmiać.
- Co wyście znowu zrobili? – Hermiona miała jak najgorsze myśli i przypuszczenia.
- Widzisz Hermiono, Ron zadzwonił do mnie w środku wakacji, a odebrał Dudley. Ron rozpoznał jego głos i zaczął się nabijać. Jak to było Ronuś?
- Eee… Coś takiego: „ Dudley… Ty pasożycie jeden, dopadnę cię. Zniszczę się. Pozdrawiam babunia.”
- Powariowaliście? Co w tym śmiesznego?
- Hermiono, jego babcia nie żyje od 5 lat. Nawiedzają go duchy łuuuu…. – zarechotał Harry.
- On spojrzał na telefon, odskoczył i z wrzaskiem wybiegł. Wtedy ja podszedłem i okazało się, że to genialny Ron dzwoni - zakończył chłopak. Dziewczyna nie potrafiła powstrzymać śmiechu. Gdy wszyscy tarzali się po podłodze weszła pani Weasley i powiedziała, że Harry późno wyjechał z domu i że w ogóle jest późno i pora iść spać. Wszyscy pożegnali się i w dobrych humorach poszli spać.
Rano czekał na przyjaciół wyjazd do szkoły. Rozpoczynali szóstą klasę.


2.GŁUPIA CHANG…

„No i jesteśmy w pociągu. Oj! Właśnie koło naszego przedziału przeszła Cho Chang. Ładna z niej dziewczyna, choć trochę chamska i próżna. Biedny Harry! Patrząc tak na niego to on się chyba tym nie przejmuje, bo teraz odpowiedział jej cześć, choć lekko wymuszonym głosem.” Hermiona siedziała w przedziale ze swoimi przyjaciółmi i rozmyślała o różnych rzeczach. Gdy zobaczyła Chang postanowiła zagadać do chłopaka siedzącego naprzeciw niej.
- Ech… Harry?
- Tak?
- Czy między tobą a Cho coś jest?
- Wydaje mi się, że nie.
- Wydaje ci się?
- Ona zachowuje się jakby mnie kochała, ale jest taka pusta, próżna i... No chyba nawet ładna.
- Ok. Pogadaj z nią. Patrzcie! - właśnie pod przedział podjechała kobieta z wózkiem. Harry kupił Hermionie, Ronowi, Nevillowi i Ginny po paczce fasolek wszystkich smaków i paczce ciastek „Wybuchowa mania złości”. Podziękowali, rzucili to na wolne miejsce i zaczęli jeść, ale prawda była taka, że tylko Hermiona z Ginny jadły, bo chłopcy wchłaniali nie patrząc co i w jakiej formie.

***

Wielka Sala była jak zwykle pięknie przystrojona, a uczta zapchała Hermionę tak ze czuła się gruba i nieatrakcyjna oraz rozleniwiona. Dziewczyna miała ochotę uderzyć Rona, że stwierdził ze wygląda jak rudy kot, śpiący jej na kolanach.
- Napchana, potargana i śpiąca…
„Może i miał trochę racji…” zastanowiła się. Jednak, aby nie wyjść, że płeć kobiet jest ustępliwa postanowiła jakoś go przegadać.
- Zgadzam się tylko z ostatnim. Dobra Ron przestań, bo ja przestanę cię lubić. Jesteśmy przecież na szóstym roku. Kto ci pomoże z najbliższym wypracowaniem?
- Sorry. Idę spać. Dobranoc Harry i Hermiono – rzekł lekko urażonym tonem za ten „napad” przyjaciółki.
- Pa pa.
- Słuchaj Hermiono. Mam pytanie. Dziś po wielkiej uczcie rozmawiałem z… Eee… Z…. Cho.
- I co?
- Powiedziała ze mnie kocha i przez te wakacje przemyślała wszystko. Zachowała się głupio. Stwierdziła ze zawsze się z tobą przyjaźniłem, ale ona myślała ze to cos więcej i mnie po prostu wtedy zostawiła. Chce to zacząć od nowa.
- A ty chcesz?
- Podoba mi się… Ale jak to ma się tak skończyć, jak ostatnio, to nie chcę. Obiecałem jej, że spotkam się z nią za pół godziny przed Wielka Salą. Wiesz… Nie jestem pewny swoich uczuć. Chyba… Chyba wolę inną dziewczynę, nie ją. Co robić?
- Idź!
- Iść? Chcę, ale boje się jakoś. Chodź ze mną. Weźmiesz pelerynę- niewidkę.
- Serio mam iść?
- Chcę tego, ale to zależy od ciebie. W końcu jesteś moją przyjaciółką i bardzo cię lubię.
- Dobrze - Harry przyniósł pelerynę. Hermiona wyszła z nim z Pokoju Wspólnego, zarzuciła na niego i na siebie pelerynę i ruszyli korytarzem. Tylko Hermionie było trochę przykro, że Harry nie idzie na randkę z nią, a z Chang.


3.KRZYCZĘ ZAMKNIĘTYMI USTAMI.


Harry szedł, a ona za nim. Hermiona starała się iść jak najciszej, ale chłopak szedł bardzo szybko. Za szybko.
- Harry… wolniej… - kiwnął głową i wyjrzał zza schodów. Stała tam zniecierpliwiona, czekała….
- Cho! - krzyknął Harry i zbiegł. Hermiona poprawiła pelerynę i cicho zeszła za nim. Cho rozejrzała i rozpromieniła się, gdy ujrzała Harry`ego.
- Witaj Harry.
- Cześć Cho.
- Właśnie zastanawiałam się czy przyjdziesz.
- Ja też się zastanawiałem. I gdyby nie wsparcie…
- Ciii… - szepnęła Gryfonka okryta peleryną. „Nie mógł chyba jej powiedzieć, że ze mną gadał” pomyślała ze złością.
- Yyy… No namyśliłem się i przyszedłem.
- Całe wakacje myślałam o tym jak się zachowywałam. Nie dziwnie się, że nie odpisywałeś na moje listy. Byłam głupia, że cię tak potraktowałam i szczerze żałuje mojego zachowania. Ja… przepraszam - powiedziała. Wyglądała, jakby jej ulżyło na sercu, jednak mina Harry`ego nie wróżyła niczego dobrego.
- Cho… Czy ty mnie…
- Kocham cię - powiedziała szybko z głupią miną.
-…uważasz za głupka?
- Ale.… Harry! - Cho najwyraźniej załamała się i pobladła. „Co on robi? Trzeba mu przerwać. Przecież Cho zaczyna płakać!” Hermiona zastanowiła się i szybko podjęła dość głupią decyzję.
- Harry, nie - prawie krzyknęła.
- Ja… - przytulił ją. - Też… - dał jej buziaka w policzek. - Kocham cię - Cho spojrzała na niego tak, aż Hermionie dech zaparło. Wyglądała na zaskoczoną. Cały czas była przekonana, że Chang zwodzi Harry`ego. Chłopak machnął za plecami Cho, żeby jego wspólniczka odeszła, jednak dziewczyna stała jak wmurowana.
- Cho? - powiedział delikatnie, sądząc, że Hermiona już poszła.
- Tak? - odpowiedział prawie w tym samym momencie
- Zmieńmy to… Chcesz być moja dziewczyna? Zacznijmy od nowa.
- Bardzo! Bardzo się cieszę ze o to zapytałeś. Już dawno marzyłam żebym mogła być znowu z tobą… Żeby cię przytulać…
- Proszę tylko więcej nie płacz - ostrzegł, wziął ją na ręce i zaczął nosić przed Wielka Salą.
- Kocham cię - Cho powiedziała te dwa ważne i piękne słowa. Harry pocałował ją tak, że Hermiona bardzo musiała się wysilić, żeby nie jęknąć i nie wrzasnąć. Sama chciałaby wtedy być na jej miejscu. Wtedy usłyszała kroki. Spojrzała do góry. Snape. Jedenasta w nocy i szlaban pierwszego dnia.
- Harry, Snape – powiedziała cicho Gryfonka. Na szczęście Cho nic nie usłyszała.
- Snape? Cho szybko idź do swojego dormitorium. Snape nadchodzi. Ja dam sobie radę. Zobaczymy się na śniadaniu - powiedział. Dziewczyna szybka uciekła, a Harry wszedł do Hermiony pod pelerynę.
- W sama porę. Oboje byście dostali szlaban i to jeszcze w pierwszym dniu szkoły.
- Hermiono! Miałaś iść do dormitorium, ale… Dzięki, że mi pomogłaś - oboje umilkli, bo Snape właśnie zszedł i powiedział:
- Temu Potterowi zawsze uda się zwiać. Filch! Nie ma ich tu.
- Chodźmy - powiedziała szeptem Hermiona i udała się z Harrym do dormitorium, kuląc się pod pelerynką-niewidką.


4.SPOTKANIE.


Hermiona przeżywała kryzys sercowy. Przestała się uczyć, albo jak niektórzy złośliwi twierdzili „kuć”. Harry`emu i Cho znakomicie się układało, mimo krótkich sprzeczek i łzawych scen. Ron tymczasem, chodził po zamku i błoniach z jakąś puchonką, twierdząc, że ta „panienka jest przejściowa.”
- Nie jestem sama - powiedziałam pewnego dnia do swojego odbicia w lustrze. - Mam Wiktora. Mój Wiktor jest wspaniały, ale… Tak daleko… - odbicie w lustrze wykrzywiło się. „Fajny z niego był przyjaciel. Był? Jest! Tylko daleko…” pomyślała, a drzwi się otworzyły.
- Hermiono! Co się stało? - weszła Ginny
- Nic.
- Aby na pewno? - Granger zmroziłam ja wzrokiem. – Mimo wszystko, mam dla ciebie niespodziankę. Chodź przed Wielka Salę.
Ginny wyciągnęła koleżankę z łóżka, i wyrwała jej lusterko z dłoni.
- Wiesz, że maja być szkolne wycieczki. Dziś przyjechali uczniowie. Troje z Dumunstrangu - serce dziewczynie mocniej zabiło - trójka z Polski i Francji. Chodź ich zobaczyć. Nie przyjechali na długo, ale zawsze to ktoś nowy.
Dziewczęta zeszły na dół.
Jedno spojrzenie Hermiony zdołało ocenić sytuacje. Wiktora nie było.
- CO TU FAJNEGO?! - krzyknęła. Ginny spojrzała na nią i się uśmiechnęła patrząc za dziewczynę. Ona jednak tego nie zauważyła i odkręciłam się ze złością. A tam stał…
- Wiktor… - czuła, że się czerwieni. To, co zdarzyło się 3 lata temu nadal było świeże. On nie był przyjacielem. Hermiona go kochała.
- Her…miona - westchnienie zachwytu przerwało mu jej imię. „Jak ja za nim tęskniłam!” W jego oczach było widać, że on też tęsknił.
Twarz Wiktora zbliżyła się do twarzy Hermiony. Dziewczyna mimo woli zamknęła oczy. Zakręciło się jej w głowie. Poczułam usta, ciepłe, miłe i pamiętane.
- Jak ja tęskniłem.
- Ja też.
- Nadal mnie… - wiedziała o co mu chodzi.
- Tak. A ty? - zapytała wprost.
- I to jeszcze jak!
- To dobrze - powiedziała i uśmiechnęła się do Ginny. Ginny była szczęśliwa. Ona zawsze wie, co dolega jej przyjaciołom.
- Chodźmy do Wielkiej Sali. Zbliża się czas kolacji.
Wielka Sala była cudownie przystrojona. „Noc duchów zapomniałam!” mruknęła Ginny. Hermiona też zapomniała, że była Noc Duchów. Na sali stały dynie wielkości samochodów, a nad stołami latały nietoperze.
- Pięknie tu jest - powiedział Wiktor i się przysunął… bliżej Hermiony! Usiedli koło siebie, a Harry i Ron, którzy od dłuższej chwili przyglądali się im, uśmiechnęli się. Hermiona wreszcie była szczęśliwa. Oni zawsze wszystko rozumią, pomyślała tkliwie.
Po kolacji, Hermiona i Wiktor wybrali się na spacer. Mimo iż dziewczyna ubrana była tylko w sukienkę do kolan, nie było jej zimno. Noc była wyjątkowo ciepła. Rozmawiali, długo aż w końcu on powiedział:
- Mam dla ciebie dwie wiadomości. Jedna z nich to taka, że zostaje tu na stałe, bo mam pracę i takie tam, a druga, ważniejsza, to taka… - uklęknął i wyjął pudełeczko - …że zamierzam cię prosić o to byś została moja żoną - otworzył pudełko. Był tam śliczny pierścionek.
Hermiona nie wiedziała co powiedzieć. Trochę ją zaskoczył, ale była przygotowana na coś takiego. Nagle przed oczami stanęła jej twarz Harry`ego. Poczuła smutek, ale potem zobaczyła wyraźnie twarz Wiktora z oczekującą miną.
- Zgadzam się – odpowiedziała drżącym głosem. Znajdowali się akurat na malutkiej polance na skraju Zakazanego Lasu. Gryfonka czuła, że rozdyma ją szczęście choć w głębi serca czuła wahanie. „Kiedyś zostanę panią Krum. Żoną sławnego gracza” myślała sobie.
- Kocham cię ty moja stokrotko! - zaśmiała się nad tą „stokrotka”. Wiktor zaczął ją całować. Robił to niezwykle czule. Hermiona była trochę zawstydzona, poprosiła, aby wrócić do szkoły.
Gdy się tam znaleźli, Wiktor zaproponował Hermionie, aby wpadła do niego na sok z dyni. Dochodziła dziewiąta, na korytarzach było jeszcze wiele osób.
- Na razie mieszkam sam, ale mają mnie przydzielić jutro do domów, albo w ogóle zrezygnuję z nauki. Ta jest nad obowiązkowa.
- Mam nadzieje, że do mojego.
- Ja też mam taką nadzieje.


***

Gdy Hermiona siedziała na łóżku Wiktora, zaczęła rozmyślać.
- O czym tak dumasz?
- Dziś płakałam. Tęskniłam trochę za tobą - Wiktor spojrzał na nią dziwnie i ją przytulił. Hermiona poczuła się szczęśliwa, że nie jest już sama. Chłopak zaczął znowu ją całować. Objął ją inaczej niż zwykle i jeszcze raz czule pocałował. Nieoczekiwanie do pokoju wpadł… Malfoy. „Co on tu robi?” zezłościła się Hermiona.
- Oj, ale jaja. Granger kogoś ma i tym kimś jest Krum. Szybko się uwinęłaś smarkata. Dwie godziny, a wy już w sypialni.
- Nie twoja sprawa Malfoy.
- Uuuuuu… Szlama mnie straszy, ale się boję! - wtedy Wiktor podszedł i go uderzył. Wziął go za szatę i wyciągnął za drzwi. Następnie je zamknął. Podszedł i wziął bluzę, a następnie wyszedł z Hermioną na korytarz.
- Chodź kochanie, odprowadzę cię do twojego dormitorium.
- Nie wiesz, czego chciało to coś?
- Ha ha ha. Fajnie go określiłaś. Pewnie jak zwykle. „ Nie zadawaj się z tym czymś jak Potter i Granger, ani tymi szujami Weasleyami. Jesteś wart tylko mnie, a nie ich…” czy coś takiego.
- Chyba teraz raczej nie będzie chciał już być twoim kumplem.
- No raczej nie - para stanęła przed dormitorium Gryfonów.
- Dobranoc kotku - przytulili się i pocałowali.
- Dobranoc – Gryfonka puściła mu oczko i weszła przez portret.

***

- Gdzieś ty tyle była?- wrzasnął Ron i Harry, aż pół Pokoju Wspólnego się obejrzało.
- Cicho! Nie musicie tak krzyczeć. Byłam z Wiktorem na spacerze.
- Jak było? - zapytała Ginny, która siedziała obok chłopców.
- Oświadczył mi się - odpowiedziała Hermiona, czując, że lekko się rumieni i pokazała im pierścionek wysadzany brylancikami.
- Łał! Zgodziłaś się? - zapytała podniecona trójka.
- No jasne, ciekawe tylko jak zareaguje McGonagall i inni nauczyciele?
- Kiedy ślub? - zapytała Ginny, pomijając pytanie o grono pedagogicznie.
- Mamy to zamiar ustalić, ale wiem tylko jedno na pewno - powiedziała patrząc na coraz większa grupę słuchaczy i widzów. - Kochamy się i wszyscy musicie być na naszym ślubie.


5.BAL.


Promienie słoneczne przebijały się przez kotary w łóżku Hermiony i uparcie chciały ją obudzić. Po chwili wstała. Zobaczyła, że na biurku leżała róża. Od Wiktora. „Jak ja go uwielbiam! Co jeszcze spotka mnie dobrego, a co złego, bo mam już tyle szczęścia. Wiktor mi się oświadczył, zostaje tu na stale, ma prace w Ministerstwie Magii jako auror i jest w Gryffindorze. Trzeba się w coś ładnego ubrać. Przecież dziś ma urodziny. Ciekawe czy mu się spodoba prezent ode mnie?” pomyślała, wciągając spódnicę.

***

Weszła do Wielkiej Sali w spódniczce za kolana koloru bordowego i białej bluzce na ramiączka, z beżowym sweterkiem. Na to miała narzucono szatę. Od razu odnalazła Wiktora, Harry`ego i Rona. Siedzieli przy dużym stole i zawzięcie o czymś rozprawiali. Siadła koło nich i przywitała się z każdym. No może z Wiktorem trochę zbyt wylewnie. Złożyła mu życzenia.
- Podobał ci się prezent?
- Nigdy jeszcze w życiu nie dostałem tak oryginalnej rzeczy! - ucieszyła się. Hermiona nie była pewna czy mu się spodoba. Była to narzuta na łóżko w kolorach Gryffindoru z inicjałami
H.G & W.K. sama się podczas przygotowywania narzuty zaskoczyła. Była naprawdę ładna. Uśmiechnęli się do siebie i zaczęli jeść śniadanie. Nagle ku zdziwieniu uczniów wstał dyrektor.
- Dzień dobry wszystkim! Mam nadzieje ze dobrze wam się spało, bo teraz chce żebyście mnie wysłuchali. Jutro odbędzie się bal bożonarodzeniowy - wszyscy zaczęli bić brawo, ale dyrektor najwyraźniej jeszcze nie skończył
- I dlatego musicie się do niego przygotować. Bal będzie o godzinie dziewiętnastej. Wstęp jest dla wszystkich. Dziś lekcji nie będzie - rozległy się wrzaski zachwytu.
- Fajnie! O miną nas dwie godziny eliksirów ze Snape`em!- powiedział Ron
- Ja jeszcze nie skończyłem! - krzyknął dyrektor, a uczniowie się natychmiast uspokoili. - Dlatego, że musicie się przygotować lekcji dziś nie będzie, bo przecież musicie pójść po stroje do Hogsmeade, klasy pierwsze i drugie maja moje pozwolenie - powiedział wesoło i usiadł. Wszyscy zaczęli ponownie bić brawo. No przecież faktycznie Hermiona stroju nie miała! Dobrze, że jest to wyjście, to coś sobie kupię - pomyślała.

***

Po śniadaniu podeszły do niej Cho i Hanna dziewczyny jej przyjaciół.
- Hermiona! Pójdziesz z nami do Hogsmeade? Znasz Harry`ego i Rona tak długo, będziesz wiedziała co im się spodoba - powiedziała z nadzieja w glosie Cho.
- Zgódź się! - poprosiła Hanna. „Co mi zależy? Znam chłopców i pomogę im” przeleciała jej przez głowę szybka myśl.
- Dobrze za dziesięć minut w tym samym miejscu - powiedziała tylko i wszystkie rozmówczynie poszły do swoich dormitorium po torby.
Hermiona po drodze spotkała Ginny. Stała i o czymś myślała.
- Hermiono! Proszę pójdź ze mną do Hogsmeade – poprosiła z nadzieją w glosie.
- Dobrze. Idę już z Cho i Hanną, więc im więcej ludzi tym fajniej będzie. Jedna drugiej coś doradzi i będzie dobrze – stwierdziła, i pobiegły do czekających już dziewczyn.

***

Dziewczęta spacerowały po ścieżkach Hogsmeade. Nagle zobaczyły sklep z ładnymi sukienkami.
- Hej dziewuchy! Spójrzcie tam! - Hermiona wskazała palcem, a wszystkie pobiegły w tamtą stronę.
W sklepie nie było dużo ludzi, jak w poprzednim, ale za to były piękne suknie.
- Śliczne są, - zachwycała się Ginny – szkoda, że mnie na nie nie stać - mruknęła.
Hermiona wzięła cenę w dłoń. Była o połowę tańsza od sukienek Madam.
- Ginny! Rozchmurz się. Na tyle to cię stać na pewno - pokazała jej cenę. Dziewczyna rozpromieniła się i obie przyłączyły się do Cho i Hanny w poszukiwaniu sukienek na jutrzejszy wieczór. Po pewnym czasie Cho stała przy kasie i kupowała sukienkę. Wcześniej wyszła z szatni i ujrzała podziw na twarzach koleżanek. Rzeczywiście ładnie wyglądała. Sukienka była zielona, obszywana złota nitka przy dekoldzie. Rękawy tak jak i dół miała rozszerzane.
- Harry`emu się spodoba. Będziesz pasowała mu do oczu – zażartowała Hermiona.
- Ha ha ha. Dzięki za pomoc, ale i tak ja kupię - Cho wyszła z przymierzalni i podeszła do kasy. W tym momencie Ginny wychyliła się w białej sukni. Wyglądała tak ładnie jak Cho.
- Bierz ją! Ślicznie ci w niej! – zakomunikowała Granger. Ginny zrobiła to samo co Cho. Hermiona pomyślała, że się guzdrze i zaczęła rozglądać się za sukniami. Hanna przymierzała jakąś różową. Nagle wyszła z przymierzalni.
- Jak ty ładnie wyglądasz - powiedziałam najstarsza Gryfonka. „Chyba tylko ja jestem taka brzydka, ale Wiktorowi się zawsze spodobam” pomyślała i wyjęła czarna, długą i lekko posrebrzana sukienkę. Weszła do szatni. Wyglądała w niej po prostu tak uroczo, że sama się zdziwiła. Ładnie! Nie wyszła w niej z szatni, aby pokazać się towarzyszkom, tylko przebrała się i podeszła do kasy.
- I jak? - zapytały dziewczyny.
- Dobra jest! Zobaczycie mnie w niej jutro na balu - uśmiechnęłam się Hermiona zadowolona z zakupów.
- To chodźmy na kremowe piwo, bo nasi chłopcy czekają.

***

Następnego dnia był bal. Około osiemnastej wieczorem Hermiona zaczęła się szykować.
Rozprostowała włosy. Pomalowała się delikatnie, podkreślając swoja urodę i założyła suknię. Delikatnie się po perfumowała i wyszła z sypialni. Wiktor czekał, trzymając w ręku kwiatka. Chyba go zatkało z wrażenia.
- Ślicznie wyglądasz - stwierdził.
- Dzięki. Ty też - Hermiona pocałowała go w policzek.
Wyszli na korytarz. Przed nimi szedł Harry z Cho, dalej można było dopatrzyć się Rona z Hanną. Przed nimi stała Ginny z jakimś Puchonem, chyba Danielem, wszyscy byli bardzo szczęśliwi. Weszli na salę. Zaczął się bal.
Dyrektor ubrany w coś, co przypominało sułtanne księdza, tylko było bordowe, zaczął bal tańcem z McGonagall ubraną w zieloną sukienkę. Bal rozpoczął się. Wszystko było pięknie przystrojone. Humor zepsuł Hermionie trochę Malfoy z ładną uczennicą z Francji, patrząc się na nią i Wiktora złośliwie. To im raczej nie przeszkadzało.
Po dwóch godzinach szalonej zabawy, Hermiona postanowiła się z Wiktorem przejść, a że on swój płaszcz miał przy sobie, a jej leżał w dormitorium pomyślała, że pójdzie po niego. Wiktor miał się ciepło ubrać i czekać, gdy dziewczyna szukała płaszcza.
Jednak dobrze, że nie czekał, bo dla Hermiony skończyłoby się to tragedią.
Szła właśnie po ten nieszczęsny płaszczyk no i kogo zobaczyła? Malfoya. Ładnie. Podszedł do niej, a ona ze strachu wzięła tylko oddech.
- Co Granger? Gdzie zgubiłaś swojego Wikusia? Może miał cię dość i sam odszedł? Nie dziwie mu się, bo kto by chciał chodzić z czymś takim? – wskazał na Gryfonkę, a Francuzka, która cały czas przysłuchiwała się rozmowie, zaśmiała się kpiąco i przytuliła do Malfoya. Hermiona zobaczyła za nimi profesor Sprout.
- Malfoy! - obejrzał się i zamarł.
- Minus pięćdziesiąt punktów dla Ślizgonów za obrażanie koleżanki oraz publiczne okazywanie uczuć - chyba stała za nimi cały czas, bo wcześniej jak Hermiona biegła do sypialni po płaszcz, to Malfoy całował się z francuską nie patrząc jak, gdzie i w jaki sposób. Profesor Sprout krzyczała na Malfoya, a Hermiona cicho odeszła. Gdy tylko doszła do końca korytarza usłyszała, jak Malfoy mówi do swojej towarzyszki, aby chwilę poczekała. Hermiona przyśpieszyła kroku. Malfoy dogonił ją na początku następnego korytarza.
Złapał ją za ramiona i przycisnął do ściany. Bardzo bolało, jednak Hermiona starała się zrobić minę, jakby nic się nie stało.
- Co ty Granger sobie wyobrażasz? - zaczął ją szarpać i ze złością rzucił na podłogę. Przez chwile straciła przytomność od siły uderzenia. Jednak Malfoyowa klęska była zbyt porażająca by puścić to płazem. Szarpnął dziewczyną jeszcze raz. Poczuła krew ściekającą z ust przy zbyt mocnym uderzeniu. Malfoy sobie nie żałował i chyba używał za worek treningowy, jak Dudley kiedyś Harry`ego.
Uderzał nią o ścianę i po twarzy rękoma... Po każdym uderzeniu dziewczyna cieszyła się, że już się skończyło, ale jednocześnie bałam się następnego. Nagle zobaczyła jakby przez mgłę Wiktora, który był zdenerwowany i Francuzkę, która coś mu opowiadała ze śmiechem. Wiktor podbiegł do Malfoya, wyrwał dziewczynę z jego rąk i uderzył go pięścią w twarz. Francuzka, która zobaczyła Hermionę w niezbyt ładnym stanie krzyknęła coś do Malfoya, odkręciła się i pobiegła korytarzem. Wiktor wziął Gryfonkę na ręce, lecz ta więcej nic nie zobaczyła, bo straciła przytomność, osuwając się w jego ramionach.


6.RIPOSTA.


Czuła się słabo. Nie miała siły ani ochoty otwierać oczu. Ktoś koło niej przeszedł. Usłyszała szepty i westchnienie. Czuła w całym ciele ból, strach. Ktoś dotknął dłoni Gryfonki. Poczuła ulgę, ale nadal nie miałam ochoty na nic. Postanowiła otworzyć oczy, ale ledwo podniosła powieki. Spróbowała jeszcze raz. Zobaczyła ku swojej radości Wiktora, Harry`ego, Rona i Ginny. Raczej nie byli w dobrym stanie. Gdy zobaczyli, że Hermiona się obudziła, krzyknęli z radości. Ona natomiast na ten dźwięk, aż złapała się za głowę. Dźwięk przeszył ją w skroś. Pod palcami poczuła bandaż. Co robi bandaż na jej głowie?
- Jak się czujesz? - pytano się jedna osoba przez drugą.
- Ja?... Nie wiem - była rozkojarzona. Chciało się spać. Tylko spać! Hermiona nie marzyła o niczym innym.
- Tak w ogóle to, co się stało? – zapytała się ogółu.
Wiktor zaczął mówić:
- Pamiętasz jak poszłaś po płaszcz? - kiwnęła głową. - Ja czekałem, ale ubierać mi się nie chciało. Czekam na ciebie. Pięć minut nie ma cię. Dziesięć minut, a ciebie nadal nie ma. W końcu dla zabicia czasu zacząłem rozmawiać z Ronem i Hanną, po jakimś czasie zorientowałem się dlaczego tu stoję. Minęło już sporo czasu odkąd cię nie widziałem, więc pomyślałem, że pójdę cię poszukać. Szedłem korytarzem i zobaczyłem jakąś dziewczynę. Myślałem, że to ty, ale to była jakaś Francuzka. Zapytałem się o ciebie. Ona się zaśmiała i powiedziała, czy to ta rozczochrana strzecha, co mój Dracon poszedł za nią korytarzem i kazał mi poczekać? Gdy to mówiła, ja czułem, że coś się święci. Po pierwsze poszedł za tobą. Pamiętałem, że chciał się zemścić, że mu go mnie odbiłaś, - uśmiechnął się - ale ja nadal byłem pewny, że coś jest nie tak. Szedłem szybko korytarzem, a ta dziewczyna coś mi opowiadała z waszej rozmowy i cały czas się śmiała. Kiedy wszedłem na ten korytarz zobaczyłem jak… Jak Malfoy trzyma się za ramiona i… I rzucał tobą o ścianę. Uderzył cię raz. Z całej siły. Potem chyba się wkurzył i zaczął cię okładać pięściami potem kopać. Nigdy nie zapomnę tego widoku… Śnić mi się będzie chyba do skończenia świata. Ty… Wyglądałaś jakbyś już nie żyła. Z ust ciekła ci krew. Musiał cię nieźle poobijać, bo byłaś cała w siniakach. Podbiegłem i jak najdelikatniej wyjąłem cię z jego łapsk. Jemu przywaliłem - uśmiechnął się na to wspomnienie. - Za to ta dziewczyna jak zobaczyła cię w takim stanie krzyknęła, że Malfoy jest chamem, i odkręciła się, i pobiegła przed siebie.

***

Dziewczyna leżała w Skrzydle Szpitalnym już trzeci dzień. Po opowieści Wiktora nie zrobiło jej się lepiej, a gdy dowiedziałam się, że Malfoy dostał tylko minus dwadzieścia punktów dla swojego domu poczuła się załamana. To, że na święta nie może wrócić do domu było wprost okropne. Jedyny szczęściem było to, że Wiktor nie chciał wracać do domu i został z nią oraz to, że McGonagall znęca się na lekcjach na Malfoyu i ostatnimi dniami dała mu szlaban, bo za głośno śmiał się przy śniadaniu w Wielkiej Sali.


7.PARVATI.


Gryfonka nadal leżała w szkolnym szpitalu. Przyjaciele odwiedzali ją codziennie. Pewnego dnia przyszedł Wiktor.
- Hej, co słychać? Jak samopoczucie? - zapytał z troską.
- Nadal kręci mi się w głowie. A co u ciebie?
- Noo… Bo ja… Chciałem cię o coś zapytać – wyjąknął.
- Mów - nie wiedziałam, o co mu chodzi, ale lepiej mieć już tą rozmowę za sobą.
- Wiem, że jesteś po tym… Hmm… Pobiciu, ale mam dla ciebie propozycję.
- Tak? A jaką?
- Za rok kończysz szkołę i chciałbym żebyś ze mną… Wyjechała - Wiktor widząc jej głębokie niezrozumienie tematu zaczął tłumaczyć.
- Mamy pobrać się po ukończeniu szkoły. Ja uczę się tu tylko dodatkowo. Wiesz… Douczam się do mojej pracy, ale ty za rok kończysz szkołę, więc chciałbym pojechać z tobą na wakacje. Her! Zgódź się! – Gryfonka była zadowolona z jego propozycji i bardzo się jej podobała.
- Wik no nie wiem… - zaczęła się z nim drażnić. Spojrzał na nią jak chory pies. Uśmiechnęła się perfidnie.
- Żartowałam!!! – zachichotała i oboje zaczęli skakać po łóżku. Śmiali się i przewracali. Mniej więcej w takim stanie zastała ich Pani Pomfrey.
- Ciebie to tylko z oczu spuścić i już cyrki wyprawiasz ze swoim chłoptasiem - spojrzeli na nią urażeni i wytłumaczyli się.
- Ach ach ach! To bardzo przepraszam!!! Chciałam tylko oznajmić, że dziś jest Bal Wiosennych Mgiełek organizowany na pierwszy dzień wiosny - powiedziała. Wiktor złapał się za głowę.
- Zapomniałem ci o tym powiedzieć. To jest prezent dla ciebie - podał dziewczynie paczkę, którą ze sobą przyniósł na początku spotkania.
Była tam sukienka. Ba! Suknia… Długa i fikuśnie posrebrzana.
Hermiona wychodzi ze szkolnego szpitala, idzie na bal i wyjeżdża po ukończeniu szkoły z Wiktorem w podróż życia. Czego jej jeszcze potrzeba?

***

Gryfonka ubrała i uczesała się w Skrzydle Szpitalnym. Wyszła z Wiktorem do Wielkiej Sali. Zobaczyła Rona i Harry`ego. Podeszli do nich.
- Hej Hermiono! Jak się czujesz? Nie sądziliśmy, że tak szybko wrócisz do zdrowia i że dziś będziesz już z nami na balu! - powiedział Ron.
- No! McGonagall dręczy Malfoya ile się tylko da. Wczoraj na przykład… He he he… Powiedz Ron!
- Siedzimy na lekcji, a on dość otwarcie rozmawia ze swoimi kumplami. Gadali chyba coś o jakiejś zemście… W każdym razie podchodzi do nich profesorka, a Malfoy akurat mówił.
- Tej to bym tak przywalił… - zamachnął się i uderzył w nią. Była tak wściekła, że poszedł Malfoy prosto do dyrektora, dostał minus pięćdziesiąt punktów, a na lekcji McGonagall powiedziała, że Nevill bardzo szybko poradził sobie z zaklęciem INVIDINTO i dostał pięćdziesiąt punktów dla naszego domu. Mamy z Ślizgonami sto punktów różnicy! - powiedział rozpromieniony Ron. Nagle mina mu zrzedła, bo zobaczył Malfoya. Szedł wściekły.
- Dopiero teraz wyszedł ze szlabanu od McGonagall… - szepnął Harry. Malfoy był… Delikatnie to ujmując zły. Minął Gryfonów, spojrzał na Hermioną, prychnął śmiechem, a oni widząc go w stanie rozterki wybuchnęli śmiechem. To go zirytowało i poszedł dalej.

***

Na balu bawiła się świetnie. McGonagall przywitała ją serdecznie, tak jak wszyscy z domu zresztą. Na balu podeszła do Granger Parvati i poprosiła ją na osobną rozmowę.
- Słuchaj Hermiono: Wiktor Krum to twój chłopak? – zapytała z dość kłopotliwą miną.
- Tak, a coś się stało? – Hermiona była zaniepokojona. - Nie było cię wtedy, gdy zapraszałam… No, chyba cały dom Gryffindoru w Pokoju Wspólnym, na nasz ślub? - na te słowa Parvati aż pobladła
- Ni… Nie - powiedziała
- Nie? To zapraszam cię serdecznie teraz! - krzyknęła z radością Hermiona, ale Parvati nie wyglądała na zadowoloną.
- Ja… Hermiona! Ja ci to muszę powiedzieć. Ja się chyba zakochałam.
- Tak? To dobrze! Kim jest ten szczęśliwiec?
- Wiktor K… Krum - powiedziała spuszczając smutnie oczy.
- Co?!? Jak…- Hermiona zdenerwowała się i zirytowała.
- Posłuchaj mnie za nim podejmiesz pochopne wnioski - zaczęła opowiadać Parvati. - Jak leżałaś w Skrzydle Szpitalnym, Wiktor siedział taki smutny. Myślałam, że się przyjaźnicie. Zaczęłam z nim gadać. Był tak załamany, że prawie nic nie mówił. Więc ja plotłam jak najęta. W końcu, żeby zwrócić jego uwagę powiedziałam mu, że go kocham…
- Ach! – Hermiona krzyknęła przerażona. Jak ona mogła!
- Daj dokończyć… Więc on wtedy wyszedł i jak mnie teraz widzi, to robi jakąś taką dziwną minę. Myślałam, że i on coś czuje, ale wczoraj Harry rozmawiał z Ronem o was. Mówili, że wy się bardzo kochacie i chcecie się pobrać za dwa lata, kiedy skończysz naukę.
- Eee… Za trzy bo jedziemy jeszcze w podróż…- poprawiła ją Granger. Parvati uśmiechnęła się.
- Mam nadzieje, że Wiktor się nie obraził na mnie, bo ja chce być WASZĄ przyjaciółką… - Hermiona pomyślała, że nic jej nie wspominał o tym.
- Wiesz Parv! Ja ci coś wyznam.
- Hermi ja go nie kocham! Chciałam go pocieszyć… - przerwała jej.
- Słuchaj: On cię wtedy nawet nie słuchał. Bo on myślał o tej wycieczce i jak mi o niej powiedzieć żebym się zgodziła.
- A co do tych jego UŚMIESZKÓW? - powiedziała z ulgą.
- Eee… No, bo my mieliśmy ci to powiedzieć razem… Ale cóż. Chcemy żebyś została naszą druhną na ślubie… - zachichotała radośnie Hermiona.
- Tak?!? – zaczeła krzyczeć z radości, ale Hermiona chciała dokończyć.
- Planowaliśmy, żeby drużbą został Harry, matką chrzestną pierwszego dziecka Padma, a ojcem Ron. Co do drugiego to myśleliśmy o Ginny i Ruffym, bratu Wiktora.
- To świetnie wymyślone! – krzyknęła. - Wy już planujecie dzieci?
- Tak… - powiedziała skromnie Hermiona.
- Cudnie! O idzie Wiktor… I Harry z Ronem i ich dziewczyny. Znajdę Seamusa i idziemy tańczyć - powiedziała radośnie i poszli się bawić.
W jej sercu panowała radość, że wszystko się wyjaśniło.


8.ONA. CZ.1


Ciemno. Wszędzie ciemno. Hermiona szła chyba jakimś korytarzem. Bardzo wąski i mały. Ktoś soi na końcu jej drogi. Kto to? Och to… Całe szczęście, tylko Harry.
- Cześć Harry, co ty tu robisz? Nie wiesz gdzie jesteśmy? - zapytała. Harry uśmiechnął się.
- Wiem, ale ci nie powiem - wydawał się bardzo tajemniczy.
- Czemu? – chciała się stamtąd wydostać, bo zaczynało robić się duszno.
- Bo to do niczego ci się nie przyda. A zresztą i tak już… - przerwała mu.
- Harry znajdźmy wyjście, bo mi tutaj duszno! - on uśmiechnął się i wyjął różdżkę. No wreszcie stąd wyjdziemy, ale Harry wycelował różdżką w nią i powiedział:
- Żegnaj największa szlamo. Avada Kedavra! - poczuła ból, zobaczyła zielone światło i…


8.ONA. CZ.2


… obudziła się w cudzych ramionach.
- Herm? Co jest? – Gryfonka nie bardzo wiedziałam kim jest.
- Nie chce umierać! - krzyknęła i zaczęłam płakać.
- Nie chce umierać!!! Nie chce umierać!!! – krzyczałam i usłyszała czyjeś głosy.
- Zostawcie mnie!!! Odejdźcie! Zabierzcie ich! Nie…!!! – zaczęłam się miotać jak ryba wyjęta z wody. Poczuła uderzenie i krzyk. Coraz wyraźniejszy i ostrzejszy.
- Niech ktoś pójdzie po Poppy Pomfrey! - usłyszałam krzyk kobiety. - Szybko!
Nic więcej nie pamiętała. Straciła przytomność…? Umarła?

***

Ciemno… Noc? Już? Czy może jeszcze? Miała wielką ochotę otworzyć oczy, ale powieki były ciężkie. Uchyliła je. Zobaczyłam Wiktora Kruma, McGonagall. Ginny, Rona, dyrektora i … Harry`ego. Strach i panika.
- Nie!!! – krzyknęła, a wszyscy otoczyli łóżko. Harry stał naprzeciw Hermiony. Rzuciła się do ucieczki. Wiktor zatrzymał ją jak tylko się podniosła. Wyrywała się z jego ramion. Tam stoi Harry. On ją zabije! Wiktor trzymał bardzo mocno. W końcu opuściły już ją siły. Z bezradności zaczęłam płakać.
- Hermionko? Co się stało? - zapytał z troską Wiktor, ale po minie pełnej niepokoju wiedziała, że to nie była dobra wiadomość dla niego. „A jak miała być dobra, skoro mój przyjaciel chciał mnie zabić?” pomyślała.
- Panno Granger? - usłyszała głos dyrektora.
- Hermiono? - tym razem głos Harry`ego odbił się od ścian. Wiedziała, że to nie on chciał zabić i że był to tylko koszmar. Okręciła głowę i łzy zaczęły jej spływać po policzkach.
- Wiesz, co Harry? Wydaje mi się, że chodzi tu o ciebie… - powiedziała inteligentnie Ginny. Dyrektor wskazał wszystkim drzwi i szepnął, że on ze mną porozmawia. Wszyscy wyszli. Wiktor pocałował Hermionę w policzek i również chciał wyjść.
- Ty lepiej zostań. Panna Granger z tego, co się orientuje jest twoją narzeczoną - uśmiechnął się - i lepiej żebyś wysłuchał jej opowiadania - powiedział i usiadł na jakimś krześle.
- Hermiono, co się stało? - zapytał z troską dyrektor.
- Ja… Ja… Mi… - dyrektor chyba przewidział to, że dziewczyna nie będzie w stanie mówić. Podał jej eliksir. Po barwie poznała, że jest on na uspokojenie. Wypiła i zaczęła opowiadać. Było ciężko.
- To był koszmar – stwierdziła na początku. Dyrektor uśmiechnął się i powiedział, że to nie koniecznie mógł być koszmar, ale wizja przyszłości, albo przenośnia przyszłości.
- Szłam korytarzem. Było ciemno. Korytarz był mały i wąski. Bałam się. Chciałam znaleźć wyjście. Nagle na końcu zobaczyłam jakąś postać. To był… To… Znaczy…
- Harry? - stwierdził dyrektor. Kiwnęła głową.
- Szedł w moją stronę. Na początku nie wiedziałam kto to. Jak go zobaczyłam to ucieszyłam się, że może on wie gdzie jest wyjście. Zaczęliśmy rozmawiać. Powiedział, że nie potrzebne mi będzie wyjście. Było mi strasznie duszno. Zaczęłam go prosić, żeby mi powiedział gdzie jest wyjście, bo robi mi się duszno, ale on wyciągnął różdżkę powiedział „Żegnaj największa szlamo” i wymówił śmiercionośne zaklęcie – powiedziała spokojnie Hermiona. Wiktor słuchał i gładził ją po dłoni.
- Rozumiem. Widzisz Hermiono, Voldemort po raz drugi jest u władzy. No i po raz drugi zbiera swoich popleczników. Uważam, że może on rzucić w przyszłości zaklęcie IMPERIO na Harry`ego. Dlatego chcemy by był on pod stałą kontrolą Zakonu. Może to również być wizja przyszłości, lecz trochę innej… Może będziecie kiedyś parą…? Wiktor mam nadzieje, że dobrze ci się pracuje w Zakonie? – chłopak kiwnął głową. - Dobrze Hermiono. Ja cię zostawiam z Wiktorem i idę porozmawiać z Harry`m.

***

Harry w tym czasie siedział w dormitorium z Ronem.
- Te uszy Dalekiego Zasięgu są niezłe! - powiedział Ron.
- Tak, są niezłe. Tylko już drugi raz podsłuchałem coś, czego słyszeć nie powinienem. Biedna Hermiona! Jak ja jej współczuje…! Przyjaciel, który chciał ją zabić! Idę się przejść… - powiedział Harry do Rona. Ron to zrozumiał. Wiedział jak czuł się chłopak.
Harry`emu jednak długo nie pozwolono być w samotności, bo na korytarzu wpadł na dyrektora…


9.DZIECIAK.


Gdy tylko Hermiona została sama z Wiktorem poczuła się trochę lepiej. Nie mogła patrzeć w te jasne oczy dyrektora.
- Co się stało? – zapytała, myśląc: „Czemu nic oprócz tego koszmaru nie pamiętam?”
- Przeżyłaś szok. Ja siedziałem w Pokoju Wspólnym i jak tylko usłyszałem twój krzyk pobiegłem do twojego dormitorium.
- Co się stało?
- Wchodzę do dormitorium. Leżysz na łóżku. Byłaś spocona, miotałaś się okropnie i krzyczałaś. Potem do dormitorium wpadła Ginny z McGonagall. Pewnie twoje krzyki obudziły ją i poszła po profesorkę. McGonagall pytała, co się stało i co ja tu robię. Zacząłem jej tłumaczyć, że siedziałem w Pokoju Wspólnym i usłyszałem twój krzyk. Wszedłem do dormitorium i próbowałem cię obudzić. McGonagall wyszła z waszej sypialni. Wróciła po niedługim czasie z dyrektorem. Gdy ona wyszła ty trochę się uspokoiłaś. Nie na długo. Zaczęłaś się znowu miotać. W końcu wyskoczyłaś z łóżka. Złapałem cię, a ty zaczęłaś krzyczeć coś, że nie chcesz umierać. Wtedy wszedł dyrektor z profesorką. Zaczęłaś coś krzyczeć. Oni próbowali ustalić z Ginny, co się stało, a mnie dyrektor prosił żebym cię jak najdelikatniej obudził. Próbowałem, ale ty znowu zaczęłaś się szarpać i krzyczeć żeby kogoś zabrać. Chyba chciałaś zostać sama… No, ale według poleceń dyrektora zacząłem cię nadal dobudzać. Wtedy ty się szarpnęłaś jakbyś chciała uciekać i…
- I? - zapytała, bo chciałam usłyszeć koniec historii.
-…I potknęłaś się o kufer i uderzyłaś z całego impetu w róg łóżka. Potem McGonagall krzyknęła, żeby ktoś poszedł po panią Pomfrey.
- Dlaczego?
- Mocno się uderzyłaś… Polała się krew… - uśmiechnął się filuternie. Coś naciąga tą historię. - No i jak uderzyłaś się to podbiegłem do ciebie i cię złapałem. Wtedy zemdlałaś. Zabraliśmy cię wszyscy do Skrzydła Szpitalnego. Gdy zaczęłaś się budzić wszyscy poczuliśmy się szczęśliwi.
- Dlaczego? Dlaczego byliście szczęśliwi, że się budzę? To tylko uderzenie… - stwierdziła Hermiona. Czuła się całkiem dobrze.
-Ja… Hermiona… Wiesz, bo ty… - Wiktor zaczął się jąkać jakby ukrywał jakąś tajemnicę.
- Powiedz wreszcie!
- Ty… Ty po tym pobiciu leżałaś długo w szpitalu i jak wyszłaś to oboje byliśmy bardzo szczęśliwi. Pamiętasz, co stało się po balu? – „Jak ja mogłabym zapomnieć? Co to była za noc!” przemknęła jej myśl.
- Pamiętam… - powiedziałam rozmarzona.
- Ja… To znaczy ty… - nie wiedział jak zacząć. W końcu zaczął jakoś naprowadzać Hermionę na wątek tematu.
- Pamiętasz te twoje zawroty głowy?
- Tak… Po tym pobiciu. Pani Pomfrey powiedziała, że będą one występowały u mnie przez jakiś czas. Zaczęły się jak wyszłam ze szpitala. No po paru dniach może…
- Her, to nie było z tego powodu.
- Nie? – zapytała zdziwiona. - A z jakiego?
- Ja… Mam nadzieje, że nie będziesz zła. Pani Pomfrey nie powiedziała ci od razu dlaczego masz zawroty głowy. Zbadała cię, a ty miałaś zgłosić się następnego dnia, tak było?
- Tak, ale skąd ty o tym wiesz…?
- Ona przyszła do mnie jak cię zbadała. Powiedziała mi o czymś i ode mnie zależało czy ty się o tym dowiesz czy nie. Byłaś w szoku po pobiciu, dlatego ci o niczym przez jakiś czas nie chciałem mówić. Ty… Herm, ty zostałabyś mamą.
- Ja?! – krzyknęła zaskoczona. - Ale jak… - jej zdziwienie nie miało końca. Nagle wszystko zrozumiała.
- Wik! To cudownie!
- Tak… - nie był zachwycony. Nie chciał być tatą? Nie, to nie to. Odkąd Hermiona wyszła ze szpitala był bardzo szczęśliwy. A teraz? Smutny…?
- Wiki! Co się stało???
- Ty… Ty przez to uderzenie… Ty… - okręcił się i wybiegł. Do pomieszczenia weszła Ginny.
- Cześć! Co się stało Wiktorowi? Wybiegł ze łzami w oczach.
- Ja… Ja byłam w ciąży i chyba… Straciłam dziecko - powiedziała i poczuła się tak jak Wiktor.



10.GŁUPIŚ!


Ginny nie wierzyła własnym uszom.
- Słucham? – zapytała cicho, grzecznie i jakoś tak nie swoim głosem. Hermionie zbierało się na płacz. Nikt, ani Ginny, ani Ron, ani nawet Harry teraz nie mogli jej zrozumieć. Musi porozmawiać z Wiktorem… Choć i go ta wiadomość poruszyła do głębi powinien zrozumieć. Przecież za dwa lata ślub i wszystko da się naprawić!
- Ginny? Pójdź po… Wiktora. Niech on tu przyjdzie, bo ja muszę z nim pogadać. Proszę pośpiesz się - powiedziała Hermiona. Gdy tylko dziewczyna wyszła, Gryfonka zaczęła płakać. „Przez głupie uderzenie i jeszcze głupszy sen straciłam dziecko? Biedny Wiktor! Co on teraz czuje…?” Dziewczyna zadawała sobie retoryczne pytania. Minęło pół godziny. Minęła godzina. Gdy już zegar zaczął wymierzać półtora godziny od czasu wyjścia Ginny, Hermiona zaczęła się denerwować. Nagle bez żadnego ostrzeżenia wpadła Ginny.
- Herm! Hermio! Her…! - zaczęła krzyczeć i nie mogąc się wysłowić zaczęła szlochać. - Nie ma… Nie ma Wiktora… Wik… - nie dokończyła, bo do Skrzydła Szpitalnego weszła McGonagall.
- Co tu się dzieje? Moje biuro trzęsie się od waszych… Hmm, hałasów. Proszę mi to szybko zaraz wyjaś… - zaczęła, ale gdy spojrzała na dwie dziewczyny, zobaczyła, że żartów nie ma. Hermiona widząc ją poczuła ulgę. Ginny już tylko miarowo trzęsła się z wrażenia o dziecku przyjaciółki.
- Proszę panią… Wik… To znaczy… Wiktor… Krum… -Hermiona nie mogła mówić, bo znów zaczęła płakać. Profesorka spoglądała na Ginny pytająco.
- Jej narzeczony… On gdzieś… Hermiona mnie poprosiła żebym poszła go poszukać… A ja go nie mogłam znaleźć. Ja przyszłam do Skrzydła Szpitalnego, a on wybiegł. Chwile porozmawiałam z Her… Z Hermioną i poszłam go szukać. Prze półtora… Przez półtora godziny szukałam go po szkole i nic. Na błoniach pustka. Przyszłam tu… Hermiona czekała bardzo długo…Ale ja go nie znalazłam - profesorka przyjrzała się mi.
- Ja wiem o twoim dziecku. Ono nie może stracić ojca – powiedziała cicho. Hermiona zbladła.
- Ja… A… Stracił…Straciłam… Je… - wyszeptała dziewczyna łykając łzy. McGonagall zbladła. „ Ona wiedziała o ślubie…” pomyślała Hermiona.
- Pani myśli, że mu coś się stało…? - zapytała ciekawsko Ginny. Profesorka kiwnęła przecząco głową.
- Poszukamy go jeszcze raz w zamku i na błoniach. No i porozmawiam z dyrektorem, a jak się nie znajdzie… To uruchomimy specjalne siły - powiedziała i machnęła ręką na Ginny, mówiąc, że dobrze byłoby gdyby Hermiona została sama.


11.SILENTIO


Hermiona została sama. Nie poczuła się lepiej.
- Wiktor… Gdzie jesteś? - zapytała siebie samą. - Dlaczego mnie zostawiłeś…? Mi nie jest lepiej… - powiedziała do ściany. Nagle okręciła się z niepokojem. Poczuła ciarki na plecach. Zdawało się jej, że ktoś ją obserwuje… Usłyszała stukanie i na ten dźwięk aż podskoczyła ze strachu… To była sowa… Stukała w okno Skrzydła Szpitalnego. Hermiona otworzyła je, a mała sówka wleciała do pomieszczenia. Zaczęła fruwać po pomieszczeniu i nagle, gdy zobaczyła Hermionę, podleciała i wystawiła nogę… List był do niej. Dziewczyna rozwinęła zwitek i przeczytała:

Słuchaj Skarbie, jesteś dla mnie wszystkim
Nie pamiętam już ze był ktoś inny
W nocy nie pozwalasz zasnąć mi -
kradniesz moje sny,
Wiem, bez Ciebie nie zasnę…


Podpisu nie było. List był napisany w pośpiechu. Hermionie szybko biło serce, gdyż sądziła, że to od Wiktora. Podniosła oczy z nad kartki i zobaczyła ptaka. Sokół. „Co robi ten gatunek tu w Hogwarcie?” pomyślała. Ptak podleciał do niej i usiadł na poręczy łóżka. Nagle skrzydła zaczęły się powiększać tak jak i reszta ciała oraz przyjmować dziwny kształt… Na poręczy siedział nikt inny jak Wiktor. Była animagiem. Hermiona zbladła i przysunęła się do ściany. Wiktor wstał i podszedł do niej.
- Tęskniłem za tobą - powiedział, przytulił ją oraz pocałował. Poczuł ciepłe łzy na swoich policzkach, otworzył oczy i zobaczył, że Hermiona płacze.
- Coś się stało? - zapytał delikatnie.
- Coś… Coś?!? - zaczęła krzyczeć. - Czemu mnie zostawiłeś i wybiegłeś ze Skrzydła Szpitalnego? Wiesz jak ja się poczułam, gdy dowiedziałam się o dziecku? Albo o tym, że je straciłam? Ginny przez dwie godziny szukała cię na błoniach, a ty… TY…?!? - ze zdziwieniem zobaczyła, że Wiktor wyjął różdżkę i wycelował w nią.
- Nie!!! - krzyknęła. Krum powiedział „Silentio” a po chwili jakieś złożone zaklęcie zamykające drzwi od Skrzydła Szpitalnego.
- Hermi? W porządku. Rozumiem, co czujesz, ale chciałbym żebyś mnie wysłuchała. Nie mogę długo zostać. Nie było mnie w szkole jak Ginny mnie szukała… - powiedział do przerażonej dziewczyny, która zaczęła krążyć po pomieszczeniu.
- … Her! Słuchaj mnie! Ja wyjeżdżam. Nikt ma mnie nie szukać. Mówię to tobie, bo sądzę, że ty już całą szkołę postawiłaś na nogi, aby mnie znaleźli - Hermiona złapała kartkę i napisała, żeby jej nie zostawiał.
Poczuł, że Hermiona drży. Wiktor nie zamknął okna, a dziewczyna była ubrana w koszulkę i spodenki. Szybko zamknął okno i położył dziewczynę na łóżku, aby się trochę ogrzała. W końcu uświadomił sobie, że nie zdjął z niej zaklęcia milczenia. Zrobił to, a dziewczyna westchnęła.
- Nie wierzę! - powiedziała cicho. Wiktor położył się koło niej. Przytulił ją i starał się opowiadać dalej.
- Poplecznicy Voldemorta chcą teraz zabić mnie…- powiedział cicho. Spojrzał na Hermionę i szybko okręcił głowę. Nie mógł patrzeć w jej oczy…
- On chcą mnie zabić, bo chcą zniszczyć… Ciebie. Chcą zabijać najbliższych ludzi Pottera. Z tego co mówił Lucjusz Malfoy mają zamiar zabić tylko mnie i twoich rodziców, aby nie wzbudzać podejrzeń. Używali oklumencji, aby ci się śniło, że Harry cię zabija… - powiedział smutno. Twarz jego narzeczonej nie wyrażała żadnych uczuć.
- Skąd ty o tym wiesz…? - zapytała ze spokojem.
- Ojciec rozmawiał ze swoim synalkiem w szkole. Widać, że obaj byli zadowoleni…Stali za rogiem korytarza, gdy ja przechodziłem… - powiedział z goryczą i zamilkł. Hermiona jakby nie słyszała jego słów. A może słyszała? Może nie chciała usłyszeć?
- Her? - zapytał delikatnie. - Ja chce ci coś jeszcze powiedzieć - dziewczyna przygotowała się na najgorsze.
- Ja muszę się teraz ukrywać, więc nie będziemy mogli się często widywać. Będę pisać, zmieniać sowy, aby nikt nie nabrał podejrzeń i ja… Ja cię bardzo kocham, więc nie martw się tym dzieckiem. Musiałem ci o nim powiedzieć. Jak weźmiemy ślub to będziemy mieli rodzinę… Będzie nas dużo - powiedział, a Hermiona uśmiechnęła się na widok gromady młodych Krumów.
- Nie będzie źle - powiedział i zamilkł. Długo leżeli i myśleli wszystkim. Jednak długo nie dano im się rozkoszować tą sytuacją. Usłyszeli krzyki i tupot zbliżającego się człowieka. Wiktor poderwał się jak oparzony.
- Ja muszę już iść…! - powiedział myśląc o czymś innym.
- Kocham cię! Pamiętaj o tym! - powiedziała Hermiona. - Pamiętaj!
- Ja ciebie też. Już tęsknie…! - wyszeptał, podbiegł do niej, dał jej buziaka i zamienił się w sokoła. Hermiona podbiegła i otworzyła mu okno, przez które wyfrunął. Zbliżała się druga w nocy, a drzwi Skrzydła Szpitalnego otworzyły się z trzaskiem…


12.KONIEC?


.… Harry wpadł to Skrzydła Szpitalnego jak oparzony.
- Her! Herma… He… Heh… - nie mógł wydusić z siebie słowa.
- Co się stało? – zapytała zdziwiona Hermiona i spojrzałam w oczy Harry`ego, które były dziwnie wilgotne. „Dlaczego taki mężny chłopak płacze?” przemknęło jej przez myśl.
- Ja przepraszam, że tak późno przychodzę…!
- To chyba nie ma znaczenia? Mów, co się stało… Ty chyba nie płaczesz z powodu, że przyszedłeś do mnie o drugiej w nocy? – zapytała z ukrytą ironią.
- Nie… Widzisz… Ja… Ja dostałem list… Od Cho…- powiedział i wyjął kopertę. Dziewczyna tworzyła list i przeczytała:

…Stoję samotnie pośród tłumu, zostałam z niczym, bez uczuć
Jak coś poczuć, gdy serce milczy?
Dziś widziałam zbyt wiele, o jeden obraz za dużo
Dla Ciebie nie mam już miejsca, gdy marzenia się kruszą
Wiesz, stoję sama między szeptem a ciszą
Wiesz jak to jest, gdy się myśli kołyszą w głowie, która nie chce już tego, co było
Jesteś nie wywołaną kliszą dla mnie, jesteś ciszą, która usypia mnie, gdy próbuję powstać, męczy mnie, zabija, gdy nie zamierzam poddać się
Stoisz obok, ale jakby Cię nie było,
zapomniałam o tobie, nawet jeśli byłeś słodką chwilą
Stoję sama, tak bez uczuć, wiesz
Które zgasiłam właśnie, ugasiłam wszystkie je
Może łatwiej będzie po prostu nie rozmawiać,
zamykam rozdział ten, z mego życia…
CHO CHANG


Hermiona przyjrzała się uważnie chłopakowi.
- Z tego listu wynika, że ją zdradziłeś…
Spojrzała ponownie. Odpowiedział na pytanie zadane przez Hermionę.
- Hermiona, ja… To znaczy, jak szedłem na zielarstwo to … To jakaś dziewczyna podbiegła i mnie pocałowała… A Cho stała niedaleko… Ona to widziała. No i przez to wydarzenie nie mogłem spać dziś w nocy. Usłyszałem pukanie. Zobaczyłem sówkę płomykówkę z listem. Do mnie.
- Nie martw się. Ułoży ci się życie. Za dużo nacierpiałeś. Teraz tylko szczęście cię czeka.
- Boję się, że to już koniec… - powiedział smutno Harry.


13.NIE.


- Harry? Nic ci nie jest? Tak nagle zamilkłeś…
- Ja… Mi nic się nie stało. Chodzi o to, że jest mi przykro. Wydawało mi się, że ją kocham… Ja ją kochałem jak przyjaciel… Ona po prostu mną wzgardziła zrywając nasz związek przez list - Harry był załamany, że stracił przyjaciela. Przyjaciółkę. Hermiona przytuliła go i opowiedziała mu o Wiktorze Krumie, o zakonie i o planie zniszczenia.
- Wydaje mi się, że oni chcą niszczyć mi życie, a że ty jesteś moim przyjacielem to i chcą je zniszczyć tobie, Harry… Ja… Ja się boję o ciebie… O niego… - Harry zrozumiał. On zawsze wszystko rozumie.
- Przyszedłem do ciebie tak późno… Ronald spał, a ty… Zostałaś osobą… Wydawało mi się, że nie śpisz. Czułem to i przybiegłem się wyżalić… - zakomunikował Harry. Hermiona Postanowiła sprowadzić rozmowę na weselszy tor.
- Wiesz, że już jutro wychodzę ze szpitala? – Harry uśmiechnął się, a w jego butlekowozielonych oczach pojawił się blask.

***
Hermiona szła korytarzem kierując się do Sali Transmutacji, aby odbyć tam pierwszą lekcje. Śpieszyła się. Dziwicie się jak taka punktualna dziewczyna się spóźnia? Otóż w nocy rozmawiała do późna ze swoim narzeczonym za pomocą proszku Fiuu. Podniesiona na duchu, że nic mu się złego nie dzieje, szła dość szybko, aby jednak zdążyć na lekcję. Wpadła do klasy trzy minuty po dzwonku.
- Hermiona Granger spóźniona?- zdziwienie McGonagall nie miało granic. - Siadaj w ławce. Proszę zapisać temat. Malfoy, co to za miny w stronę panny Granger? Minus trzydzieści punktów dla pańskiego domu. Więc jak już pan Malfoy nauczył się opanowywać, możecie zapisać temat… - profesorka ciągnęła wykład, a Hermiona była myślami dość daleko. W połowie lekcji, do klasy wpadł zadyszany uczeń drugiego roku i powiedział, że dyrektor Dumbledore wzywa pannę Granger Hermionę w bardzo pilnej sprawie do swojego gabinetu. McGonagall przyjrzała się uważnie chłopakowi, a następnie pobladłej twarzy dziewczyny.

***

Hermiona wjeżdżała po schodach do gabinetu dyrektora myśląc, co on też chce i oby to nie było nic z Wiktorem. Otworzyła ciężkie drzwi i weszła do kulistego gabinetu profesora. Czekał na nią za biurkiem.
- Usiądź - polecił spokojnie. „Co mogło się stać” myślała Gryfonka.
- Jak widzisz wezwałem cię tutaj. Mam bardzo pilną sprawę. Wczoraj jak rozmawiałaś z panem Krumem to… Hmm… Dosyć długo to trwało, prawda? On miał już dziś wracać do domu z misji dla Zakonu… - Hermiona na tą wiadomość podskoczyła z radości. – Miał, ale… Nastąpiły pewne komplikacje. On nie wróci.
- No jak dziś nie wróci dziś do domu to pewnie w najbliższym czasie, prawda? - Hermiona bardzo cieszyła się, że Wiktor wraca. Tęskniła za nim jak kwiat w czasie suszy za wodą.
- On nie wróci już nigdy… - Hermiona mocno zbladła. Zacisnęła usta.
- Słucham?
- On… Przykro mi panno Granger. On nie żyje… - powiedział dyrektor i spuścił smutnie głowę.

14. ZAZDROSNA?


Wstała i wyszła. Wiedziała, że mu coś grozi. Czuła to od jego wizyty w szpitalu. Ona po prostu nie chce o tym myśleć. Ma dosyć.
Hermiona weszła spokojnie do dormitorium. Harry, gdy zobaczył twarz przyjaciółki podszedł spokojnie.
- Hermiono? W porządku - powiedział. – Wiemy.
- Chodź przejdźmy się – powiedział i wziął ją czule i pocieszająco za rękę. Poczuła ciepło. Coś takiego jak nigdy nie czuła przy Wiktorze.
Szli błoniami, długo rozmawiając, co się ostatnio czasy nie zdarzało zbyt często. Oboje wyżalili się sobie ze swoich problemów.
- Hermi! - powiedział to tak samo jak Wiktor… A Hermiona wcale nie czuła pustki po jego śmierci. Może sprawiła to długa rozłąka. - Ja może… Widzisz Cho zerwała ze mną, a ja normalnie nic nie czuje. Nic! Nawet nie czuje pustki… Tylko…
- Tylko co? – zapytała miękko i łagodnie Hermiona, widząc swoje odbicie w zielonych oczach.
- Podobasz mi się. Sądziłem, że to jest tylko przyjaźń, ale nie czułem czegoś takiego nawet przy Cho. Ja jestem teraz jakiś… Inny. Zmieniam się przy tobie. Chyba dorosłem… Czemu nie powiedziałem ci tego przed wakacjami…
- Harry… Ja… Ja nie wiem co powiedzieć… Ja ciebie też bardzo lubię. Nawet bardziej od Rona. Czuje do ciebie… Coś takiego jak przyjaźń… Ale czy to jest przyjaźń, czy miłość to mnie teraz nie pytaj … Muszę przemyśleć twoje słowa - Hermiona zamilkła i przeszła kawałek drogi. Nagle stanęła. Chłopak zatrzymał się przy niej i stanął z nią twarzą w twarz. Zobaczył jak Hermiona lekko się zarumieniła. Podniosła na niego oczy i otworzyła usta ze zdumienia.
- Kocham cię - powiedziała głośno i wyraźnie, doznając olśnienia. Harry`emu opadła szczęka.
- Oj…
- Teraz jestem pewna. Byłam zawsze zazdrosna o Cho. Zawsze! – krzyknęła, a chłopak przytulił się do jej ramienia i poszli do zamku.



15.RON.


Hermiona wracała z Harry`m do zamku. Szli razem, przytuleni. Nie rozmawiali. Odkryli w sobie coś bezinteresownie pięknego i ważnego - miłość. Gdy weszli do zamku zobaczyli Cho.
- Harr… Harry! Ja chciałam cię przeprosić! – widać, że wcześniej płakała, bo jeszcze miała rumieńce i głos jej lekko drżał. - Nie wiem, co mi odbiło! Po prostu… - urwała w połowie zdania, widząc jak Harry trzyma Hermionę za rękę. Wpatrywała się chwilę w nią, to w niego. W końcu okręciła się i pobiegła korytarzem.
- Harry…? Czy …? To… Hmm… Nieważne.
- Nie wiem, o co jej chodzi. Znasz prawdę. Wiesz, co czuję do niej. Wiesz, co czuje do ciebie – uśmiechnął się.
Właśnie wchodzili po schodach. Koło niech przebiegł Ron.
- Ron! – rudy chłopak okręcił się na głos przyjaciela.
- Harry! I … Hermiona?
- Gdzie biegniesz?
- Szukałem cię. Długo was nie było. A tak w ogóle to… Gratuluje! Mijałem nie dawno Cho… Gadała z koleżankami. Mówiła, że musi z powrotem wziąć cię w obroty, bo jak nie będzie z tobą to… Eeee, straci popularność… Czy coś takiego. Ale ty się chyba tym nie przejmujesz?
- Nie. Ja… Ja zrozumiałem, że kocham Hermionę. Zbyt długo… A tak w ogóle to znajdź sobie laskę! - powiedział mu cicho.
- Już znalazłem - odszepnął Ron.
- Wiesz kto? Padma Patil… Ta co byłem z nią na balu w czwartej klasie. Wreszcie się z nią dogadałem i przeprosiłem za moje zachowanie. A ona mi wybaczyła. Zależy mi nie niej - uśmiechnął się i wrócił z przyjaciółmi do Wieży Gryffindoru.


16.GŁODNY?


Harry, Ron i Hermiona weszli do Pokoju Wspólnego. Ron powiedział, że chce już iść do dormitorium, bo jeszcze musi napisać liścik, za to Harry szepnął Hermionie, żeby spotkali się o dwunastej i uśmiechnął się tajemniczo. Dał jej buziaka w policzek i wszedł do dormitorium, aby wziąć prysznic przed spotkaniem ze swoją dziewczyna.
Natomiast Hermiona poszła do dormitorium i lekko krzywiąc uśmiech w grymas, słysząc komentarz jednego z kolegów:
- No ładnie! Jeden zginął, a ta łapie się już za drugiego! - „Co on może wiedzieć…?” pomyślała i wbiegła do pokoju, w którym spała z koleżankami.
- Cześć dziewczynki!
- Coś ty taka rozświergotana? - zapytała Parvati czyszcząc paznokcie na łóżku Lavender. Ta natomiast czytała książkę od zielarstwa.
- Wiesz, że Ron jest z moją siostrą?
- Tak, Harry… - Hermiona lekko się zarumieniła. - Harry mi powiedział.
- Coś…Co jest księżniczko? Gadaj! - powiedziała Lavender rzucając się z Parvati na łóżko Hermiony.
- Ja… Harry poprosił mnie żebym została jego dziewczyną.
- Zgodziłaś się? - zapytała szeptem Parvati. Lavender spojrzała na jej zaciekawioną minę z uśmiechem.
- No… Ja wiem… Że Wiktor… I że on…A że teraz ja… Z Harrym… Że my…no… - po policzkach dziewczyny zaczęły kapać łzy bezradności i wstydu jaki poczuła słysząc w Pokoju Wspólnym słowa chłopaka. Jej pierwsze łzy po śmierci Kruma…
- On… On… Ja… Ja się czułam tak jak bym straciła kumpla, nie narzeczonego… Za to… Jak nie widzę Harry`ego choć dzień to strasznie tęsknie! I … I jest mi przykro, że Wiktor… Że ja teraz z Harry`m… Ale ja i on to tylko…Yyy! - zaczeła już na dobre płakać Hermiona.
- Hermiona! Uspokój się! Wierzymy ci. USPOKÓJ SIĘ! - krzyknęła Parvati widząc jak Hermiona zaczęła walić pięściami w łóżko.
- Uspokój się. Lavender! Rzuć na nią Silentio! Szybko! - przyjaciółka spełnia prośbę koleżanki i Hermiona nie wydawała z siebie już żadnych odgłosów…
Jednak trzy przyjaciółki mogą zdziałać cuda. Po godzinie Hermiona z dużym bólem głowy poszła wziąć prysznic. Choć jej oczy były już silnie zapuchnięte, ona sama była już spokojna i starała się nie myśleć o niczym - tylko o jednym: Spać!
Gdy w piżamie w kaczuszki weszła do łóżka, dochodziła dwunasta. Długo zajął jej prysznic. Pod gorącą wodą świetnie się jej myślało, choć sama tego nie chciała - myśli przyszły same. Dziewczyny już spały. Gdy Hermiona przyłożyła głowę do poduszki i usilnie starał się zasnąć nie mogła tego wykonać.
Trzeba przyznać, że Hermiona miała wrażenie, że o czymś zapomniała. O czymś ważnym.
To „ważne” czekało właśnie na nią w Pokoju Wspólnym. Gdy dochodziła za dziesięć pierwsza Hermiona zerwała się z łóżka przypominając sobie o Harry`m.
- Rany! Już nie zdążę się przebrać w normalne ciuchy - powiedziała do siebie szeptem i zbiegła na dół. Harry`ego nie było. Szybko pobiegła do dormitorium chłopców. W ich pokoju panował ziąb, za to skarpetki Deana i Rona leżały tam gdzie sobie ktoś wymarzy. Hermiona podeszła do łóżka Harry`ego. Spał. Widać, że nie dawno zasnął, bo na jego twarzy malowało się rozczarowanie i lekki zawód.
„Pewnie przygotował niespodziankę a ja go zawiodłam… Po raz kolejny…” - Hermiona przyklękła przy jego łóżku trzęsąc się z zimna. Spojrzała jeszcze raz uważnie w twarz chłopaka. „Kocham cię, ale…” Pomyślała i westchnęła. Wzięła bluzę, która leżała na biurku. Jego bluzę. Trzeba zauważyć, że dziewczynie w spodenkach i koszulce nie było ciepło w tak zimnym pomieszczeniu. Chłopcy otworzyli po prostu okno na noc. Gdy Hermiona założyła jego bluzę i gdy poczuła jego zapach ogarnęło ją ciepło. Przykucnęła i tak patrząc się na niego - po prostu zasnęła tuż przy łóżku.

Harry natomiast, gdy wyszedł za dziesięć dwunasta z sypialni i usiadł w fotelu, nie mógł się doczekać, jakie wrażenie zrobi na Hermionie jego niespodzianka. O dwunastej jego napięcie oczekiwania wzrosło - Hermiona nigdy się nie spóźniała. Już nie mógł się doczekać, żeby zobaczyć jej uśmiech. Gdy jednak po dwudziestu minutach Hermiony nie było, Harry jakby lekko oklapł. Za dwadzieścia pierwsza wstał rozczarowany i poszedł do dormitorium.
Gdy tylko położył się w zimnym pokoju, ale w ciepłym łóżku poczuł mieszane uczucia.
,„Po jaką cholerę chłopaki otworzyli okno!” „ Po co jej w ogóle proponowałem chodzenie ze sobą… Jeszcze pewnie tęskni za Wiktorem…” „Wystawiła mnie do wiatru. No, zawodziłem się na niej parę razy, ale nigdy w taki sposób…” I bijąc się z takimi myślami zasnął snem niespokojnym.
Jednak coś go tknęło i obudził się o drugiej nad ranem. Z wielkim zdziwieniem zobaczył Hermionę śpiąco koło jego łóżka i to w tak zimnym pokoju, ale w jego swetrze. Jego zarzuty przed zaśnięciem natychmiast się rozwiały. Wyskoczył z łóżka. Nie chciał budzić dziewczyny, ale tak jej też nie mógł zostawić. Wziął ją na ręce i położył u siebie w łóżku, pod ciepłą kołdra. Hermiona mruknęła coś przez sen i smacznie spała dalej, za to Harry położył się koło niej i zadowolony zasnął.

Nad ranem obudziły ich krzyk. Hermiona otworzyła oczy i ze zdziwieniem zobaczyła, że znajduje się nie w swojej sypialni. Jednak po chwili przypomniała sobie wszystko.
- Przepraszam, że wczoraj nie przyszłam… - powiedziała do uśmiechniętego Harry`ego.
- Przyszłaś…, ale się spóźniłaś – pocałował ją.
- Hej Hermiona! Co ty tu robisz?… - krzyknął Ron i wyskoczył w piżamie w misie z łóżka.
- Spałam dopóki mnie nie obudziłeś. A tak w ogóle to ładna piżamka! – powiedziała i zaczeła się śmiać. Dean i Thomas obudzili się słysząc jej śmiech.
- Co ty tu robisz? – krzyknął tak zdziwiony jak Ron. Nie chciało mu się nawet myśleć, co Hermiona robiła w łóżku Harry`ego w nocy.
- Może ja już pójdę – Hermiona szybko wstała. Zapomniała, że ma na sobie sweter Harry`ego. Szybko pobiegła przez Pokój Wspólny i widząc ciekawskie spojrzenia kolegów pomyślała, że nie uniknie plotek.
Gdy Hermiona weszła do swojej sypialni Parvati spojrzała na nią pytająco.
- Gdzie byłaś? Nie było cię w nocy. Przebudziłam się no i ciebie nie było, więc chciałam iść… - przerwała widząc ulubiony sweter Pottera na swojej przyjaciółce.
- A! To ja wiem gdzieś ty była! - krzyknęła i wyszła z sypialni. „Ciekawe o co jej chodzi?” Wtedy jeszcze nie wiedziała, że kłótnia, którą odbędzie z nią o Harry`ego będzie pierwszą i ostatnią kłótnią ze swoją „przyjaciółką”.
Gdy Hermiona weszła do Wielkiej Sali zobaczyła Parvati, która coś z przejęciem opowiadała Cho. Obrzuciła ją tylko jednym, krótkim spojrzeniem. Hermiona szybko się jednak rozchmurzyła, gdy przy stole zobaczyła Harry`ego.
- Co jest? - zapytał widząc nie tęgą minę swojej Gryfonki.
- Cho. Parvati. One są chyba… Zazdrosne? – wydukała pytanie, widząc jak Cho przechodzi koło nich w krótkiej spódniczce i kręci tyłkiem starając się zwrócić uwagę Harry`ego. Jednak Harry patrzył tylko na Hermionę.
- Co?
- Nie zauważyłeś tego?
- Czego? - zapytał Harry nic nie rozumiejąc.
- Cho nas minęła przesadnie wyrażając swoją piękność… - powiedział Ron i razem z Harry`m i Hermioną zaczęli się śmiać, patrząc w kierunku Chang. Ta zarumieniła się i szepnęła coś ze złością do Parvati.
Harry wstał, wziął Hermionę za rękę, ponaglił Rona i dopiero wtedy, kiedy rudy kolega wypił resztę soku dyniowego wyszli na lekcję, nie przypuszczając, jaka zasadzka czeka parę zakochanych…




17.JAK ZWYKLE.


Gdy Hermiona zmęczona lekcjami, po obiedzie weszła do sypialni dziewcząt z nadzieją, że odpocznie, widząc Parvati straciła ochotę na sen. Przypomniała jej się scena ze śniadania.
- Cześć Hermiono! Co masz taką nietęgą minę? - Parvati udawała, że nic się nie stało.
- Nie sądzę, że powinno cię to interesować.
- A to dlaczego? - oczy Parvati wyrażały czystą głupotę i niezrozumienie.
- Ty masz coś do mnie i Harry`ego? - zapytała wprost Hermiona.
- Co?!? - Parvati udawała zdziwienie, ale rumieniec ją łatwo zdradził.
- Masz…? - Hermiona powoli traciła panowania nad sobą. Parvati widząc to wstała, cała czerwona na twarzy.
- A jeśli tak to co?! Spędzasz noc u chłopaka. Ciekawe jak na to zareaguje McGonagall? -zapytała Hermionę.
- W ogóle nie powinno cię to interesować co robię z Harry`m w nocy!
- Nie wcale! Tylko, że na początku Krum, teraz Potter, ciekawe kto potem? Może Malfoy!?!
Bo przecież niezły z niego facet! Tylko przygłup! Może Potter go pobija głupotą?
- Nie wasz się mówić tak o Harry`m… - Hermiona zaczerwieniła się ze złości i żalu na przyjaciółkę.
- A co? Bronisz go? Przecież to ty zepsułaś jego związek z Cho. To twoja wina! Oni się kochali… A ty musisz pchać wszędzie łapy! W piątej klasie byliby razem gdyby nie ty. Teraz też musiałaś się wepchać i zepsuć ten związek… - Parvati wykrzykiwała jeszcze różne rzeczy. Hermiona nie chciała już niczego słuchać. Wyszła z żalem i łzami cisnącymi się na oczu z sypialni do Pokoju Wspólnego, mijając pytające spojrzenie Rona i Harry`ego. Gdy była na korytarzu, rzuciła się z płaczem przed siebie.
Po około godzinie chodzenia po zamku, Hermiona postanowiła wracać. Gdy była koło Sali Transmutacji, usłyszała za rogiem korytarza głosy dziewczyn.
-…ale jej powiedziałaś! Teraz Harry będzie już mój! - Hermiona podchodząc bliżej usłyszała głos Cho i Parvati.
- Mam nadzieje, że nic mu nie powie.
- Nie. Powie i to na pewno. Przecież to chodząca papla i w ogóle dziwka… - usłyszała głos Cho, pełen nienawiści.
- Jak myślisz Parvati, zadziała? Trochę mnie kłuje metka na plecach.
- Zadziała. Po kolacji będzie twój. Zostawi tą szlamę i przybiegnie.
- No nie wiem. Nie wiem czy będzie miał tyle współczucia dla mnie. No bo jak mam jeszcze rozpamiętywać Cedrika, po dwóch latach…
- Cedrik był fajny, ale nudny. Harry ma większe powodzenie wśród dziewczyn. Aż dziwne, że wybrał coś takiego… Taką Granger - Hermiona nie mogła więcej słuchać. Powoli zbliżała się pora kolacji. Musiała odnaleźć Harry`ego.
Gdy po piętnastu minutach przebiegła zamek i wpadła do Pokoju Wspólnego zobaczyła, że złością, że Harry`ego nie ma.
- Gdzie on jest gdy go niema? I gdy jest potrzebny! - pomyślała wkurzona.
- Ginny!! Gdzie Harry? - zapytała rudą dziewczynę siedzącą przy kominku z Krzywołapkiem na kolanach.
- Eee… Chyba u siebie w dormitorium.
Hermiona wpadła do sypialni chłopaków i zobaczyła jak Harry leży na łóżku i o czymś myśli.
- Harry? - zapytała cicho. Tak cicho, że sama nie usłyszała swoich słów. Dopiero teraz zmartwienie o Harry`ego dało upust łzom. Hermiona nie chciała powtarzać imienia chłopaka. Podeszła do jego łóżka i stanęła. Harry widząc ją szybko zerwał się.
- Hermiona! Szukałem cię! Nie mogłem cię znaleźć, więc poszedłem… - ale Hermiona nie dowiedziała się gdzie poszedł Harry, bo ten przerwał widząc jej twarz.
- Co jest? - zapytał niespokojnie.
- Pokłóciłam się z Parvi, a teraz… - Hermiona zaczeła płakać krokodylimi łzami.
- Co teraz? - powiedział pocieszająco, przytulając ją.
- Podsłuchałam jej rozmowę z Cho. One szykują jakąś zasadzkę na ciebie. Ma być to na kolacji i to ma związek z Cedrikiem…
- Hermi nie martw się, bo i tak wolę ciebie… - dał jej buziaka.
- Chodź zobaczymy, co one szykują. Idź tylko przemyj buzię u nas w łazience, bo nie chce żeby widziały, że płakałaś…

***

Hermionie przeszło, gdy tylko weszła do Wielkiej Sali trzymając chłopaka za rękę. Fakt ten wzbogacony został tym, że Harry obejmował ją w pasie. Gdy usiedli przy stole nie mogli zobaczyć, że Cho daje znaki Parvati na rozpoczęcie akcji.
Cho wstała od stołu. Była ubrana w białą bluzkę i takie też spodnie, które znakomicie podkreślały czerń jej włosów i oczu. Podeszła pewnym krokiem do stołu Gryfonów i stanęła nad Hermioną i Harry`m, cicho ze sobą rozmawiającymi.
- Eee… Harry? - Harry podniósł głowę i zobaczył Cho trzepoczącą rzęsami.
- Możemy porozmawiać? - Cho złożyła usta w dzióbek, jakby chciała go za chwilę pocałować. Hermiona trzęsła się ze złości, ale na Harry`m nie robiły te popisy żadnego wrażenia.
- Słucham. Streszczaj się tylko, bo chcę dokończyć rozmawiać z moim słonkiem – powiedział przytulając się do Hermiony. Cho skrzywiła się, ale nie dała poznać po sobie tego, że chce pogadać na osobności. Postanowiła zrobić to w towarzystwie Granger.
- Chcę cię przeprosić za to w piątej klasie. Ja… Ja… Podobałeś mi się i nawet… Harry ja cię bardzo… To z Cedrikiem to było nie porozumienie. Wiem, że wtedy w herbaciarni… Jak płakałam… Czułeś się pewnie głupio… No i to jak powiedziałeś, że mnie kochasz. Ja ciebie też. Nie współczuj mi tego, co przeżyłam z Cedrikiem. Ja po prostu chce zacząć to przeżywać na nowo… Z tobą oczywiście - przez ten czas, gdy mówiła opadło jej parę łez. Parvati przysłuchiwała się uważnie. Cho świetnie odegrała rolę, teraz pora na nią.
- Cho! Nie wygłupiaj się! To, że Cedrik nie żyje, nie znaczy, że masz to samo przeżywać z Harry`m - mówiła Parvati wyszkolony dialog. Harry miał dosyć. Mdliło go od uwag Cho. Nie robiło to na nim żadnego wrażenia. Miał jej współczuć tak jak mówiła Hermiona, ale to dla niego wydawało się śmieszne.
- Cho? Weź idź się lecz! Jak nie to się chodziarz przebadaj! Ja KOCHAM Hermionę nie ciebie. Cedrika lubiłem i to, że mam wasz związek powtarzać na nowo z tobą to jest jakieś powalone i chore. Nie zbliżaj się do Hermiony i do mnie… - gdy to powiedział na policzki Cho wpłynął rumieniec, tym większy, że już spora część Gryfów przysłuchiwała się rozmowie trójki. Jej plan nie wypalił. Harry okręcił się do swoich grzanek z serem i kończył je jeść, szeptem rozmawiając z oniemiałą z wrażenia Hermioną.



18.TAJEMNICA CIOTKI PETUNI.



Hermiona słuchała słów Harry`ego jak zaczarowana…
Nie wiedziała, że on aż tak potrafi…
Harry skończył właśnie jeść tosta i spojrzał pytająco na Hermionę. Dziewczyna uśmiechnęła się promiennie i kończyła jeść płatki owsiane, popijając je co jakiś czas sokiem.
Na lekcji transmutacji Hermiona miała zły humor. Powód? Siedziała z Parvati. McGonagall nie pozwalała się przesiąść „od tak sobie”. Gdy Hermiona zapisywała już drugą rolkę pergaminu notatek poczuła jak „koleżanka z ławki” stuka ją lekko i podaje karteczkę z grobową miną.

„ Cześć
Sorry za wszystko
To wina Cho
Ona sobie coś ubzdurała

Wybaczysz?? P.”

Hermiona pomyślała, że jej koleżanka jest dwulicowa. Dla świętego spokoju odpisała.


„ Cześć
Nie przyjmuje wybaczeń
Tobie się podoba Malfoy
Podobał ci się Harry i Wiktor
Jak cię nie chce znać!
Nie odzywaj się do mnie!!! H.”

Gdy Parvati przeczytała kartkę zarumieniła się jeszcze bardziej niż Cho podczas śniadania.


***

Po lekcjach Harry i Hermiona spacerowali po błoniach. „W kościach” czuli zbliżające się wakacje. Gdy dochodzili do jeziorka zobaczyli z daleka biegnącego Rona. Nie wyglądał na szczęśliwego.
- Wiecie co się stało?!? Padma brała w tym wszystkim udział… Pomagała w tworzeniu planu… - wysapał.
- Zerwałem z nią! – dodał z triumfem. Hermiona i Harry wymienili spojrzenia. Ron zerwał z dziewczyną dla nich…
- Ron! Dzięki… - powiedziała Hermiona i rzuciła mu się na szyję. Ron zrobił głupią minę i wzruszył bezradnie ramionami. Harry się roześmiał.
- No to, co za laskę masz na oku? Musisz dać Padmie nie złą nauczkę i obudzić w niej zazdrość… - powiedział rozchichotany Harry.
- Oj mam! Wiesz kogo?
- No powiedz Ronuś!
- Lunka Lovegood… - powiedział dumnie Weasley, a Harry spojrzał z przerażeniem na przyjaciela.
- Przepraszam… Kto!?! - z zaczął się śmiać. Ron zaczerwienił się.
- No wiecie… Ja do niej nic nie czuje, tylko chodzi mi o Padmę. No, ale ty z Hermioną już długo chodzisz… Hmm… Dość długo…

***

Ron nadal trzymał się wersji, że nie kocha Luny. Jednak Harry i Hermiona nie byli przekonani, co do tego stwierdzenia. Chodząc korytarzami można było zobaczyć Rona obściskującego i całującego się z Luną. Padma była bardzo zazdrosna i nie raz chciała porozmawiać z Ronem, ale ten spławiał ją byle czym. Widać Luna to coś więcej niż tylko „zemsta za Harry`ego…”.
Harry, Ron i Hermiona pomyślnie zdali egzaminy.
Zbliżające się wakacje roztaczały przyjazne horyzonty nad nimi. Na początku wakacji Hermiona miała przyjechać do Harry`ego. Jego wujostwo jeszcze o tym nie wiedziało, ale według Harry`ego nie przejmą się tym. Mają zbyt wiele problemów z Dudleyem i dlatego ich stosunki się polepszyły. Dudley podobno wplątał się w jakiś miejski gang, który notorycznie robił rozróby wieczorami na ulicy. Po jakiś 3 tygodniach Harry pojedzie do Hermiony. Jednak najlepszy czeka ich koniec wakacji: Oboje jadą na miesiąc do Rona.
Harry po raz pierwszy w życiu tęsknił za powrotem do domu. Do domu, w którym czas spędzi z ukochaną Hermioną.
Ostatniego dnia przed wyjazdem Hermiona weszła do pokoju Harry`ego i zastała go męczącego się przy kufrze. Próbował on właśnie włożyć buty na stos czystych koszulek…
- Pakuj! - powiedziała Hermiona. Harry wysłał jej wdzięczne spojrzenie.
- Dzięki! – mruknął, wstając z podłogi i podając jej książkę „Wszystko o lataniu” z młodym czarodziejem na okładce.
- Zapomniałeś zapakować? – powiedziała patrząc na grube tomisko.
- No… - powiedział uśmiechając się.
- Wezmę ją i spakuję z moimi rzeczami. Gdzie Ron? Ostatnio widziałam go podczas kolacji…
- Pewnie z Luną… Co ta miłość robi z ludzi… - powiedział Harry podchodząc do Hermiony z chytrym uśmiechem.


***


W pociągu było gwarno, tłoczno i wesoło. Luna siedziała Ronowi na kolanach. Hermiona podśmiewała się po cichu z Nevilla, który mocno zarumieniony trzymał Ginny za rękę. Ginny była bardzo zadowolona. Przed chwilą to przedziału wpadł…
- Malfoy! Won stąd! – krzyknął Ron.
- Uuuu… Agencja towarzyska… Nie, może burd… - zaczął Malfoy, ale Hermiona mu przerwała z promiennym uśmiechem.
- A może psychiatryk? To nie ten przedział. Psychiczni siedzą tam… - powiedziała Hermiona wstając i pokazując mu jego przedział, zaśmiała się cicho. Wszyscy wyśmiali Draco. Ten zbity z tropu, wyszedł cicho klnąc.
Po paru minutach Hermiona wstała z podłogi, na której leżała. Harry jej trochę w tym pomógł. Oboje otarli łzy ze śmiechu. Harry usiadł z powrotem na siedzenie. W okno cicho zapukała sowa, na co Luna dziwnie poczerwieniała i otworzyła okno. Sówka podleciała do niej i dała jej list. Dziewczyna szybko otworzyła kopertę i przeczytała list od swojego ojca.
- Ron… Mogę. Mogę! – krzyknęła z radości i rzuciła mu się na szyję.
- Co możesz? - zapytała Ginny.
- Mogę jechać do was na pierwszy miesiąc wakacji.
Hermiona wymieniła z Harry`m spojrzenia. „To aż tak daleko zaszło…?” Mówiły ich oczy.
- Ron to wspaniale! – powiedział Harry.
- Też tak myślę – powiedział Lunę po jasnych włosach. Ron i Luna! Kto by pomyślał…


***

Gdy Harry na peronie odszukał wzrokiem wuja Verona i ciotkę Petunię poczuł uścisk w żołądku. „A co będzie jeśli się nie zgodzą…?” Ciotka uśmiechnęła się blado na powitanie. Bardzo schudła. Widok Harry`ego wzbudzał w niej ostatnio cieplejsze uczucia niż kiedyś. Ciekawe dlaczego?
- Wuju, ciociu… Ja … To jest Hermiona Granger. Moja… - zaczął mętnie Harry. Wuj przyjrzał się uważnie dziewczynie. Ciotka Petunia natomiast przyglądała się Harry`emu.
- Hermiona Granger. Jestem jego koleżanką z klasy i nie tylko… - powiedziała i znacząco złapała go pod rękę. Wujostwo zrozumiało aluzję.
- Mam nadzieje, że się zgodzicie, aby Hermiona spędziła u nas w domu część wakacji? Jej rodzice są dentystami… - Powiedział, aby trochę ulepszyć stosunki między Hermioną, a wujostwem. No i chyba się mu udało, bo ciotka powiedziała:
- Zaproś ich kiedyś na kolację. Nie mamy dużo pokoi, więc dostawimy ci łóżko w pokoju Harry`ego - skończyła i wsiadła do samochodu. To samo zrobiła Hermiona, gdy Harry wkładał bagaże do auta.
Gdy nadjechali na Privet Drive zbliżał się zmierzch. Wujek Veron wniósł ich walizki na górę do sypialni, w której ciotka Petunia rozkładał łóżko.
- Myślisz, że dobrze robimy? - Hermiona z Harry`m, którzy zdejmowali płaszcze usłyszeli ich rozmowę.
- Ta Hermiona wygląda na miłą dziewczynę. Może Dudley się przy niej zmieni. Harry`ego się boi, ale Harry też jest dobrze wychowany. Ta dziewczyna może mu pomoże…
- Przecież ona należy do ludzi TEGO pokroju…!
- Ale ma NORMALNYCH rodziców! Skończmy rozmawiać, bo jeszcze nas usłyszą.
Hermiona uśmiechnęła się do Harry`ego. Wiedziała, że będzie dobrze. Jego wujek i ciotka ją zaakceptowali, a Dudleyem się nie będzie przejmować.
Harry wprowadził dziewczynę do salonu. Nigdzie nie było widać Dudleya. Hermiona usiadła na fotelu i spojrzała na Harry`ego, uśmiechając się co chwila.
- Dobrze jest - powiedział tylko i wszedł do kuchni przywołany głosem ciotki.
- Zrób Hermionie soku, albo może czekolady…? Zimno dzisiaj na dworze… Tu macie ciastka i idźcie do pokoju. Za pół godziny ma przyjść Dudley. Powiem mu o wszystkim…
- Dobrze ciociu.
Harry wyszedł po chwili do Hermiony podając jej talerz z ciastkami i kubek parującej czekolady. Mrugnął okiem porozumiewawczo i zaprowadził ją na górę do pokoju wypełnionym księgami zaklęć i olbrzymią ilością pergaminów…
Hermiona, gdy wchodziła do pokoju zobaczyła drugie drzwi.” To tam pewnie jest pokój Dudka…”
- No i to tutaj. Mój malutki pokoik - powiedział Harry stawiając kubki na stole i siadając.
- Czy… Czy twój… Czy Dudley mnie zaakceptuje?
- No wiadomo! Znaczy… Nie wiem… Chyba tak! - powiedział szybko, niespokojnie wstając. Następnie zaczął się śmiać i wziął ją w obroty kręcąc się i ją w kółko.
- Harry! Kręci mi się w głowie.
- Mi też! - powiedział, śmiejąc się i padając z Hermioną na łóżko.
Na dole w pokoju ciotka Petunia usłyszała ten śmiech. Kiedyś wzburzyła się by za takie głośne zachowanie. Teraz poczuła, że zaczyna kochać Harry`ego. Kiedyś podkochiwała się w jego ojcu, ale on należał do Lily. „Ach Lilka! Czemu byłam dla niej taka…” Ciotce Petunii zebrało się na wspomnienia. Wzięła kieliszek i brandy. Przypominała sobie jak jej siostra przyjeżdżała z Jamesem na święta do domu. Jak byli pierwszy raz, jak wtedy zerwał z nią chłopak… „Trzeba wyjawić mu moją największą tajemnicę.” Pomyślała Petunia i dolała sobie brandy, sadowiąc się w fotelu.
Po paru minutach do domu wpadł Dudley.
- Dudley! Poczekaj. Musze z tobą porozmawiać - powiedziała ciotka do chłopaka wbiegającego po schodach. Ten skrzywił się i powiedział, ze on nie chce zaczynać znowu tematu tej rozróby.
- Ja w niej nie brałem udziału.
- To nie o to chodzi. Harry przyjechał. Ma gościa, który będzie u nas nocował przez jakiś czas. Masz być dla niej miły.
- Jej? On ma dziewczynę?
- Tak - ucięła ciotka. Dudley wyszedł. „To coś znalazło sobie laskę? A ja nie…? Ona mnie popamięta…!”


19.SZALEŃSTWO DUDLEYA


Dudley zdenerwował się na Harry`ego. „Jak on znalazł laskę? Takie nic…? Takie coś?” Pomyślał krzywiąc się i odchodząc od matki. Dziudziaczek wbiegł na górę, mijając pokój Harry`ego, skąd dochodziły śmiechy jakiejś dziewczyny. „Ciekawie jak ona wygląda… Phii! Pewnie tak jak to coś…” Pomyślał Dudley za nim trzasnął drzwiami od swojego pokoju.

***

- Słyszałeś…? – zapytała się roześmiana dziewczyna poważniejąc.
- Tak. To chyba Dudek wrócił do domu. O rany! Ciekawe czy mu ciotka powiedziała, że tu jesteśmy - zastanowił się chłopak wstając z łóżka.
- Nie mam pojęcia. Mogę gdzieś rozpakować swoje rzeczy? - zapytała słodko Hermiona, pokazując Harry`emu kufer z jej ubraniami. Chłopak szybko wstał i otworzył szafę. Ze środka wysypały się ubrania Dudleya, z których grubasek już wyrósł. Harry zmieszał się tym widokiem i szybko zaczął je układać. Hermiona uśmiechnęła się i pomyślała „Cały on…”, po czym pomogła mu je układać, a potem rozpakowywać własne rzeczy. Gdy już skończyli zrobiło się ciemno, a z dołu dobiegło krzątanie ciotki Petunii przygotowującej kolację oraz gromki głos wuja Verona, komentującego wiadomości. Po chwili usłyszeli trzask sąsiednich drzwi i krzyk Dudleya.
- Co wyście znowu zrobili? Ile razy mam wam mówić, że nie brałem w tym udziału? - darł się Dudley. Po schodach było słychać kroki wuja Verona i jego zdenerwowany szept.
- To jessst twoja kara…. Cicho siedź! - powiedział zdenerwowany, po czym zapukał do drzwi, które były koło jego ramienia. Gdy usłyszał „Proszę”, wszedł. Zobaczył dziewczynę stojącą koło łóżka, która patrzyła się na niego ze zdziwieniem oraz chłopaka klęczącego koło szafy.
- Eee… Chodźcie na kolację - powiedział uprzejmie wuj Veron. Zza niego wychylił się Dudley mówiąc:
- Nie wołaj tych dziwaków… - po czym zamilkł, jakby trafił w niego piorun, spoglądając na Hermionę. Nigdy jeszcze nie widział takiej dziewczyny. Biła od niej aura miłości i dobra oraz ciepła. Dudley zgrzytnął zębami i odkręcił się, zbiegając po schodach i myśląc ile miłości doznał Harry od tej pięknej dziewczyny.
Harry tym czasem wstał z podłogi i podszedł do Hermiony. Wujek Veron chrząknął, zastrzygł wąsami, po czym wyszedł z pokoju.
- Co im się stało? Nigdy tacy nie byli. Może chodźmy jednak na tą kolację? - zapytał nerwowo chłopak, patrząc na dziewczynę, w której oczach odbijało się nadal zdziwienie.
- Dobrze, ale ja nie rozumiem jak ty tyle wytrzymałeś z Dudleyem, bo ja go już nie lubię, ale za to polubiłam twoją ciotkę - Hermiona uśmiechnęła się, ale Harry skrzywił się na słowa dziewczyny o ciotce. Chłopak nie wiedział, dlaczego jest dla niego taka miła. Czekał tylko, kiedy wybuchnie bomba.
Kolacja minęła jako tako. Dudley nie chcąc spotkać się z dziewczyną po raz drugi zjadł kolację w salonie, oglądając ulubiony film. Hermiona nie była specjalnie zdenerwowana tym, że Dudek nie siedzi z nimi, ale ciotka co chwilę go przywoływała do stołu.
- Nie mam zamiaru z wami siedzieć przy jednym stole! Dajcie mi spokój! - krzyknął wybiegając z domu.
- Może jest zdenerwowany tym, że zabraliśmy mu telewizor z pokoju? - zapytała szeptem ciotka Petunia wuja Verona.
- To jest jego kara za wandalizm i okłamywanie rodziców - syknął purpurowy Veron patrząc na Harry`ego i Hermionę. Ci wstali i podziękowali za kolację.
- Ja się już chyba położę, jestem zmęczona po podróży… - powiedziała grzecznie dziewczyna, a Harry mruknął, że pokaże jej gdzie jest łazienka, po czym zgodnie powiedzieli dobranoc.

***

Następnego ranka Hermiona obudziła się bardzo wcześnie. Rozmyślała o Harry`m, o Voldemorcie, o śmierci Syriusza… „Za rok skończymy szkołę, co się z nami stanie dalej?” Myślała. Do Harry`ego czuła coś takiego… Nieopisanego. Tego nie mogła czuć do Wiktora. Choć Krum był jej narzeczonym i zaszła z nim w ciąże, do tego co przeżywała z Harry`m nie miało porównania.
Hermiona przekręciła się na drugi bok i pomyślała o swoich rodzicach. Dziewczyna zamknęła oczy i usłyszała cichy stukot. Podniosła się i zobaczyła trzy piękne sowy.
Szybko wstała i otworzyła okno. Harry mocno spał, a sówki latała po pokoju. Gdy Hermiona złapała jedną zobaczyła, że list jest do Harry`ego. Od Cho, która najwidoczniej nie wiedziała, że Hermiona jest u Harry`ego. Hermiona wypuściła sówkę odczepiając listy. Przy dwóch pozostałych były listy ze szkoły.
„Dlaczego tak wcześnie?” Hermiona otworzyła kopertę i głośno krzyknęła budząc tym samym Harry`ego.
- Harry! Ty wiesz co się stało? Czytaj!
- Ech, Hermi! Jest wcześnie, czemu mnie obudziłaś?
- Czytaj! - powiedziała dziewczyna wyciągając trzy kartki papieru.


„Szanowna panno Hermiono Jane Granger!
Informujemy pannę o tym, że Ministerstwo Magii zezwala z obecną sytuacją zagrożenia przez Sami-Wiecie-Kogo oraz jego popleczników, używania magii przez czarodziejów od piątej klasy wzwyż.

Minister Magii Korneliusz Knot.”


Na drugiej kartce był list od dyrektora, a na ostatniej spis rzeczy potrzebnych w szkole.
- To wspaniale! Jesteśmy już prawda w siódmej, ale… Zawsze coś - powiedział szczęśliwy Harry. Hermiona siadła i westchnęła.
- Co się stało?
- Ty dostałeś dwa listy.
- Dwa takie same? – zdziwił się chłopak.
- Jeden taki jak ja, a drugi od Chang - powiedziała Hermiona. Harry zdziwił się i zarumienił.
- Ja o czymś nie wiem? - zapytała ze smutkiem dziewczyna. Harry powiedział, że wie o wszystkim i zaczął nerwowo otwierać list.


„Kochany Harry,
Chciałabym cię jeszcze raz przeprosić za moje zachowanie. Nie wiem czy wiesz, ale piątoklasiści i klasy wzwyż mogą używać magii poza szkołą. Bardzo jestem z tego faktu zadowolona, bo mogę teraz ćwiczyć różne zaklęcia bez obawy, że zostanę ukarana.
Co powiesz abyśmy się spotkali? Będę w przyszłym tygodniu na Pokątnej, gdyż dostałam wcześniej listę książek do klasy siódmej. Mam nadzieję, że nie gniewasz się za to co stało się przed końcem roku. Nie wiem czy wiesz to od Hermiony, ale pogratuluj jej chłopaka! Widziałam ostatnio jak całowała się w bibliotece z Puchonem z siódmego roku! Nie wiem czy chodzicie ze sobą, ale jeśli tak, to gorąco współczuję!
Twoja Cho.”


Harry skończył czytać głośno list, a Hermiona aż usiadła z wrażenia.
- Ja całowałam się z Puchonem z siódmego roku? Naprawdę? To dlaczego ja o tym nie wiem? - Harry zdenerwowany usiadł na łóżku.
- Pójdziesz na to spotkanie? - Harry spojrzał na nią jak na wariatkę. Przecież wiadomo, że…
- Tak! Pójdę! Może przestaniesz się wtedy całować z jakimiś Puchonami w bibliotekach! No bo co ja znaczę!?! Nic…! To wiadome! - Harry wstał i krzyczał na Hermionę. Nic nie rozumiała. Nie wiedziała ile Harry przeżył w swoim krótkim życiu, ale Harry był zazdrosny o coś czego nigdy nie było i to stanowiło problem…
- Nigdy nie całowałam się z żadnym Puchonem! Nigdy nie miałam chłopaka oprócz Wiktora! Z żadnym się nie całowałam oprócz z nim! Ja naprawdę… - Harry przestał jej już słuchać. Wiedział, że Cho nie kłamała, jednak nie wiedział jak zmieniła ją Parvati. Harry założył bluzę i jeansy, po czym bez słowa wyszedł z pokoju.
- Czemu wierzysz jej a nie mi? – zapytała, a po jej policzkach potoczyły się łzy. „A miało być tak pięknie!”


sam teraz pewnie widzisz że
z poczucia winy nie da się
zbudować nic na dłużej
tylko domek z kart
co jeśli szczęście minie cię
spętane ręce widząc twe
czy warto iść pod prąd
odpowie tylko serca głos


Harry szedł drogą, która prowadziła do nikąd. Była szósta rano. Gdy zdenerwowany wybiegł na dwór, w domu spali wszyscy za wyjątkiem jednej dziewczyny, która płakała, skulona na łóżku. Nie chciała go tracić.
Harry szedł przed siebie.
- Skąd Chang to wiedziała? No przecież albo ona to widziała, albo… Parvati! Znowu zmowa przeciwko nam? – Harry szybko zawrócił i pobiegł w stronę domu swojego wujostwa.
Gdy dobiegł i otworzył drzwi usłyszał krzyk Hermiony.
- Odwal się palancie!
- Co może mi nie wolno? Porterowi tak, a mi nie? – zawył Dudley, a potem Harry usłyszał płacz. Chłopak wbiegł po schodach i przed drzwiami do swojego pokoju zatrzymał się. Przed twarzą przeleciał mu Dudley. Harry zajrzał do pokoju i zobaczył przerażoną Hermionę, siedzącą na łóżku z wyciągniętą różdżką i zamkniętymi z przerażenia oczami.
- PETRIFICIUS TOTALUS!! - krzyknęła nie otwierając oczu, bojąc się zobaczyć Dudleya. Zaklęcie uderzyło Harry`ego, który jeszcze nie ogarnął sytuacji. Hermiona otworzyła oczy i spojrzała na Harry`ego, po czym wybuchła śmiechem. Śmiech po chwili zamienił się w płacz. Hermiona siedziała na łóżku i po prostu płakała.
Po chwili z pokoju wujostwa wychyliła głowę ciotka Petunia.
- Wszystko w porządku? Hermiona? Coś ty zrobiła Harry`emu i Dziudziaczkowi?
- Nic… On się do mnie… Dobierał… Ja go walnęłam, znaczy się, uderzyłam go – Hermiona zmyślała ile się dało.
- A Harry`emu? - zapytała czujnie ciotka Harry`ego.
- Eee… On śpi.
- Z otwartymi oczyma? – pytała dociekliwie. Hermiona zarumieniła się ze wstydu.
- Najwyraźniej się obudził.
- Aha – stwierdziła ciotka mało inteligentnie i wyszła, myśląc żeby Dudley wreszcie się zmienił. Grubas leżał na korytarzu, gdy go ocucano. Hermiona wzięła Harry`ego za rękę i powiedziała przeciw zaklęcie.
Harry wstał. Spojrzał na Hermionę jakby widział ją po raz pierwszy w życiu.
- Przepraszam. Jestem głupi – chłopak przytulił ją. Ta nie oddała przytulańca. Harry dopiero teraz zdał sobie sprawę co mógł zrobić jej Dudley. Wziął jej twarz w swoje dłonie i pocałował. Jakie było jego zdziwienie gdy dziewczyna nie oddała pocałunku…
Harry odsunął się i spojrzał na nią ze zdziwieniem. Hermiona poczuła się bardzo dotknięta słowami Harry`ego o niej i jakimś tam Puchonie.
- Dlaczego mi to robisz? – zapytała.
- Bo cię kocham… To był czysta zazdrość. Ja nie chcę ciebie z nikim dzielić. Ja i Cho… To nie wypał… Nie chcę cię z nikim dzielić kochana.

20.TRZY TAJEMNICE


Hermiona postanowiła porozmawiać poważnie ze swoim chłopakiem. Gdy skończyli zbliżała się jedenasta i pora obiadu, oboje więc zeszli na dół do kuchni.
Hermiona uśmiechnięta, Harry zamyślony.
Dziewczyna czuła się bardzo szczęśliwa, że wyjaśniła sobie wszystko z Harry`m, jednak ten nadal myślał o spotkaniu z Cho. „Może powinienem pójść? W końcu kiedyś chodziliśmy ze sobą. Zobaczę co chce. Tylko jak to powiedzieć Hermionie?”. Gdy Harry usiadł za stołem, stojąca obok szafki z garnkami ciotka, spytała się go i Hermiony:
- Co tak właściwie działo się rano?
- Eee… - Hermiona chyba po raz pierwszy nie wiedziała co odpowiedzieć. Harry postanowił ją wyręczyć.
- Zacząłem z Hermioną wychowywać Dudleya. Ciocia tego nie potrafi to może nam się uda - powiedział chłopak pewny siebie. Hermiona zamknęła oczy. Teraz to się zacznie kłótnia. Jednak nic takiego się nie stało. Petunia spojrzała na nich i… Uśmiechnęła się.
- Proszę was, zróbcie coś z nim - powiedziała łagodnie. Hermiona i Harry spojrzeli po sobie zdziwieni. Ciotka Petunia mruknęła, że idzie do sklepu, poczym wzięła siatkę na zakupy i wyszła.
Harry odprowadził ją wzrokiem, po czym odkroił sobie kawałek kotleta. Hermiona wzięła szklankę z herbatą i wypiła mały łyk złotego napoju.
- Musimy jeszcze o czymś porozmawiać. Hermiono… Ja pójdę na to spotkanie. Z tobą - Hermiona zakrztusiła się. Szybko odstawiła szklankę i chciała coś powiedzieć. Jednak zamilkła. Po chwili namysłu stwierdziła:
- Dobrze. Kiedy chciała się spotkać?
- Noo… W przyszłym tygodniu. Chyba w poniedziałek – namyślił się.
- To mamy jeszcze dwa dni - powiedziała dziewczyna patrząc na kalendarz, na którym widniała data i napis „SOBOTA Dudley i Veron - mecz na RollStreet.”
- Do tego czasu… Proszę nie zostawiaj mnie samej – Głos panny Granger się załamał. Harry przyjrzał się jej uważniej, po czym wstał i ją przytulił.
- Obiecuję i naprawdę przepraszam, że mnie nie było wtedy przy tobie.

***

Późnym popołudniem, kiedy Hermionie zaczęły się kleić oczy do spania, Harry zszedł na dół po coś do picia. W domu panowała idealna cisza. Mijając salon usłyszał szloch. Zajrzał tam zaniepokojony i zobaczył swoją „ukochaną” ciotkę na fotelu z kieliszkiem w ręku.
- Wszystko w porządku? - zapytał. Petunia odkręciła głowę i pokazała swojemu siostrzeńcowi zaczerwienione oczy.
- Musimy porozmawiać - Harry podszedł zdenerwowany. Ciotka wskazała mu fotele stojące obok niej. Gryfon usiadł na pierwszym z brzegu i spojrzał jeszcze raz, tylko że tym razem uważniej. Ciotka była pijana. Miała włosy w nieładzie i po obgryzane paznokcie. Wokoło niej walały się puste opakowanie po cukierkach.
- Gdzie wujek? - zapytał Harry chcąc przerwać milczenie. Ciotka machnęła ręką.
- Pojechał z Dudleyem na mecz.
- Eee… Co ciocia chciała?
- Muszę ci coś powiedzieć. Tylko nikomu o tym nie mów. To moja największa tajemnica - powiedziała ciotka bledniejąc na czerwonej twarzy. Szybko i energicznie wstała i podeszła do ściany. Harry patrzył na nią zdziwiony „Ale się kobieta upiła…” Ta „kobieta” właśnie odsuwała obraz, który wisiał na ścianie nie ruszany od lat.
Pod nim była skrytka. Trudno było ją dostrzec. Była znakomicie ukryta. Harry patrzył z rosnącym zdziwieniem. Dlaczego on o tym nie wiedział?
Ciotka tym czasem zgłębiła rękę aż do łokcia. Poszperała i wyjęła jakiś pakunek, misternie zawiązany i zapakowany. Szybko zamknęła skrytkę i powiesiła obraz na ścianie. Pakunek położyła na stole i usiadła.
- Szykuj się na długą opowieść o twojej matce - powiedziała. Harry usiadł wygodniej. Czuł, że zbliża się przełomowa chwila w jego życiu. Ciotka zaczęła mówić spokojnym głosem.
- Nie zawsze nie nawiedziłam twojej matki. Kochałyśmy się jak przystało na siostry. Jednak gdy… Gdy Lily dostała list, że idzie do szkoły Hogwartu to czułam się załamana. Ona była zawsze wyróżniana, choć była młodsza. Czułam złość, że i ja nie jadę do tej szkoły. Z każdym rokiem, gdy przyjeżdżała i opowiadała zachwyconym rodzicom, czego ona nie zrobiła a co zrobiła, coraz bardziej jej nie nawiedziłam.
Aż nadeszły te pamiętne święta. Przyjechała po raz pierwszy z twoim ojcem – Harry poruszył się na fotelu - z Jamesem. Były święta, a mu zmarli rodzice. Nie… Zabili mu ich. Jak się nazywał ten człowiek… Lilka mówiła… No jak on się nazywał? – do Harrego zaczęło to docierać. Zbladł i wyszeptał:
- Voldemort?
- Tak. To był Voldemort, albo jacyś ludzie od niego. Gdy twój tata przyjechał do nas po raz pierwszy zdałam sobie sprawę, że Lilka idąc do tej szkoły spotkała takiego cudownego człowieka. Gdy były święta zerwał ze mną mój chłopak, Fix. Po pewnym czasie zaczęłam spotykać się z Veronem, moim przyszłym mężem. Po roku, po ukończeniu szkoły Lily ożeniła się z Jamesem. Wtedy przestałam już jej nienawidzić. Zaczęłam ją szanować. Ona pomogła mi wydostać się z dołka finansowego. Gdy ty się urodziłeś byli tacy szczęśliwi, choć… - ciotka przerwała. Harry siedział jak na szpilkach. Czuł, że wszystko co mówi mu tak bliska krewna jest prawdą. Ciotka spuściła głowę. Po jej policzkach pociekły łzy.
- Ciociu! Choć co? - Harry wyglądał na zniecierpliwionego.
- Choć wcześniej twoja matka poroniła bliźnięta. O tym nie wiedział nikt oprócz jej, jej męża i mnie. To bardzo wielka tajemnica - Harry krzyknął. „Miałbym rodzeństwo? Miałbym brata i siostrę? Było by tak cudownie!” Harry myślał rozgorączkowany.
- To była, tak jak wina śmierci twoich dziadków, wina Voldemorta. I… Wracając do ciebie. Byłam na twoim chrzcie. Miałeś z rok. Twoim ojcem chrzestnym był taki ładny chłopak - Harry zacisnął zęby na myśl o Syriuszu. Nie chciał się popłakać. - Ten chłopak był z taką ładną blondynką. No ale…Najważniejsze. Wróciłam po chrzcie do domu. Po prezent. Kupiłam go wcześniej. Gdy przyjechałam dom twoich rodziców był rozwalony. Pobiegłam tam. Twoi rodzice… - Ciotka Petunia przestała mówić żeby wytrzeć załzawione oczy. - Oni już nie żyli. Ciebie nie mogłam znaleźć. Zabrałam ze sobą przygotowany prezent. Schowałam go, żeby mi nie przypominał Lily. Chyba pora ci go dać - powiedziała zapłakana, rozpakowując paczkę na stole.
- To była moja druga największa tajemnica – powiedziała wstając. Harry przyjrzał się paczce. Była tam księga zaklęć aurora.
- Twój ojciec zawsze chciał taką mieć. Chciał ciebie wyszkolić na aurora - chłopak przeglądał zafascynowany książkę. Było tam wszystko. Wszystko czego chciał się nauczyć i co umiał. Harry przyjrzał się stronie pierwszej. Był tam napis.
- Pora na trzecią, najważniejszą i najbardziej skrywaną tajemnicę Petunii Evans albo Dursley… – powiedziała ciotka wskazując mu napis na książce. Harry przeczytał napis i krzyknął ze zdumienia…


21.NIEPRZEWIDZNE CZ.1


Napis głosił:

KOCHANEMU SIOSTRZEŃCOWI MATKA CHRZESTNA PETUNIA
EVANS-DURSLEY






Pod spodem widniała data: 31 października 1981.
- Nie wierzę! To nie możliwe… - Harry siedział na fotelu nie mogąc się ruszyć.
- To prawda. Harry… Jestem twoją matką chrzestną. Po tym jak twoja matka… Twój ojciec… Jak oni zginęli znienawidziłam cię! Kochałam Lily, a ty mi ją przypominasz. Przypominasz mi ją swoimi oczami. Przypominasz mi ojc…
- To nie prawda… - przerwał jej niegrzecznie Harry, patrząc na ciotkę. W jej oczach szkliły się łzy.
-Wyjdź! Nie chcę cię widzieć! - krzyknęła ciotka i popłakała się jak małe dziecko. Harry wstał i wziął książkę. Spojrzał na ciotkę i wpadł na pomysł. Stanął z tyłu i wyciągnął różdżkę szepcząc zaklęcie. Ciotka uniosła się do góry.
- Czy prawdą jest, że Harry Potter jest twoim siostrzeńcem? - zapytał patrząc uważnie na ciotkę. Zaklęcie Prawdy nigdy go jeszcze nie zawiodło.
- Tak. Jest moim siostrzeńcem – powiedziała pustym głosem z oczami w przestrzeni.
- Czy prawdą jest, że jesteś jego matką chrzestną? – Harry`emu zadrżał głos i ręce mu się spociły.
- Tak. Jestem jego matką chrzestną - tym razem Harry był pewny. Ciotka nie kłamała. Chłopak wymruczał przeciw zaklęcie i wyszedł z pokoju, niosąc pod pachą księgę.

***

W poniedziałek rano Hermiona obudziła się pierwsza i spojrzała przez okno. Był piękny, słoneczny dzień. Harry słodko spał.
„Co go tak wzruszyło w sobotę?” Gdy Harry wszedł do pokoju po tak ciężkiej rozmowie w sobotę wieczorem, nie chciał powiedzieć rozbudzonej Hermionie co się stało. W niedziele też uparcie milczał.
Hermiona zeskoczyła z łóżka i stanęła nad nim. Westchnęła. Harry otworzył oczy.
- Hermiona? – wziął wdech. - Czemu nie śpisz? – zapytał zaspanym głosem.
- Zastanawiam się kiedy jedziemy.
- Gdzie? - Harry nie wiedział o co chodzi. W końcu sobie przypomniał. - Na Pokątną? Możemy nawet teraz. Weź tylko listę książek. Ja idę zrobić śniadanie - szybko wstał, wciągając spodnie.
Hermiona złożyła granatową bluzkę i jasno-niebieską spódnicę w kwiaty. „Niech Cho nie myśli że jak pochodzę z mugolskiej rodziny to nie umiem się ładnie ubrać!”
Dziewczyna wzięła listę i poszła do kuchnia na śniadanie przygotowywane nieudolnie przez Harry`ego. Pomogła mu kroić chleb. Harry wyjął jakieś masło i żółty ser.
Gdy w końcu się godnie posili, chłopak podszedł do szafki i wyjął jakieś kartki.
- Ciotka kupiła mi je żebyśmy mogli pojechać do Londynu. Autobusem – powiedział przyglądając się dziewczynie, która popijała herbatę.
- Dobrze. Jedziemy? Idę tylko po listę książek. Leży na górze – powiedziała i zanim Harry zdążył zareagować, Hermiona była już na schodach.
Weszła do pokoju i wzięła z łóżka kopertę z listą. Nieoczekiwanie wzrok jej przykuł papier leżący na podłodze. Podniosła go. Był to list. Kolejny list od Cho Chang.


Ready for the big time, ready for the small
Whatever's comin' to me, I'll be ready for it all
Sometimes it ain't easy, sometimes its not polite
Some days I don't get it, some days I get it right


Hermiona wzięła wdech. Znowu nerwy. Rozłożyła pogięty pergamin. Zobaczyła to pochyłe pismo tak wyraźnie jak ostatnim razem, gdy się pokłócili z Harry`m.

„…zrozum! Ona tylko udaje! Tu nie chodzi o nią, tylko o ciebie. Nie wierzę, że zapomniałeś tą noc nad jeziorem. Nie wierzę, że zapomniałeś o mnie! …”


Hermiona czytała słowo po słowie, jakby krok po kroku stąpała po rozżarzonych węgielkach. Harry nie mógł, ale… To była jego dziewczyna. Hermiona usiadła na łóżku, gdyż zakręciło jej się w głowie.

„…nie musisz od razu tak gwałtownie. Powiedz jej, że nie jesteście dla siebie stworzeni. Harry! Jak nigdy nie kochałam Cedrika. Przypomnij sobie jak mnie zapraszałeś na bal. Ja chciałam naprawdę z tobą pójść!
Wiesz… Spotkajmy się jednak w poniedziałek. Jedna kłótnia z nią nie znaczy, że ją odrzucasz. Czekam na ciebie w lodziarni. Wiesz w której. Tam gdzie zawsze. Tam gdzie wymykaliśmy się z lekcji. Tam gdzie zawsze będę ciebie wspominać. Tam gdzie…
Wiesz co!
Pamiętam.
Cho”


Lis był napisany bardzo starannie. Hermiona, gdy czytała „…tam gdzie wymykaliśmy się z lekcji…”, nie wytrzymała i znowu się popłakała. Przez kolejny list.
„Dlaczego? Czemu on jej odpisał?!?” Pomyślała i rzuciła list na swoje poprzednie miejsce. Głośny szloch rozerwał je gardło. Poszła więc do łazienki, aby się uspokoić.
„Po co nam zaklęcia, skoro cierpimy!?!” Szepnęła siedząc w łazience. Hermiona oparła głowę o kolana i słuchała. Po schodach ktoś wesoło i energicznie wchodził. Tak. To był on. Harry wpadł do pokoju i zobaczył, że nic nie wskazywało obecności Hermiony w sypialni.
- Hermi! Gdzieś się schowała? Niedługo mamy wyjazd metra…
„Tak! Ta… Metro ci odjeżdża i nie zdążysz na randkę!”
- Chłoszczyść… - szepnęła kierując różdżkę na swoją twarz. Ślady płaczu zniknęły. Wyszła z łazienki w ramiona Harry`ego.
- Szukałem cię! - fuknął z wyrzutem.
- Musiałam pójść do toalety – powiedziała nie dając po sobie nic poznać. Harry uśmiechnął się i pogłaskał ja po policzku. Hermiona poczuła jak ta ukochana ręka parzy ją w twarz. Odsunęła się pod pretekstem wzięcia koperty ze spisem rzeczy. Harry spojrzał na nią uważniej.
- Coś się stało?
- Nic – wyświszczała przez zamknięte zęby. „To ten ‘romantyczny’ list go tak wytrącił z równowagi w sobotę. No bo co innego jak Chang rozpamiętuje TAKIE rzeczy?”


21.NIE PRZEIWDZIANE CZ.2


W autobusie sytuacja nie poprawiła się zbytnio. Hermiona siedziała koło okna, a Harry, z charakteru wykapany tatuś, przyglądał się blondynce z gazetą, która siedziała naprzeciwko ich siedzeń. Mijali właśnie Park Podmiejski, kiedy chłopak coś sobie przypomniał.
- Znasz może książkę „Księgę Zaklęć Aurora”? - zapytał szeptem, ze względu na siedzących mugoli, Hermionę, która dziwnie milcząca, kręciła sobie róg spódnicy, odpowiedziała rozkojarzona.
- Co…? A nie… Nie znam – powiedziała, odwracając z powrotem twarz do okna. Harry czuł, że coś jest nie tak. Przytulił ją.
„Może poświęcałem jej za mało uwagi ostatnio? Ach ta Chang! PO CO JA JEJ ODPISYWAŁEM? Teraz wszystko będzie na mnie! Zaraz… Gdzie ja położyłem ten list?” Pytanie za pytaniem. Zero odpowiedzi.
Hermiona spojrzała na niego, gdy ten objął ją ramieniem. „Czy mu naprawdę na mnie zależy? Ale ja go tak… Tak mocno go kocham…” Myślała tuląc się do niego. Blondynka z siedzenia na przeciwka zmieniła pozycję zgrabnych nóg i prychnęła kpiąco, patrząc z byka na Hermionę.
Ta jednak oglądała znowu krajobraz za oknem, przytulając się do Harry`ego…
Po chwili autobus zatrzymał się, a Harry podniósł się, ciągnąc za sobą Hermionę.
- To nasz przystanek! Chodź… - powiedział i na oczach wabiącej go blondynki, musnął młodą czarownicę ustami, obejmując ja w pasie.
Blondynka spojrzała na chłopaka i gwałtownie wstała. Teraz było widać jak krótką miała spódnicę i jak głęboki był dekolt w jej bluzce.
Hermiona i Harry wyszli, trzymając się za rękę. Byli teraz stanowczo dalej od kłótni niż rano. Szli, śmiejąc się z Malfoya.
- Ach… Patrz! Chodźmy tam! – powiedziała i pociągnęła Harry`ego do największego placu zabawa w Londynie, gdzie roiło się od mamuś z dziećmi i psów, których wyczerpywał upał. Blondynka, która siedziała w autobusie przestała go interesować. Dla Harry`ego nie istniała i szybko wyrzucił ją z pamięci. A niesłusznie! Szła właśnie za nimi wolnym krokiem, patrząc krytycznie na Hermionę i ściągając na siebie wzrok mężczyzn, chłopaków i dziadków w okolicy. Hermiona spojrzała za siebie nerwowo, gdy biegła. Natrafiła prosto na zimne oczy pudrowanej blondynki.
- Hermi! Zająłem ci huśtawkę! – krzyknął Harry. Hermiona podeszła i mruknęła coś w stylu „Właśnie widzę…” Harry pokazywał jej huśtawkę, na której siedział. Hermiona nie wiele myśląc siadło mu na kolanach trzymając się łańcuchów. Hermiony objął ją w pasie i mocno przytulił. Hermiona lekko machała nogami w powietrzu, nie zauważając blondynki, która siedziała na ławce nie opodal.
Gdy Hermiona myślała co ją czeka z Cho, coś poczuła. Buty na obcasie grzęzły jej w piasku, jednak postanowiła się odkręcić.
- Harry… Oh… Harry… - powiedziała przytulając go i patrząc mu w oczy.
- Ja nie chciałem odpisywać… Naprawdę! - Hermiona nie bardzo rozumiała, ale wytarła mu zapłakaną twarz.
- Nic… Ciii… To nie ma znaczenia… Ona i tak już czeka… Harry… Spokojnie. Nic się nie stało. Nic wielkiego. Pokonamy je. Pokonamy ich wszystkich. Pokonamy Voldemorta, pokonamy ich… - Harry płakał, a z jego kryształowo zielonych oczu wylewały się kolejne łzy. Hermiona przytuliła go mocno, kryjąc twarz w jego bluzce.
- Kochmcie - szepnął chłopak nie wyraźnie i spojrzał ponad nią. W tym momencie oblał go zimny pot, a łzy natychmiastowo zniknęły z jego twarzy.
Zobaczył na pięknym, słonecznym placu śmierciożerce. Dlaczego on jej nie poznał wcześniej? To było widać. Kolejne osoby ucierpią za niewinność. Harry wyjął różdżkę starając się, aby Hermiona nic nie zauważyła. Ta jednak odchyliła się i spojrzała na niego zdziwiona.
- Nie rób mi krzywdy… Proszę… - Harry jednak szepnął, że nie oto chodzi.
- Kocham cię Hermi. Przytul się i udawaj, że nic nie wiesz o tym, że wyjąłem różdżkę - Harry przypomniał sobie strukturę zaklęć Niewerbalnych. „Jak ją unieszkodliwić? Zaraz…”
- Evanesco! Ministerstwo Magii! - mruknął, a postać zniknęła. Harry uśmiechnął się.
- Już. Nie ma jej. Teraz została przeniesiona do Ministerstwa Magii. Aurorzy się nią zajmą - Hermiona oderwała się od Harry`ego i spojrzała na niego zdziwiona.
- Kim?
- Śmierciożercą.
- Co!?! Tu był śmierciożerca?
- Tak. Evanesco szybko ja załatwiło – powiedział dumnie.
- Ją? Evanesco? Nic nie rozumiem…
- To ta blondynka z autobusu - Hermiona wyglądała na bardzo zaskoczoną. Harry wyjaśnił jej, że gdy podniósł głowę ujrzał znak wyraźnie na lewym przedramieniu.
- Chodźmy na to głupie spotkanie - powiedziała po chwili milczenia Hermiona, na co Harry wyraźnie zmarkotniał.
- Musimy! Chodź i miejmy to za sobą…! – powiedziała bardzo przekonywująco i wstała. Harry wstał, ociągając się.
- To już nie ma znaczenia, że jej odpisałeś. To już nie ważne. Ja wiem co ona chce – powiedziała po chwili milczenia Hermiona, idąc w stronę „Dziurawego Kotła” patrząc w ziemię i szurając nogami.
- Hej! Uśmiechnij się! Mnie nie obchodzi, co chce Chang! Ja z nią chodziłem i to już było i minęło… Naprawdę, nie rozumiem… - Harry zatrzymał się i spojrzał na Hermionę.
- Nie rozumiem jak ludzie mogą się zmieniać. Nie obchodzi mnie już nikt oprócz ciebie – Harry stał i patrzył w przejrzyście jasne oczy Hermiony. Ludzie ich mijali, śpiesząc się do pracy, albo na poniedziałkowe zakupy. Jedna starsza pani, która szła opierając się co chwila o laskę, spojrzała na Harry`ego i Hermionę wzrokiem pełnym zaskoczenia. Miała piękne niebieskie oczy i miłą twarz. Po chwili stanęła i przysłuchiwała się rozmowie.
- Ja wiem, że ona cię nie obchodzi, ale co to ma w ogóle znaczyć? Po co pisałeś do niej listy? Nie znasz jej!?! Teraz to się zacznie do ciebie migdalić – Hermiona syknęła z bólu, bo jakiś pan szturchnął ją łokciem w brzuch.
- Hermiono przestań! Ona nie jest taka. Zmieniła się, ale nie wepchnie mi się do łóżka! Kłamie… I co z tego?
- Nic… Przecież jak kłamie to jest święta! Brać z niej przykład! - Hermiona zacisnęła usta, żeby nie rozpłakać się z przykrości.
- Nie. Ja z tobą już nie mogę. Przecież to ty mnie obchodzisz a nie ona! Nie rozumiesz tego? - Harry patrzył na twarz Hermiony i nie mógł jej poznać. „To ty się zmieniłaś… Nigdy taka nie byłaś… Nigdy nie byłaś zazdrosna. Przecież wiesz jak jest” przekonywał w myślach dziewczynę, jednak nie odważył wypowiedzieć się głośno.
- Rozumiem - przerwała mu rozmyślania i poszła dalej. Harry ruszył za nią, ale zatrzymał ją krzyk starszej kobiety.
- Przepraszam! – Hermiona zatrzymała się również i spojrzała z chłopakiem na starszą panią.
- Czy… Eee… To ty jesteś Harry Potter? Syn Lily i Jamesa? - zapytała wzruszonym głosem staruszka. Pełne zaskoczenie. Hermionę zdziwiła ta sytuacja bardziej niż śmierciożerca w parku. Harry złapał z nerwów dziewczynę z rękę, zapominają o kłótni. Hermiona poczuła jego gorącą i spoconą dłoń.
- Tak. A… A bo co? - staruszka złapała się za serce. Hermiona podbiegła do niej.
- Wszystko w porządku?
- Tak… Harry… Ja… Ja jestem Elizabeth Meadsow – Harry spojrzał na nią zaskoczonym wzrokiem.
- Przykro mi. Nie znam pani.
- Dorcas Meadsow to moja córka, a najlepsza przyjaciółka twojej mamy – po plecach przebiegła chłopakowi kropelka zimnego potu. Harry po tych słowach spojrzał na Hermionę. Ta jednak przyglądała się pani Elizabeth.
- Ja mam coś, co Dori na pewno chciałaby dać Lily, ale… Ona nie żyje, twoja mam też… Więc dam to tobie. Zapiszę mój adres i przyjedźcie jutro po południu - pani Elizabeth Meadsow wyjęła kartkę i napisała parę słów, poczym powiedziała kulturalnie do widzenia i odeszła, opierając się o laskę. Harry włożył kartkę do spodni i spojrzał na dziewczynę.
- Jak na początek wakacji to za dużo wrażeń. Chodźmy, bo Chang już pewnie czeka - Hermiona już bez żadnego „ale” wzięła go za rękę. Ten przytulił ją i ruszyli w nieodwiedzaną przez mugoli uliczkę, aby po chwili wejść do zapchanego baru.



22.TO JAK BĘDZIE?


Gdy Hermiona i Harry przeszli tajemnym przejściem, rozejrzeli się i zobaczyli zapchaną Ulicę Pokątną.
- Mógłbym tu przyjeżdżać codziennie…
- Ja też. Tylko nie chciałabym się codziennie spotkać z Chang - powiedziała Hermiona i wzięła Harry`ego za rękę jak mała dziewczynka.
Gdy szli kolorową uliczką i zapomnieli o bożym świecie, Hermiona spostrzegła Chang. Dziewczyna stała pod sklepem i oglądała szatę wyjściową. Harry też zauważył swoją koleżankę.
Cho ubrana była w sukienkę i kozaki. W ręku trzymała napój. Widać, że chciała zrobić na Harrym wrażenie, gdyż bardzo ładnie wyglądała.
Harry doszedł z Hermioną do niej i bez żadnych ceregieli przywitał się.
- Cześć Cho! – Chang wzdrygła się i okręciła.
- O cześć Harry… - powiedziała i uśmiechnęła się promiennie. Dopiero po chwili zauważyła, że koło niego stoi Hermiona.
- Cześć Grang… Hermiono – Hermiona uśmiechnęła się. Mina Chang wyraźnie mówiła „Co za idiotka tu stoi…” jednak sama Cho się nie odezwała.
- Co chciałaś? Nie mam za bardzo czasu. Jesteśmy bardzo zajęci z Hermioną.
- Harry musimy poważnie porozmawiać – powiedziała Cho ignorując Hermionę, która teraz objęła Harry`ego i patrzyła prowokującym wzrokiem na buty Chang.
- Może chcesz się napić? – Harry kiwnął głową. Chang podała mu butelkę.
- Od tego chodzenia chce mi się pić… - powiedział chłopak i wziął łyk mrożonej herbaty.
- Porozmawiajmy… - Cho zbliżyła się o dwa kroki do Pottera.
- Przecież rozmawiamy… - Hermiona podniosła głowę. Głos Harry`ego się zmienił. Chłopak starał się, aby nic nie było po nim widać jednak… „Ona mu coś dosypała do tej herbaty czy co?” Hermiona przyjrzała mu się bacznie spoglądając co chwilę na Cho. Jednak ani Harry ani Cho nie wiedzieli jak czuje się Hermiona. Ona czuła. Czuła, że coś tu jest nie tak… Ktoś ją oszukuje i nabiera.
Nie chciała znowu się kłócić. Trzymała rękę Harry`ego i spoglądała na Cho, jakby nic się nie stało.
- Harry.… Ja nie chcę żebyś myślał, że ja ci się narzucam… Myślałam, że jak Parvati…
- Ty nie myśl za dużo, bo się kiedyś przegrzejesz! – krzyknęła Hermiona. Jednak wtedy zdarzyło się coś dziwnego…
Harry wyjął dłoń Hermiony ze swojej i podszedł do Cho. Ta spojrzała swoimi dużymi oczami w jego oczy…
- Zaraz wracamy… - powiedział Harry do zdziwionej panny Granger, podkreślając dwie ostatnie literki, dając do zrozumienia, że idą tylko we dwójkę. Chang odeszła z Potterem w stronę lodziarni, a Hermiona została sama. Znowu została sama… Sama. Poczuła się odrzucona, samotna. „Harry, gdy odchodził miał taki błysk w oku…” – pomyślała.
Stała i patrzyła w drogę przed sobą. Włosy zasłoniły jej twarz. Ludzie mijali ją jednak ona zdawała się ich nie zauważać. Stała sama, bieda, smutna i opuszczona… „Nie mam już siły płakać. Nie mogę…”
Gryfonka, siedemnastoletnia dziewczyna, która za rok kończy szkołę, która zawsze wiedziała co zrobić, teraz nie wiedziała co zrobić ze swoim życiem. Dziewczyna ruszyła przed siebie i doszła do lodziarni, gdzie siedziała Cho i Harry. Śmiali się w najlepsze. Hermiona gdy usłyszała, że ją wołają do siebie okręciła się, potykając o chodnik. Gdyby nie to, że ktoś ją złapał, upadłaby. Hermiona podniosła oczy i ujrzała chłopaka nie mogącego mieć więcej niż dwadzieścia lat. Uśmiechnęła się i uciekła. Harry spojrzał ze zdziwieniem na Cho, a następnie na tego chłopaka. Uśmiechnął się i zaczął dalej rozmawiać z Cho, nie martwiąc się wcale o Hermionę. „ Trzeba tylko z Chang się dogadać! Będzie dobrze.”
Hermiona tym czasem biegła ulicą, aż zobaczyła wyjście z Pokątnej.
Dziewczyna wyszła na słoneczną ulicę w Londynie i usiadła na najbliżej stojącej plastikowe ławce, chowając twarz w dłonie. Trzeba to przemyśleć.

You gotta be out there
You gotta be somewhere
Wherever you are
I’m waiting…
Cause there are these nights when
I sing myself to sleep
And I’m hoping my dreams bring
You close to me
Are you listening?
Hear me I’m crying out
I’m ready now
Turn my world upside down
Find me
I’m lost inside the crowd
It’s getting loud
I need you to see
I’m screaming for you to please


Hermiona podniosła głowę i ukazała Londynowi zapuchnięte oczy. Wstała, lecz gdyby nie przytrzymała się barierki upadłaby. Od słońca zakręciło jej się w głowie, a strasznie powoli zachodziło tego wieczoru.
Hermiona poszła na przystanek sprawdzić odjazd autobusu na Privet Drive. „Najwyżej wrócę sama…Ja już z nim nie mogę. Po co on zaczepia Cho?”
Hermiona została pozbawiona uczuć. Już nie czuje złości. Nie czuje smutku, ani rozpaczy.



23.MINISTERSTWO MAGII.


Hermiona weszła do domu na Privet Drive 4. Zastała ciemne okna i zamknięte drzwi.
- To żaden problem dla mnie. Alahomora! – zamek kliknął i drzwi były już otwarte.
„Jesteśmy u Marge. Wracamy za dwa tygodnie” głosił napis koło telefonu. Hermiona westchnęła i weszła do pokoju Harry`ego, czując jego perfumy. Gdy się rozejrzała, zobaczyła Hedwigę dziobiącą mysz. Dziewczyna wzdrygła się i weszła głębiej. Rzuciła kopertę z listą książek, którą miała w kieszeni. Nic nie kupili. Nawet pióra.
Gdy minęła biurko zobaczyła list. Ten sam, który czytała rano. Dopiero teraz ogarnęła ją furia. Dziewczyna rzuciła się na regał z książkami. Wysypała wszystkie, jednocześnie tłucząc ozdobne figurki stojące koło nich.
Gdy się trochę uspokoiła, postanowiła wziąć prysznic.
Niecałe pół godziny później, gdy weszła do pokoju spojrzała na zegarek. Dochodziła dwudziesta druga. Harry`ego nie było. Hermiona spokojnie wzięła pergamin i zaczeła pisać list…


„Harry…
Tęsknie… Gdzie jesteś?
Wróć… Nie mogę dłużej tak.
Hermiona”



Dziewczyna podała list Hedwidze i otworzyła okno. Ptak wyleciał, trzymając list w dziobie, a Hermiona położyła się sama do łóżka.
W domu panowała cisza.
Zbliżała się dwudziesta trzecia. Za oknem przeleciała sowa, trzymając jakiś mały liścik. Hermiona właśnie przekręciła się na łóżku, a sowa zawróciła. Teraz siedziała na parapecie i stukała nóżką w okno. Hermiona przebudziła się gwałtownie. Rozejrzała się po pokoju i ze smutkiem stwierdziła, że nie ma Harry`ego. W kącikach jej oczu zaszkliły się łzy. Gdy rozejrzała się po ciemnym pomieszczeniu zobaczyła kształt za oknem. Sowa.

„Hermiono! Przyjeżdżaj jak najszybciej do Ministerstwa Magii.
Ron”


Hermiona zerwała się na równe nogi. Po dziesięciu minutach siedziała już w Błędnym Rycerzu, kierującym się w stronę Londynu.


***

Gdy wpadła do ministerstwa zobaczyła tłum ludzi. Każdy kręcił się rozgorączkowany, a szepty i głośne rozmowy unosiły się w powietrzu jak stado szerszeni. Hermiona podbiegła do recepcji, gdzie stał Ron rozmawiający z tatą. Biegnąc do nich widziała mnóstwo znajomych twarzy… Lee Jordan, Alice Spinnet, Neville Longbotton… Dobiegając do Rona i pana Weasleya, zauważyła, że je kolega miał rozpalone policzki i wyglądał jakby przeżył mocny szok.
- Co się stało? – zapytała Hermiona dobiegając do nich i kierując na siebie spojrzenia najbliżej stojących ludzi.
- Hermiona! Amanta Rokwood została schwytana! Rozumiesz!?! To w niej był siódmy horkruks!! Dusze Voldemorta… Dumbledore zniszczył wszystkie sześć, został tylko jeden.
- Co!?! – Hermiona wyglądała na zaskoczoną, jednak Ron wrzeszczał nadal.
- Ona była żoną Rokwooda z Departamentu Tajemnic! Była siostrą stryjeczną Toma Riddla, ojca Sam-Wiesz-Kogo! To w NIEJ był ostatni horkruks! – krzyczał rozgorączkowany Ron. Pan Weasley stał obok.
- Dlaczego tu jest tyle ludzi? - zapytała Gryfonka, na co Pan Weasley powiedział:
- Jego już nie ma. Sam-Wiesz-Kto nie żyje… - mruknął, spoglądał na Hermionę.
- Nie wierzę! Kto go zabił?
- Snape – Hermiona usiadła na posadzce. „To nie możliwe! A przepowiednia…?”
- Severus był jego wiernym sługą, ale… Dopóki… Dopóki nie znalazł pewnego listu. Listu swojej matki do niego. Miał go otrzymać, gdy ukończy Hogwart, jednak tak się nie stało. Snape znalazł list w domu Rokwoodów, na strychu, gdy robił rewizje dla Sam-Wiesz-Kogo, chciał zdobyć jakieś cenniejsze rzeczy. Pewnie wyrzuciłby list, jednak był on cały krwistoczerwony, co przykuło jego uwagę.
- Co tam pisało? - spytała się Rona. Ten kiwnął głową, że nie wie. Po chwili odezwał się Pan Weasley.
- Eee… Tam było cos takiego…- wyjął kopię listu, którą posiadali wszyscy pracownicy ministerstwa.

„Synku!
Kiedy będziesz czytał ten list, mnie już nie będzie na tym świecie. Muszę uciekać. Coraz częściej kłócę się z twoim ojcem, a on przyłączył się do Riddla i… Jestem w śmiertelnym nie bezpieczeństwie. Zostawię ten list u mojej siostry, Amanty, gdyż tam będzie bezpieczny. Boję się o ciebie, jednak nie mogę cię wziąć ze sobą, gdyż on i ciebie zabije. Mnie już raz próbował. Muszę uciekać.
Kocham cię synku!
Mama”


Hermiona szybko przeczytała list. Zbladła i przygryzła wargę.
- Zemsta…? - zapytała cicho. Ronald kiwnął głową.
- Amanta Rokwood wiedziała co grozi matce Snape`a. Chciał go pogrążyć, bo sama nie miała dzieci i była bardzo zazdrosna… Dlatego siódmy horkruks znajdował się w niej. Uczuciami była taka sama jak Sam-Wiesz-Kto. A Snape… Snape zrozumiał wreszcie, o co w tym wszystkim chodziło. Przepowiednia dotyczyła jego.
- Ale skoro Amanta była siostrą stryjeczną Voldemorta, a matka Snapea była jej siostrą to… To Snape był spokrewniony z Voldemortem… - myślała rozgorączkowana Hermiona. Nie zwróciła uwagi na Rona, który dostał czkawki, gdy wymówiła imię „Voldemort”.
- To Snape zabił własnego stryjka!?! – pan Weasley spojrzał na nią dziwnym wzrokiem. „O tym nie pomyślałem!”
- Hermiona! Masz racje… Przepraszam! – krzyknął i wybiegł to sąsiedniej sali. Hermiona została z Ronem. Nie mogła uwierzyć, że Voldemorta już nie ma. To było zbyt piękne, ale i tak nie prawdopodobne…
- A co z Rokwood? Zabiją ją?
- Już to zrobili – powiedział Ron bardzo spokojnie. Hermiona nagle zbladła.
- Ron… Gdzie jest Harry? – ku jej wielkiej uldze chłopak się uśmiechnął.
- Jest na przesłuchaniu. To on złapał Amante Rokwood. W parku, jak szliście na zakupy. Nie miałem czas dokładnie z nim pogadać. To było tylko tak przelotem. Musiał iść szybko na przesłuchanie.
- Aha. A co ze Snape`em? – Hermiona znowu poczuła złość na Harry`ego i na Cho. Nie chciała jakoś wspominać o tym Ronowi w chwili obecnej.
- Snape… Snape stwierdził, że jak zabije Voldemorta to już…
- To co?
- To już nie ma wrogów i postanowił znaleźć sobie żonę. Teraz jest gdzieś w Egipcie.
- Co!?! - Hermionie nagle zachciało się śmiać. Jej piękny, srebrzysty śmiech odbił się po korytarzu, aż parę osób przestało rozmawiać i spojrzało na nich ciekawie. Ron na początku się rozejrzał po korytarzu, a potem zerknął na Hermionę i zaczął się z nią śmiać.
Dopiero po chwili oboje się uspokoili. Ron spojrzał na swoją przyjaciółkę jeszcze raz i poczuł, że się zarumienił. Hermiona była bardzo ładną, siedemnastoletnią dziewczyną, którą nie interesowały kosmetyki i „zaliczanie” chłopaków.
- Ja też w to nie mogłem uwierzyć! Wyobraź sobie tylko: Snape z babą! Co z horror! A wiesz, że Lucjusz Malfoy… Że on zabił… - Ronald zaczął się jąkać. Hermiona usiadła.
- Dość wrażeń. Kogo? – Hermiona spojrzała uważnie na Rona. Ten nagle się zarumienił.
- Swoją żonę, Narcyzę. Żal mi Dracona… - Hermiona cicho pisnęła. Jednak nie zdążyła odpowiedzieć, bo wrócił pan Weasley. Był uśmiechnięty.
- Idźcie dzieciaki do bufetu na kubek kakao. Jest już bardzo późno. Poinformowałem już o koligacjach rodzinnych Ministra Magii – pan Weasley wyglądał na bardzo z siebie zadowolonego. Hermiona wstała i ruszyła z Ronem do bufetu. Było tam bardzo cicho. Usiedli przy odrapanym stoliku, gdy podeszła do nich kelnerka. Była to młoda, otyła szatynka o miłym spojrzeniu. Dochodził druga w nocy.
- Co podać? – zapytała słodkim głosem kierowanym głownie do Rona.
- Poprosimy dwie herbaty - odpowiedziała Hermiona nie zważając, że kelnerka utkwiła w niej jadowite spojrzenie. Szybko spisała zamówienie i odeszła.
- Co słychać u Luny? - zapytała Hermiona zakładając ręce na piersiach i patrząc krzywo na odchodzącą kelnerkę.
- A mieszkała u mnie w domu. Mama ją bardzo polubiła, choć była u nas po raz pierwszy i wcześniej się nigdy nie widziały.
- To miło. Ron wiesz, że Harry… - Hermiona przerwała, bo do baru wszedł jakiś czarodziej i podszedł do lady. Ron nachylił się bliżej i zapytał:
- Że co Harry?
- Harry spotkał się dziś z Cho. Ja się boję, że oni jednak coś do siebie czują – stwierdziła z obawą Hermiona. Nagle podeszła do nich gruba kelnerka i postawiła filiżanki z herbatą. Uśmiechnęła się kpiąco i odeszła. Ron nachylił się ponownie i powiedział:
- Zdaje ci się. Jakby tak było to nie ty byłabyś u niego w domu, a ona. Z resztą Harry zawsze wie co dla niego najlepsze – uśmiechnął się Ron i pogłaskał Hermionę po dłoni, leżącej koło filiżanki. Ta uśmiechnęła się blado i nagle spojrzała na drzwi. Stał w nich jej chłopak. Spoglądał dziwnym wzrokiem na ich dłonie, leżące na sobie. Nagle niewiele myśląc odkręcił się i wyszedł. Hermiona już zaczęła wstawać, aby z nim pobiec, jednak Ron stwierdził:
- Zawsze zrobię coś co komuś musi zaszkodzić – te słowa przywołały dziewczynę do porządku. - Hermiono, pamiętaj. On wie, co jest dla niego najlepsze.
- Ron. Ja czekałam na niego bardzo długo jak siedział w kawiarnia z Cho. W nocy też nie mogłam zbytnio spać. Myślałam, że on już będzie u niej nocować, jednak… Wszystko wyjaśnił twój list. Ja myślałam, że oni się kochają, a ja jestem ta „trzecia”…

Przecież w marzeniach miało być lepiej.
Ale my tworzymy świat, w którym ktoś oblicza czas....
Może po drugiej stronie jest lepiej.
Ale my wierzymy wciąż, że nad nami czuwa los...


24.KOCHAM JĄ…


OSIEM GODZIN WCZEŚNIEJ:

Harry zostawił Hermionę samą przed sklepem. Nie wiedział czy dobrze robi. Jej wybuchowy charakter mógł przeszkodzić w poważnej rozmowie z Cho. Jednak Harry postanowił zostawić ja samą. Ruszył z Cho przed ich ulubioną lodziarnię. Usiedli i zamówili po pucharku lodu.
- Bleee… Wygląda jak gówno – mruknęła Cho. Harry wybuchnął śmiechem widząc jej minę. Po chwili Chang zaczęła się również śmiać. Nagle chłopak zauważyła Hermionę stojącą i przyglądającą się im.
- Hermiona! Choć tu do nas! – krzyknął Potter. Ta jednak cofnęła się wystraszona, potykając się o chodnik.
- O Michael! To mój brat cioteczny! – krzyknęła wesoło Cho. Chłopak miał około dwudziestu lat, piękne brązowe oczy i czarne włosy. Złapał Hermionę, aby ta nie upadła. Harry spojrzał najpierw na Cho, a potem na Hermionę. Uśmiechała się i przytulała do tego całego Michaela! Harry uśmiechnął się znowu do Cho. „Głupia zazdrość!” Pomyślał. Panna Granger zresztą wyrwała się z jego ramion i zniknęła za rogiem ulicy.
- Słuchaj… Nie chcę, aby ktoś przeszkadzał mi i Hermionie w te wakacje – zaczął Harry. Cho mu przerwała.
- Wiem, ale…
- Hermi mieszka u mnie w domu. Kocham ją i na pewno tego nie zmienisz.
- Harry, ja…
- Ona też mnie kocha. My nie chcemy mieć wrogów, ale przyjaciół. Nie mnóż problemów.
- Tak, no ale…
- Nie pisz do mnie. Ja nie chcę żebyś wysyłała mi takie listy jak ostatnio. Nie nakłaniaj mnie żebym z nią zerwał, bo i tak tego nie zrobię – Cho mocno się zarumieniła.
- Przepraszam. Harry…
- Słuchaj Cho. Znajdź sobie innego chłopaka. Ja już chcę zamknąć ten rozdział z mojego życia, gdy chodziłem z tobą.
- Rozumiem, że… - Cho próbowała mu przerwać już nie wiadomo, który raz. Harry był nie ugięty.
- Cho. Koniec z tym wszystkim. Zachowuj się tak jak wcześniej. Nie pisz mi bez sensownych listów i nie rób mi scen o nie wiadomo co. Jak będziesz zachowywała się jak jędza to cię z Hermioną znienawidzę.
- Dobrze – Harry uśmiechnął się i wstał.
- Do zobaczenia w szkole – mruknął podając jej dłoń. Policzki Chang były jeszcze zarumienione ze wstydu.
Harry odszedł nie śpiesząc się zbytnio i zastanawiając się gdzie jest teraz Hermiona. A Hermiona właśnie wsiadała do autobusu.
Harry minął sklep z szatami czarownic z Lowinbreage, skręcił w uliczkę gdzie znajdowało się wyjście.
Gdy podniósł głowę, nie patrząc już na chodnik, ujrzał dwóch wysokich i bardzo poważnych czarodziej z naszywką na kołnierzu. Byli to strażnicy wrót Ministerstwa Magii.
- Pan Harry Potter? – zapytał jeden z nich. „Wygląda jakby kij połknął…” pomyślał Harry.
- Tak… A bo co?
- Został pan zatrzymany na polecenie Ministra Magii – mruknął drugi wyjmując jakiś urzędowy list. Harry spojrzał zdziwiony. Ci „panowie” wzięli go pod ramię i zaprowadzili do najbliżej stojącej budki telefonicznej.
Po niespełna trzech minutach Harry znajdował się w ministerstwie. Był tam tłum ludzi, który nieustannie się zwiększał. Harry został „przepchnięty” przez to zbiorowisko do jakiegoś ładnego gabinetu. Gabinetu Ministra Magii.
- Witaj Harry! - rzekł „szef” świata czarodziei.
- Dzień dobry… - przywitał się chłopak nie pewnie.
- Postanowiłem cię tu sprowadzić, aby zadać ci kilka pytań. Czy znasz tą panią? – zapytał miłym głosem pokazują zdjęcie kobiety, która jechała z nim w autobusie, a potem śledziła jego i Hermionę.
- Tak. To znaczy nie… Ja ją widziałem. Ona śledziła mnie i moją dziewczynę jak jechaliśmy na zakupy. Jak byliśmy na placu zabaw to zobaczyłem na jej przed ramieniu Mroczny Znak. To ją tu wysłałem.
- Harry… Ty właśnie unieszkodliwiłeś największego sprzymierzeńca Sam-Wiesz-Kogo - powiedział Minister. Harry wytrzeszczył oczy. Nagle w gabinecie rozległ się huk i zajaśniało światło bijące od godnego zaufania starca…

****


Dumbledore zasapany usiadł.
- Udało się… Pokonałem go… - wyszeptał, dysząc na krześle. Minister Magii zerwał się.
- Udało się!?! To cudownie!!! Muszę natychmiast poinformować prasę i moich współpracowników! – krzyknął i szybko wybiegł ze swojego gabinetu zostawiając Harry`ego z Dumbledore`em samych. Staruszek uśmiechnął się dobrotliwie. Harry spojrzał na niego ciekawie.
- Pewnie domyślasz się co zdarzyło się niespełna dziesięć minut temu, co, hę?
- Nie bardzo… - mruknęła zakłopotany Harry. Dyrektor uśmiechnął się.
- Zabiłem Voldemorta, a ostatni horkruks zostanie za chwilę zniszczony – powiedział pogodnie, a Harry zerwał się zaskoczony. „To nie do uwierzenia! Świat czarodziei jest wolny!” pomyślał i uśmiechnął się zarumieniony z emocji do Dumbledore`a.

***

Po trzech godzinach rozmowy z dyrektorem, Harry został wyrwany z gabinetu ministra przez jednego z aurorów.
- Chcielibyśmy abyś opowiedział nam dokładnie o śmierciożercy w parku – rzekł i zaczął prowadzić go do jakiegoś gabinetu. Harry szedł posłusznie za nim, mijając korytarz główny. Czarnowłosy chłopak spojrzał zaskoczony i ujrzał swojego rudego przyjaciela.
- Ron! Unieszkodliwiłem śmierciożercę jak szedłem z Hermioną na zakupy! W Parku Głównym! – krzyknął. Ron rozpromienił się i już chciał podbiec do Harry`ego, gdy auror wciągnął go do głównego gabinetu przeciwko czarnoksięstwu.
Po kolejnym przesłuchaniu, Harry z bólem głowy wyszedł na korytarz i zobaczył pana Weasleya, myśląc tylko o tym żeby wrócić do domu i przytulić się do nic niewiedzącej jeszcze Hermiony.
- Bry! Gdzie jest Ron? – zapytał Harry tłumiąc ziewanie.
- A cześć! Jest w kawiarni z Hermioną – powiedział wesoło pan Weasley.
- To ona tu jest? – zapytał zaskoczony i poczuł, że senność, znużenie i zmęczenie go opuszcza.
- A jest – uśmiechnął się Artur Weasley i odszedł wesołym krokiem.
Harry podskoczył w miejscu i ruszył w stronę kawiarni.
Voldemorta nie ma.
Nie ma horkruksów. Nie ma ani jednego z tych przeklętych siedmiu. Harry przelotnie pomyślał o Draco Malfoyu. Jeden z aurorów powiedział mu, że jego ojciec, Lucjusz, zabił swoją żonę, a ministerstwo jest obecnie na jego tropie.
Harry przeżył delikatny szok.
Nie wiedział, nie mógł wiedzieć jak zmieni się Malfoy. Jak będzie zachowywał się w siódmej, ostatniej klasie w Hogwarcie. Całym sercem czuł, że coś się zmieni.
Potter wszedł do kawiarni rozglądając się za Hermioną. Zobaczył ją przy stoliku. Wyglądała bardzo ładnie, miała zarumienioną twarz i błyszczące oczy. Harry już chciał podejść, gdy zobaczył Rona, trzymającego ją za rękę.
„Co to, to nie!! Mam swoją dumę, i nie zamierzam im przeszkadzać w tej jakże ważnej chwili dla nich obojga! A Ron chodzi z Luną… Ciekawe jak zareaguje jak jej powiem, że miłość jej życia, zabawia się z moją dziewczyna…!” krzyknął w myślach, rzucił wściekłym wzrokiem na kelnerkę, która bez wstydu patrzyła się na niego i okręcił się.
Nie będzie tu stał. Nie pokaże im, że jest zły. Nie da im tej satysfakcji.
Harry był ostatnio bardzo rozdrażniony. Całe jego rozdrażnienie i złość spowodowała Cho Chang. Jej natarczywość, kompromitacja jego…
Harry usiadł na jakimś krześle w holu głównym, chowając twarz w dłoniach. Nagle zachciało mu się bardzo spać.


25.KOLEJNY BŁĄD STAREGO CZŁOWIEKA.


Brudne, szare odpadki z pięknej złocistej herbaty. To tylko zostało, gdy Hermiona skończyła pić napój z filiżanki.
Ron przyglądał się jej w milczeniu. Było mu jej żal. Ciągle kłóciła się z Harry`m. O byle co, jak mądrze zauważył. O Cho - która zdaniem Rona i wszystkich - była pierwszą dziewczyną Harry`ego. O Dudleya - co według Rona był najpoważniejszym problemem. „Cokolwiek młody Dursley chciał zrobić Hermionie, jej to by cię raczej nie spodobało… To tak zmieniło Hermionę.” Widocznie Harry nie zauważał niczego dziwnego w swoim zachowaniu.
Ron jednak zauważył to już dawno. Harry przestał do niego pisywać, bo jak wyjaśnił w ostatnim liście - jest zajęty Hermioną. Hermiona natomiast pisała do niego bardzo często. Z jej listów wiało szczęściem, choć… Ostatnio Ron zauważył, że jej listy robiły się coraz mniej wesołe.
Teraz siedział i wpatrywał się w przyblakłe, matowe włosy swojej przyjaciółki, która niezdarnie próbowała wyłapać ostatnie krople herbaty z filiżanki.
- Zamówić drugą? – zapytał Ron i poruszył śmiesznie nosem. Hermiona spojrzała na niego.
- N… Nie musisz. Ja… Jadę do domu. Muszę znaleźć Harry`ego. Muszę się zapytać jak się czuje, bo wiesz… Cześć. Pozdrów Lunę – Hermiona wstała jakoś tak niezdarnie, strącając filiżankę. Jej oczy wskazywały, że myślami była daleko stąd.
- Hermiono? Wszystko w porządku? - zapytał Ronald. Hermiona kiwnęła głową.
- Luna już ze mną nie mieszka… W o… W ogóle to ona zerwała ze mną – powiedział szybko rudzielec, lekko się rumieniąc. To sprowadziło Hermionę na ziemię.
- Słucham? Chyba się przesłyszałam… Czy ty powiedziałeś, że Luna z tobą zerw…
- Hermiona!! – dziewczyna szybko się okręciła i zobaczyła Harry`ego.
- Poczekaj chwilkę! – odkrzyknęła do swojego chłopaka i zwróciła się ponownie do Rona.
- Jak to się stało?
- Bo ona… Ona chodzi teraz z… Z Deanem – powiedział Ron i spojrzał na swoje buty. Hermiona poczuła, że ogarnie ja fala współczucia i żalu. „Biedny Ron! A ja się denerwuję o jakieś głupoty z Chang!…”. Hermiona spojrzała na spuszczoną głowę Weasleya, na jego wydłużoną minę. Nie zastanawiając się długo i nie myśląc o tym, że Harry będzie znów zazdrosny, przytuliła Rona. Chłopak i ją przytulił.
Jednak nie tak jak przytula się przyjaciół. A może jej się tylko tak zdawało?

****

Hermiona okręciła się i wróciła do Harry`ego. Prawdę mówiąc trochę bała się jego reakcji, jednak Harry zdawał się nic tym nie przejmować.
- Możemy już iść – powiedziała i ruszyli do wyjścia.
- Nie masz pojęcia, co teraz czuje – powiedział Harry patrząc błyszczącymi oczami na Hermionę.
- Wiem co czujesz, bo… Bo ja czuję to samo - odpowiedziała niepewnie.
- Jaki ja jestem szczęśliwy, że go już nie ma!
- Ja też. Wracajmy już do domu – powiedziała zmęczonym głosem. Czuła się jak po testach z SUM-ów. Było jej niedobrze, chciało jej się spać, i miała ochotę na coś do jedzenia.
- Tak, wracajmy – powiedział szczęśliwy Harry. Czuć było na odległość, że się cieszy. Czego można jeszcze chcieć? Ma koło swojego boku ukochaną dziewczynę, Voldemorta już nie ma - świat jest bezpieczny. Przepowiednia dotyczyła Snape`a. Dumbledore się pomylił. „Błąd starego człowieka” Powiedział po raz któryś.
Harry przytulił się do Hermiony, gdy wyszli z Ministerstwa Magii, a ich otulił chłodny wiatr nocy po upalnym dniu.
Harry machnął różdżką, a przed nimi pojawił się fioletowy Błędny Rycerz.
- Twój wujek i ciocia wyjechali z Dudleyem na wakacje, na dwa tygodnie, do Marge. Może i my się gdzieś wybierzemy? – zapytała Hermiona wchodząc to Błędnego Rycerza i witając się z kierowcą przez uśmiech.
- Możemy. Gdzie chcesz? – odpowiedział chłopak płacąc za przejazd.
- Nie wiem. Nad morze? - zapytała chłopaka, który wyciągnął się na poniszczonym łóżku w Błędnym Rycerzu.
- No może być. Pojedziemy jak Dursleyowie wrócą od Marge. Nie zostawiajmy domu na pastwę dwóch tygodni, zresztą - nikogo nie będzie – powiedział i mrugnął do Hermiony.
„Co on knuje? Cokolwiek by to nie było, będzie fajnie. Bynajmniej, lepiej niż poprzednio.”
- Pamiętasz, że dziś po południu mamy pojechać do tej pani Meadsow?
- O rany! Zapomniałem…! To się chyba dziś wcale nie opłaca kłaść spać – powiedział wyglądając przez okno i patrząc na wschód słońca, uśmiechając się lekko.
Spać oczywiście nie poszli.



26.WIEK NIE LICZY SIĘ W MIŁOŚCI.


Hermiona stała z Harry`m przed ładnym domem na przedmieściach Londynu. Spojrzała na Harry`ego. Wyglądał na spokojnego. Dziewczyna jednak odczuwała zdenerwowanie. Chłopak stojący koło niej zadzwonił, a za drzwiami usłyszeli chrobot i po chwili ukazała się im staruszka z ulicy.
- Dzień dobry.
- Witajcie moi kochani! Wejdźcie - przywitała się z nimi i uśmiech zagościł na jej twarzy. Hermiona i Harry weszli posłusznie do pokoju. Pani Meadsow wskazała im fotele. Usiedli.
- Napijecie się czegoś?
- Poprosimy o herbatę - powiedział Harry i oparł się w swoim fotelu. Kobieta wyszła.
- Nie wiesz po co ona nas tu zaprosiła? - zapytała Hermiona rozglądając się po całym salonie. Był typowym domem. Ładne meble, trochę przykurzone, jednak warte przyjrzenia się im z bliska.
- Nie mam pojęcia - Harry uśmiechnął się.
- Wiesz co? Pomyślałam, że skoro i tak będziemy sami w domu, to może… Może pojedziemy do mnie? U mnie posiedzimy z tydzień, potem z tydzień u Rona i wyjedziemy na resztę wakacji nad morze. Dom może być bez opieki. W końcu nie jest twój. No i nie jest z cukru - rozplanowała wakacje Hermiona.
- No nie jest - Harry uśmiechnął się. „Piękny jesteś!” Pomyślała Hermiona i również się uśmiechnęła. Nagle usłyszeli stukot i pani Meadsow weszła niosąc trzy herbaty i ciastka.

***

- Nie potrafię uwierzyć, że ci to dała - powiedziała Hermiona pakując swoją walizkę. Oboje z Harry`m postanowili wyjechać do domu Hermiony jeszcze tego samego wieczoru.
- Ja też w to nie mogę uwierzyć. Przecież to taka pamiątka! - powiedział Harry patrząc na stary zeszyt z czułością.
Mama Harry`ego kiedyś odwiedziła swoją koleżankę, Dorcas, i przez nieuwagę zostawiła tam stary zeszyt. Pamiętnik. Po tym wydarzeniu Lily nigdy nie była już w domu państwa Meadsow.
Harry wrzucił skarpetki do walizki i wziął zeszyt do ręki, gładząc okładkę z czułością. Nie był zapisany do końca. Najprawdopodobniej mama chłopaka zostawiła ten zeszyt jak była jeszcze uczennicą Hogwartu. Nic nie było o ślubie, o drużbach i o weselu.
Harry otworzył zeszyt na środku i zaczął czytać, a Hermiona siadła mu na kolanach i zaczęła czytać razem z nim.
Zaczytując się, czuli jak wrócili do młodości Lily. Obrazki z jej życia przesuwały się każdemu z osobna przed oczami.


” 20 czerwiec- szósta klasa .
Wyszłam dziś ze Skrzydła Szpitalnego. Jak się tam znalazłam? To nie jest godne uwagi. To jest nie właściwe postępowanie Lucjusza Malfoya.
Wczoraj wieczorem leżałam sobie w Skrzydle Szpitalnym i myślałam, że nikt mnie już nie odwiedzi. Jak mogłam się mylić? Do tego ohydnego, że tak to ujmę miejsca wszedł James. Postanowiłam wreszcie z nim poważnie porozmawiać. Nie było mi łatwo, zresztą po tym co zrobił mi Malfoy, ale Jamesowi należały się wyjaśnienia. Przecież jest moim narzeczonym! Gdy tylko koło mnie usiadł zaczęłam:
- James? Musimy porozmawiać.
- Tak Lily? - zapytał się mnie tym swoim głosem. Zaraz się rozpłynę ze szczęścia.
- Bo widzisz… Ja chciałam mu uciec, ale nie mogłam… - głos mi zaczął drżeć. Chyba zaraz się popłaczę! James mnie wtedy przytulił i pogłaskał po głowie jak małe dziecko.
- To nie twoja wina Lilka. To moja wina. Mogłem być wtedy przy tobie.
- Nie James. To moja wina. Jakbym nie obrażała się o twoje głupie żarty, to by się nigdy nie wydarzyło… Ja chciałam swój pierwszy raz przeżyć z tobą…
- Chciałaś ze mną przeżyć… - zapytał nie dowierzając.
- Tak. Chciałam z tobą przeżyć to COŚ… - uśmiechnęłam się.
- Lilka….
- Tak?
- Kocham cię - powiedział James i znowu mnie przytulił.”


Harry gwałtownie zatrzasnął zeszyt.
- Malfoy? Znowu on? - Hermiona spojrzała na Harry`ego.
- Harry… Twoi rodzice byli zaręczeni już w szóstej klasie. Mieli tyle lat co my.
- Hermiono… Mieliśmy jechać do ciebie - powiedział wrzucając zeszyt do walizki.
„Co on zrobił jego mamie?” pomyślała Hermiona. „Oby… Oby nic takiego co Dudley próbował zrobić mnie…” Przeraziła się, wzdrygła i wróciła do pakowania swoich rzeczy.

***

Gdy dojechali, było bardzo ciemno i bardzo zimno. Nie do pomyślenia, że po rekordowym upale nastąpiła tak zimna noc. Nie było nawet dziecięciu stopni. Nie wiarygodnie, ze różnica temperatur jednego dnia dochodziła do 40 stopni. Harry z Hermioną stanęli przed domem, gdy nagle drzwi się otworzyły.
- Witaj Hermiono!! - krzyknęła pani Granger wychodząc przed dom dziewczyny. Harry trzymał się z boku i przyglądał się miejscu gdzie Hermiona spędziła dzieciństwo.
- Dzień dobry mamo.
- Schudłaś! No jasne! Wymizerniałaś… Aj! Jakaś ty chuda! Jaka… - zaczęła biadolić mama Gryfonki.
- Nie jestem chuda…!
- Policzki zapadnięte! Trzeba cię dobrze dożywić kochanie. Jak ty schudłaś okropnie! - prawie krzyknęła i odchyliła się, żeby zobaczyć całą posturę córki.
- Mamo! Wcale nie schudłam. Chodźmy do domu, bo jest ciemno i robi mi się zimno.
- Tak, tak! Chodźcie dzieci! - powiedziała pani Granger i przywołała do siebie Harry`ego, który wpatrywał się jak zahipnotyzowany w dom i wcale się nie odzywał. Patrzył i oglądał dokładnie piękny, duży dom Hermiony. Był pewien. To nie dom Hermiony tu stoi. Tu stoi dom jego przyszłej żony.

***

Wakacje minęły bardzo szybko. Hermiona i Harry nigdzie nie wyjeżdżali. Nie byli u Rona, nie byli u Harry`ego, nie byli nad morzem… Całe wakacje przesiedzieli w domu Hermiony bawiąc się jak nigdy w życiu. Wyjechali tylko raz. Pojechali na Pokątną kupić podręczniki, gdyż poprzedni ich wyjazd był kompletnie nieudany.
Oblali hucznie siedemnaste urodziny chłopaka, który był prawie jedenaście miesięcy młodszy od Hermiony. Jednak niczego nie było po nim widać, a wiek nie liczy się w miłości.



27.(NIE)SZCZĘŚLIWY DZIEŃ.


Pierwszy września. Dla Harry`ego i Hermiony oznaczał rozpoczęcie ostatniego roku nauki w Szkole Magii i Czarodziejstwa Hogwart. Hermiona, gdy tylko o tym pomyślała ogarniało ją dziwne uczucie przygnębienia. Nie chciała wracać do szkoły. Zżyła się ze swoją mamą, której nie widziała blisko rok. Również jej miłość do Harry`ego się pogłębiła. Mimo poważnej kłótni na początku wakacji, dzięki której w pewnej części związek Hermiony i Harry`ego umocnił się i przetrwał, dziewczyna i przez to nie chciała wracać. Bardzo ufała swojemu chłopakowi.
Harry natomiast bardzo polubił panią Granger. Czuł również zaufanie do Hermiony, ale w nieoczekiwanych momentach było mu głupio i wstyd przez to jak ją traktował.
Jednak co się okazało: Oboje przetrwali próbę losu i wzmocnili swoją miłość.
Teraz siedzieli w pociągu razem z Ronem, Ginny i Nevillem. Luny, która zerwała z Ronem dla Deana, nie było w przedziale. Jej chłopak był wcześniej wielką miłością Ginny, która jednak była bardzo przeciwna jego zachowaniu. Dziwnego postępowania Ginny można byłoby się już dopatrzyć podczas powrotu do domu pod koniec ubiegłego roku nauki. Ruda Weasley trzymała wtedy Nevilla za rękę i najwyraźniej była dumna ze swojego zachowania.
Teraz sytuacja bardzo się nie zmieniła. Ginny nadal trzymała Nevilla za rękę i patrzyła się na niego jakby oglądała słońce, Ron oglądał krajobraz za oknem, Harry również oglądał, ale nogi Hermiony, a Hermiona natomiast spokojnie czytała „Proroka Codziennego”.
- Oh nie! – krzyknęła nagle i poderwała się z miejsca. Prorok wypadł jej z ręki, która mocno drżała.
- Nie nie nie! To okropne! – histeryzowała dalej.
- Coś się stało? Coś związanego z Voldemortem? Hermiono! Spokojnie jego już nie ma – Harry starał się uspokoić swoją dziewczynę. Przyciągnął ją do siebie i usadził na swoich kolanach.
- Powiedz co się stało.
- Sam przeczytaj – powiedziała. Chłopak schyliła się po gazetę, podniósł ją i zaczął czytać na tyle głośno, aby wszyscy usłyszeli.


Początek trzeciej wojny??

Zwolennicy Sam-Wiesz-Kogo nie przestali działać nawet po śmierci swojego przywódcy.
Wczoraj z bardzo zaufanego źródła otrzymaliśmy wiadomość, że śmierciożercy ponownie zaatakowali. Tym razem zabili znane małżeństwo, szanownego pana Hilarego Kruma wraz z żoną Eurodytą Krum. Rodzice znanego Wiktora, szukającego bułgarskiej drużyny, nieżyjącego od roku…


Harry odłożył gazetę. Nie mógł dalej czytać. Hermiona była narzeczoną Kruma, on zginął… Ona zaufała Harry`emu, a teraz… Taka wiadomość.
- Nie martw się – powiedział tylko Harry i spojrzał Hermionie głęboko w oczy. Reszta osób w przedziale pokiwała smutnie głowami.
Ron jednak nachylił się po gazetę i zaczął czytać dalej.
- Posłuchajcie dalej… To okropne, odrażające… Nie, to niemożliwe… - wychrypiał Ron i zaczął czytać.


„…Kolejny tak brutalny mord nie był nigdy wykonany nawet przez nich. Tym razem zamordowali aurora. Zmasakrowali mu twarz, pocięli ciało, oberwali kończyny… Auror ten nazywał się Alastor Moody, znany społeczeństwu czarodziei bardziej jako „Szalonooki” Moody. Taka zbrodnia nie miała miejsca już od blisko…”


- Zaczekaj! Moody? – zapiszczała Ginny.
- Tylko nie on… Przecież on… Ale jak… Nie… To niemożliwe!! – krzyknęła Hermiona.
Byli w szoku. Hermiona obgryzała paznokcie ze zdenerwowania.
- Myślałem, że jesteśmy bezpieczni… - powiedział bardzo cicho Neville.
- Taaak… Ja też tak myślałem – stwierdził jeszcze ciszej Ron i spojrzeli przerażeni na gazetę.
Do końca podróży dyskutowali już tylko o tym. Wiadomość o morderstwie Moody`ego rozniosła się bardzo szybko. Dyrektor wspomniał o tym nawet o tym na uczcie z okazji rozpoczęcia roku. Dodał również, że Voldemorta już nie ma. Zrobił to chyba nie potrzebnie, gdyż w Wielkiej Sali nie było osoby, która by o tym nie wiedziała.
Hermiona chciała jak najszybciej znaleźć się w łóżku.
- Jedzcie już moi drodzy! – krzyknął dyrektor po swojej niezwykle długiej mowie i po ceremonii przydziału, po której do szkoły zawitało sporo nowych uczniów.
- Jak mi się może chcieć spać… - mruknęła Hermiona. Harry położył dłoń na jej dłoni i zachęcił ją do jedzenia.
- Jedz dziewczyno. Zaraz pójdziemy spać – powiedział, a oczy mu rozbłysły.
- Harry, na razie ja z tobą spać nie będę – dziewczyna uśmiechnęła się i zaczęła jeść. Harry odwzajemnił gest i podał jej sałatkę stojącą najbliżej nich.
- Mmm… Moja ulubiona – powiedziała i zamrugała.
Uczta trwała i trwała. W końcu zbliżał się koniec biesiady. Dyrektor powstał i powiedział wszystkim dobranoc.
- Nareszcie. Już zasypiam na stojąco –mruknęła Gryfonka. Harry wziął ją za rękę.
- Ron mam prośbę. Weź odprowadź w tym roku pierwszaków do naszego Pokoju Wspólnego. Hermiona mi tu zaraz zaśnie –powiedział Harry. Ron kiwnął głową, mówiąc, że nie ma sprawy.
Gdy doszli do drzwi, spotkali się oko w oko ze Snape`em i jego współtowarzyszką. Plotki głosiły, że w wakacje wzięli ślub. Kobieta stojąca koło niego i opierająca się na jego ramieniu miała czarne, długie włosy oraz dziwne imię - Amelia. Uczyła ich obrony przed czarną magią, a na Snape`a działała zbawiennie, gdyż nie krzyczał on już na uczniów Gryffindoru podczas eliksirów, nie odejmował punktów za byle co, a pierwszy szlaban zarobił u niego Goyle za swoją wielką głupotę.
Hermiona i Harry wyszli z Wielkiej Sali, witając się z Amelią i Severusem krótkim „Dobry wieczór.”
Wokoło nich rozciągało się morze ludzi. Wszyscy spieszyli się do swoich dormitoriów. Harry wzmocnił uścisk dłoni i zaczął prowadzić Hermionę wśród rozgadanych pierwszaków. Dotarł do schodów i zobaczył koło nich osobę, której widzieć już nigdy nie chciał.
Przy schodach stała Cho Chang i wyglądała jakby na kogoś czekała.
Harry nie miał wyboru, musiał koło niej przejść. Spojrzał na bladą Hermionę, która nagle się zarumieniła. Harry nachylił się i ja pocałował.
W tym tłumie ludzi, spojrzenie przecięło sobie przejście jak brzytwa tnie za długi materiał. Gdyby złowrogie oczy Cho Chang mogły zabijać, Hermiona leżałaby martwa.
Harry spojrzał z lekkim triumfem w stronę schodów. Hermiona wzięła chłopaka ponownie za rękę i minęła Cho.
W oczach Gryfonki tlił się ogień spełnionej zemsty.
Gdy wspinali się na górę z innymi uczniami Gryffindoru, przed ostatnim korytarzem dzielącym Pokój Wspólny Gryffindoru od reszty szkoły, Harry złapała w pasie Hermione i gwałtownie skręcił w inny korytarz, odciągając ją od reszty uczniów.
- Co robisz!? – krzyknęła na pół wściekła, a na pół rozbawiona.
- Porywam cię. Na razie nie idziemy do Pokoju Wspólnego – powiedział, a Hermiona zastanawiała się co ją czeka i o której wróci do sypialni, narażona na podejrzliwe spojrzenia dziewczyn. Harry skręcił w jeszcze jeden korytarz i wszedł do klasy, której nikt od dawna nie używał.
Hermiona usiadła na ławce patrząc na poczynania Harry`ego.
Harry natomiast chodził po klasie i gasił lampy. Gdy zrobiło się ciemno Hermionę ogarnęło dziwne uczucie. Lęk, strach, a jednak czuła się bardzo bezpiecznie. Jednak wolałaby siedzieć w tych ciemnościach przytulona do Harry`ego, a niźli do ławki.
Chłopak jednak na razie nie miał w planach przytulać się do Hermiony. Wyczarował sto dwanaście świec, które podpalił machnięciem różdżki. W klasie zamigotało i zrobiło się bardzo przytulnie. Machnął jeszcze raz, a z różdżki wystrzeliły kwiaty. Harry podszedł do Hermiony, która z wrażenia aż wstała.
- Kocham cię. Ja… Przepraszam za wszystko. Jeśli cię kiedykolwiek zraniłem to naprawdę przepraszam - powiedział wręczając oniemiałej dziewczynie tulipany. Hermiona jakoś nie mogła sobie przypomnieć czy chłopak kiedykolwiek ją zranił, choć zdarzył się to tyle razy… Ściskała kwiaty w spoconej dłoni i poczuła na swoich plecach równie spocone, gorące dłonie, a na szyi ciepły oddech…
Bukiet upadł i leżał zapomniany przez długą chwilę.


***

Parvati i Lavender jeszcze nie spały. Omawiały pierwszy dzień szkoły. Po wakacjach stały się znów serdecznymi przyjaciółkami. Cho była również ich dobrą koleżanka. Trzy dziewczyny szczerze nienawidziły pewnej Gryfonki, współlokatorki Parvati i Lavender. Właśnie ta współlokatorka weszła cicho do sypialni i zobaczyła, że osoby, które powinny spać nie robią tego, a cicho ja obgadują.
- Eee, cześć – wydusiła w końcu Hermiona. W zamian ujrzała, że dziewczyny krzywo się uśmiechają i ironicznie odpowiadają na przywitanie. Hermiona już czuła, co się będzie działo. „Cho nie popuściła! Nadal będzie chciała mieć Harry`ego tylko dla siebie, ale po dzisiejszym wieczorze… Wiem, że Harry tego nie chce i jestem pewna, że ją zignoruje. Boję się, bo jeśli Lavender i Parvati będzie przeciwko mnie to trudno mi się będzie z nimi dogadać w tym roku, ale jeśli… Będę udawała, że nic się nie stało. Nie zdradzę im moich sekretów. Będę opowiadała im o Harry`m, a one pewnie wszystko powtórzą Chang. Nawet największą głupotę… Hmm, wiem co zrobię” pomyślała szybko Hermiona i postanowiła opowiadać o tym jak ona i Harry się kochają.
- No… Co słychać? Jak wakacje? – zapytała, a w jej głosie było aż gęsto od ironii. Dziewczyny spojrzały na nią ze zdziwieniem. Parvati rzucała lekko zszokowane spojrzenie na Lavender, ale ta postanowiła rozpocząć walkę.
- Dobrze, a u ciebie? – „Sypnęła pytanie” pomyślała Hermiona i spojrzała Brown prosto w oczy. „Pewnie wszystko jutro powtórzy Chang… A co mi szkodzi.”
- Bardzo dobrze. Spędziłam z Harry`m wspaniałe wakacje. Nigdy jeszcze nie miałam tak fajnych. Ale chyba najlepszą zabawę mieliśmy u nas w domu - po tych słowach Hermiona skierowała się do łazienki, a Lavender i Parvati spojrzały w stronę drzwi i zaczęły cicho rozmawiać, jednak panna Granger tuląca głowę do drzwi po drugiej stronie słyszała każde słowo.
- Jak myślisz… Mówi prawdę? Na serio całe wakacje byli razem? – zapytała Parvati cichym szeptem.
- Nie wiem… Cho miała spotkać się z Potterem i jakoś go otumanić, ale gdy pytam się jej jak poszło to spotkanie szybko zmienia temat - odpowiedziała również szeptem Lavender.
- Może jej wcale nie poszło? Nic nie wyszło z tego spotkania… Co to za pomysł! Nigdy jej się nie uda odbić Granger Harry`ego! Przecież ta rzuciła na niego jakieś zaklęcie! - szeptała z przejęciem Parvati. Hermiona słuchająca rozmowy o mało nie wybuchnęła śmiechem. „Co ona za głupoty wygadują…?” pomyślała i postanowiła już nie słuchać tych bzdur. Weszła do wanny i zaczęła się rozkoszować gorącą wodą.
Gdy wyszła cudownie rozgrzana, dziewczyny już leżały w łóżkach, ale jednak jeszcze nie spały. Hermiona weszła do łóżka i otuliła się kołdrą. Przymknęła oczy i przypominała sobie sytuacje sprzed dwóch godzin, w pustej klasie… „Gdzie ja zostawiłam ten bukiet?” pomyślała i wśród szeptów koleżanek zasnęła.


***

Gdy rano wstała dormitorium było zupełne puste. Wyjrzała przez okno i ku swojemu rozczarowaniu zobaczyła padający deszcz. Zbliżała się jesień.
Hermiona spojrzała na zegarek. Dochodziła siódma. „Gdzie dziewczyny tak wcześnie poszły…? Tak, pewnie nie chciały być ze mną w jednym pomieszczeniu dłużej niż parę minut! Ciekawe jak w takim wypadku spędzają noc!” Hermiona postanowiła poleżeć jeszcze z dziesięć minut. Gdy minęła połowa czasu, czyli pięć po siódmej, wylegująca się dziewczyna usłyszała ciche otwierane drzwi. Do sypialni wszedł Harry.
- Śpisz? – szepnął cicho, a Gryfonka uniosła się i kiwnęła przecząco głową. Harry podreptał w stronę dziewczyny.
- Mogę? – zapytał wskazując na brzeg jej łóżka. Hermiona kiwnęła nieśmiało głową. Harry położył się i pocałował ją w policzek, powodując u niej lekki rumieniec.
- Chyba pora wstać – powiedziała w końcu, gdy zegar wskazywał pół do ósmej. Harry kiwnął głową, że nie wstaje, że woli poleżeć… Hermiona postanowiła wstać i iść się umyć i ubrać. Gdy szorowała zęby usłyszała, że do sypialnie wchodzi Parvati i Lavender, które najwyraźniej przyszły po książki. Dziewczyna spokojnie dokończyła myć zęby i zaczęła rozczesywać włosy. Cały czas myślała, co takiego Harry zrobi widząc dziewczyny, lub odwrotnie.
Gdy usłyszała podniesiony, piskliwy głos Parvati, Hermiona wychyliła się i ujrzała zdumiewającą scenę.
Parvati stała koło łóżka, gdzie leżał Harry. Chłopak przeglądał właśnie szufladę Hermiony szukając jej łańcuszka i wychylając się, aby móc dosięgnąć do szafki nocnej. Lavender patrzyła ze zdumieniem jak Parvati osądza Harry`ego o kradzież. Hermiona postanowiła przerwać te niedorzeczności.
- Harry, kotku chodź tu do mnie – powiedziała, a wszystkie osoby w pomieszczeniu spojrzały na nią. Harry wstał, trzymając w ręku srebrny krzyżyk. Hermiona cofnęła się do łazienki, a Harry z miną wyrażającą wielką chęć wyśmiania Parvati, minął ją i Lavender i wszedł do łazienki.
Hermiona wzięła szczotkę i z uśmiechem kończyła czesać włosy, a Harry oparty o wannę przyglądał się jej bez słowa.


28.CO MA BYĆ TO BĘDZIE.


Czas ma to do siebie, że jeśli chcemy, aby płynął jak najwolniej pędzi jak szalony.
Zbliżał się grudzień. Cho Chang chyba przestała wierzyć, że kiedykolwiek będzie znów dziewczyną Harry`ego. Hermiona chodziła po szkole szczęśliwa i kiedy zdała sobie sprawę, że minęły już trzy miesiące nauki bardzo się zdziwiła, jak ten czas szybko leci.
- Wiesz co Harry? – zapytała pewnego listopadowego wieczoru chłopaka, który siedząc koło kominka czytał po raz setny „Quidditch przez wieki”. Harry podniósł oczy i spojrzał na nią zaciekawiony.
- Dziś jak szłam do biblioteki, wiesz po książkę, żeby napisać wypracowanie na transmutację, zaczepił mnie Malfoy – Harry spojrzał na nią z zaskoczeniem.
- A czego chciał?
- Nie wiesz jak on się zmienił. Teraz, kiedy jego matka i ojciec nie żyją zrobił się taki… Taki zły. Podobno zamieszkał u tej jego ciotki… Bellatrix. Słyszałam, że dołączył do śmierciożerców. A dziś… Powiedział, że wytępi wszystkie szlamy i że ja pójdę na pierwszy ogień, bo potworowi z Komnaty Tajemnic się nie udało – powiedziała i zachichotała. Harry spojrzał na nią zdumiony.
- I ty się cieszysz?
- Bo Harry… Ron stał za nim i wtedy… Bum! – powiedziała i zaczęła się śmiać. Harry uśmiechnął się tylko i zaczął powtórnie czytać książkę, która leżała chwilę zapomniana na jego kolanach. Hermiona otarła spływające łzy i wzięła się za sprawdzanie wypracowania z transmutacji, które wcześniej skończyła pisać.
Prawda była taka, że dziewczyna teraz wszystko, co kiedyś mogło ją zranić, dziś przyjmowała ze śmiechem. Malfoy nie zrobił na niej żadnego wrażenia. Mógł jej zrobić krzywdę, tak jak wtedy, gdy rok temu ją pobił, ale teraz to już jej nie obchodziło. Najbardziej chciało się jej śmiać dziś, kiedy Ron walnął w niego zaklęciem, powodując, że Malfoyowi wyrosły czułka i płetwy. Hermiona wtedy o mało nie upadła ze śmiechu.
- Harry… Zostaw tą lekturę… Chodź się przejdziemy po szkole, jestem pełna energii – Harry niechętnie odłożył książkę.
- Jest siódma, jeszcze zdążymy – zachęciła go i oboje wyszli z Pokoju Wspólnego.
Ron siedzący niedaleko ich spojrzał z zazdrością na wychodzącą parę. Zazdrościł Harry`emu. Podobała mu się Hermiona, lecz tylko jako koleżanka, a jednak wiedział, że źle zrobiłby jakby zakochał się w swojej najlepszej przyjaciółce.
Weasley postanowił znaleźć w Hogwardzie taką dziewczynę, którą go pokocha i którą on pokocha aż do śmierci.
„Po prostu muszę się dobrze rozejrzeć…” – pomyślał i poszedł do swojej sypialni nie wiedząc, że dziewczyna, której szuka znajduje się tak blisko…


***

Na korytarzach było mnóstwo uczniów. Niektórzy siedzieli w bibliotece, spacerowali z książkami z biblioteki lub tak jak Hermiona i Harry, wyszli, aby przejść się przed snem.
Zamek był tak duży, że gdziekolwiek nie udaliby się spacer nie potrwałby on mniej niż godzinę. Postanowili pójść do Pokoju Życzeń.
Przechodząc przez niezliczoną ilość korytarzy, Hermiona i jej towarzysz ujrzeli ku swojemu przerażeniu (trudno określić, której osoby było większe) Cho Chang.
Dziewczyna spacerowała po szkole samotnie, a jej towarzystwem były jedynie duże, zapuchnięte oczy. Gdy tylko zobaczyła kto zbliża się w jej kierunku na początku zbladła, a potem nie wiedziała, w którą stronę się udać. Postanowiła zaczekać, aż para Gryfonów ją minie. Harry nawet na nią nie spojrzał, za to Hermiona zerknęła szybko i również spojrzała w inną stronę.
Harry złapał Hermionę w pasie i wziął na ręce. Roześmiała się, a jej śmiech rozniósł się po korytarzu, gdzie stała samotnie Cho.
„Nienawidzę cię! Nienawidzę cię Granger! Zemszczę się. Jeszcze tego pożałujesz, że odbiłaś mi chłopaka!” - pomyślała i szybko wróciła do Pokoju Wspólnego Ravenclawu.


***


Pokój Życzeń zamienił się w piękną, królewską komnatę. Gdy tylko Hermiona i Harry otworzyli drzwi ujrzeli wielkie łoże, przed nim olbrzymi dywan, mnóstwo obrazów, przedstawiających głównie przyrodę, wielki drewniany stół, na którym stały…
- Lody! – Hermiona podbiegła do stołu i wzięła wielki puchar z kokosowymi lodami. Harry poszedł za nią i objął ją w pasie.
- Smacznego – szepnął, a dziewczynę przeszły ciarki od tego ciepłego chuchnięcia w ucho.
- Chcesz trochę? – zapytała i nałożyła nową porcję lodów na łyżkę podsuwając ją pod nos chłopaka. Harry zjadł je ze smakiem. Uwielbiał smak kokosowy, tak ja Hermiona. Gdy dziewczyna skończyła pucharek lodów, stwierdziła, że jest jej stanowczo za słodko.
- A wiesz… A mi nie – powiedział Harry, całując ją i zabierając jej słodkość z ust. Hermiona odkręciła się i położyła mu dłonie na ramionach. Harry objął ja w pasie i przysunął do siebie.
- Harry… Ja nie jestem jeszcze na to gotowa – powiedziała cicho i spojrzała mu głęboko w oczy.


***

- Więc co zrobisz?
- Proste. Będę ją dręczyć, aż ustąpi.
- Ale Cho… To chyba łamanie prawa czy coś gorszego…?
- Lavender zamknij się. Żadne łamanie, a Granger co zrobiła? Odbiła mi chłopaka, więc teraz niech płaci.
- Jak zamierzasz odebrać swoja zapłatę?
- Mówiłam już… Będę ja dręczyć. Poznęcam się trochę, ale… Muszę jej odbić Harry`ego! Ona z nim chodzi, a ja nie mogę? To po prostu niedorzeczność…! Bezczelność…! Wredna! - Parvati, Lavender i Cho stały na korytarzu i szeptały. Zbliżała się lekcja transmutacji, do dzwonka zostały dwie minuty, większość Gryfonów była dawno pod klasą, więc Parvati i Lavender musiały zostawić Cho i udać się do sali lekcyjnej.
- Ona naprawdę będzie się nad nią znęcać? – zapytała za strachem Lavender.
- Głupia jesteś!? Tylko tak żartowała…! – powiedziała wahając się Parvati. „A jeśli mówiła na serio?” – przemknęła jej szybka myśl.
- Parvati… Ona chyba nie żartowała. Ja nie chce dręczyć Herm… Granger. Przecież… Mieszkamy z nią w jednej sypialni. Mamy wspólną łazienkę… Parvati…! – krzyknęła w końcu, a jej koleżanka spojrzała na nią ze złością.
- Lavender! Ty rzeczywiście jesteś kompletną blondynką! Ona odbiła chłopaka Cho! Ona musi ponieść konsekwencje – powiedziała Parvati z wielka stanowczością, przekonując samą siebie o dobrym wyborze. „Co ma być to będzie. Cho w kłopoty by nas nie wpakowała!”
Lavender nie wyglądała jednak na szczęśliwą z powodu dręczenia Hermiony. Dziewczyny były zawsze koleżankami, a teraz Parvati i Cho przeciągnęły ją na swoją, „lepszą” stronę. Lavender nie była jednak przekonana czy ta strona jest jednak najlepsza.



***


Lekcja transmutacji jeszcze nigdy nie trwała tak długo. Harry czuł, że zaśnie szybciej niż McGonagall powie mu, że ma szlaban za spanie na lekcjach. Ron siedzący koło niego też nie wyglądał na wyspanego. Gdy Harry wrócił wczoraj do sypialni Rona w swoim łóżku nie było. Chłopak położył się i zasnął. Nie wiedział, o której wrócił jego przyjaciel. Teraz natomiast Ron siedział całkiem otępiały, a Hermiona przeciwnie, skupiona pisała notatki.
Gdy zabrzmiał dzwonek profesorka kazała swoim podopiecznym poczekać.
- Mam dla was informację. Jesteście już w ostatniej klasie… Hmm… Dyrektor uważa, że wycieczki do Hogsmead nie… Nie rozwijają waszego pojęcia o tym, ile jeszcze nas jest. Ile czarodziei żyje na świecie. Będziecie, co miesiąc, zaczynając od stycznia, odwiedzać miejsca, które są całkowicie zamieszkane przez czarodziei. Odwiedzicie cztery sławne miasta: Wzgórza Helgi Hufflepuff, Nadrzeczne Miasto Roweny Ravenclaw, Pustynie Salzara Slytherina oraz Dolinę Godryka Gryffindora. Oczywiście nie wszystkie. Gryfoni miejsce związane z Doliną Godryka Gryffindora, uczniowie Slytherinu Pustynie Salzara Slytherina, Krukoni Miasto Roweny Ravenclaw, a Puchoni Wzgórza Helgi Hufflepuff – powiedziała i spojrzała przelotnie na Harrego. Klasa zaszemrała. Te cztery miejsca związane z tak wielkimi ludźmi… Z założycielami Hogwartu! Te cztery miejsca zamieszkane przez czarodziejów. To oni je odwiedzą! Zobaczą jak powstawała historia!
Harry`ego nie interesowały jakieś pagórki Helgi, wody Roweny, czy piach Salzara, których i tak nie zobaczy. Interesowała go Dolina Godryka Gryffindora. Miejsce gdzie mieszkali i zginęli jego rodzice. Wlepił spojrzenie w ławkę. „Czy oni chcą… Ciekawe czy dyrektor…? Ciekaw czy mi pozwoli odnaleźć mój dom” – pomyślał. Hermiona siedząca dwie ławki przed nim spojrzała na niego czule. Profesor McGonagall machnęła dłonią na klasę, aby wyszła, a sama przywołała do siebie Harry`ego.
- Potter do mnie! Wszyscy wyjść! – Harry podszedł do niej zastanawiając się o co chodzi, gdy Ron i Hermiona wyszli z klasy patrząc ze zdumieniem na profesorkę.
- Potter, profesor Dumbledor znalazł w szkole i poza nią coś, co może cię zainteresować – powiedziała. Otworzyła biurko i wyjęła z niego wielkie pudło. Podniosła wieko, a Harry na widok tego, co jest w środku aż otworzył usta ze zdumienia.



29.WSPOMNIENIE DUMBLEDORE`A



Profesor McGonagall przyglądała się uważnie Harry`emu, gdy ten przeglądał zawartość pudełka z różnymi drobiazgami.
- Profesor Dumbledore zebrał to specjalnie dla ciebie. Nie masz już rodziny, ojca chrzestnego więc… Sądzę, że to w jakiś sposób przybliży ci twoich nieżyjących bliskich – powiedziała. Harry wpatrywał się w jedyne rzeczy, które tak naprawdę należały do jego rodziców…
Był tam szalik Gryffindoru, zapewne należący do jego mamy. Był tam latający złoty znicz, ten sam, którym James bawił się nad jeziorem. Jakiś łańcuszek, pierścionki, spinki, flakonik po perfumach. Było mnóstwo zdjęć, listy i inne pamiątki…
Chłopak zamknął wieko pudła i pożegnał się z profesor McGonagall, dziękując jej za tak wartościowy prezent.


***


Parvati, Lavender i Cho siedziały koło jeziora. Prószył lekko śnieg jednak dziewczętom to nie przeszkadzało.
- To się nie uda…
- Cho, to nie ma sensu - koleżanki przekonywały Chang, która nic z tego sobie nie robiła.
- Zamknijcie się. Nawet jeśli miałabym ją otruć zrobię wszystko, aby Harry był moim chłopakiem. Idę. Wy najwyraźniej mnie nie rozumiecie – powiedziała, a dziewczyny spojrzały na siebie niepewnie, gdy odchodziła.
- Nie ma sensu się z nią przyjaźnić. Za bardzo się zmieniła. Parvati? Może porozmawiajmy z Hermioną? Wiesz, jeśli Cho zrobi jej krzywdę będziemy współwinne. Może… Ja chciałabym być jej przyjaciółką, albo chociaż koleżanką – powiedziała po chwili Lavender. Blond włosy zasłaniały jej twarz, a Parvati wyczuła wahanie w głosie przyjaciółki, jakby obawę, że się nie zgodzi.
- Cho nie zdała. Nie przyszło ci do głowy, że ona robi się powoli zła i nieznośna? To jej zachowanie… Chodźmy już, bo mi dłonie przemarzły – blondynka wstała, a za nią jej koleżanka, która najwyraźniej zrozumiała swój błąd.
- Dobrze. Porozmawiajmy z nią.


***

Dumbledore położył wychudłą dłoń na blacie biurka. Teraz, gdy nastała zima, był bardziej zmęczony i czuł, że z każdym dniem robi się coraz starszy i słabszy.
Albus miał dziwne wrażenie, że niechcący zapomniał o czymś ważnym. Wrażenie jakiejś klęski, która nieuchronnie zbliża się w jego życiu.
Dyrektor często rozmyślał o wyrzeknięciu się swojej funkcji i przekazaniu jej McGonagall.
Bał się. Czuł, że Voldemort może powrócić. Czuł, że pokonał potężną siódemkę dusz, ale miał dziwne uczucie, że jednak horkruksów było więcej. Nie magiczne siedem, a może osiem, dziewięć, tuzin…
Czarka Roweny Ravenclaw już zniszczona… Dusza marnie ukryta w Rokwoodzie, medalion Salzara Slytherina… Dziennik i Nagini… Zatracenie duszy podczas zabicia Potterów, a teraz zabicie Voldemorta przez Snape`a…
„Przecież przepowiednia dokładnie mówiła, że Harry ma zabić Czarnego Pana, a wiadomo, że horkruksy może zniszczyć każdy…” myślał gorączkowo Dumbledore.
Wyjrzał przez okno i zobaczył padający śnieg, gdy nagle zatopił się we wspomnieniach sprzed blisko dwudziestu lat.

Był zimny, jesienny dzień 1979 roku. Na dworze wiał silny wiatr, jednak wysoko postać otulona peleryną zdawała się go nie odczuwać. Mężczyzna wszedł do baru Pod Świńskim Łbem i podszedł do barmana, omijając skrzętnie ciekawskie i chytre spojrzenia.
- Witam.
- Pan Dumbledore! Cóż za zaszczyt! – krzyknął bezzębny staruszek zza lady. Coraz więcej głów odwracało się i starało jak najdokładniej podsłuchać rozmowę Albusa Dumbledore`a z barmanem.
- Proszę usiąść przy tym stoliku! A… A może życzy pan sobie jakiś specjalny pokój? Tam będzie o wiele spokojniej wypić piwo niż tu – powiedział, rozglądając się po rozochoconych i pijanych ludziach.
- Dziękuje ci, ale poczekam tutaj. Poproszę herbatę, bardzo zimno dziś – stwierdził dyrektor Hogwartu i usiadł cicho przy stoliku stojącym w samym rogu małej, brudnej i zatoczonej podejrzanymi typami sali. Gdy tylko otrzymał herbatę wbił wzrok w cytrynę pływającej w napoju i zaczął rozmyślać o rozmowie, która go właśnie czekała.
„Cóż, Sybilla jest praprawnuczką słynnej Kasandry Trelawney, wielkiej wróżbitki, choć… Nie, muszę kiedyś wykreślić wróżbiarstwo z listy przedmiotów nauczanych w Hogwarcie. Ta Sybilla Trelawney może i ma jakieś zdolności przewidywania przyszłości, jednak jej predyspozycje są za małe… Za niskie… Może jednak warto się z nią było dziś umówić na spotkanie? Dobre miejsce wybrałem, tu bynajmniej nikt nie zainteresuje się tym, o czym będziemy rozmawiać, o jej kwalifikacjach i zdolnościach. Niech ta rozmowa będzie już za mną… Odmówię jej i wrócę do zamku” – myślał sącząc herbatę. Gdy zamieszał łyżeczką płyn, a herbata zawirowała, drzwi do gospody otworzyły się i weszła dziwna postać, która nigdy w takich miejscach się nie pokazywała.
Sybilla Trelawney miała duże oczy, owinięta była niezliczoną ilością szalików i chust, a jej palce i przegubu dłoni ozdobione były wymyślną biżuterią. Tylko dwie osoby zainteresowało jej wejście – jedną z nich był samotnie siedzący staruszek w kącie sali, a drugą człowiek ukryty pod kapturem po przeciwległej stornie pomieszczenia. Mężczyzna spowity w czarny płaszcz nazywał się Severus Snape i był największym sługą Czarnego Pana, czarnoksiężnika, który chlubił się tym, że kochał władzę i potęgę, a nie szanował miłości i człowieka.
- Dobry wieczór, panie Albusie.
- Dobry wieczór. Sybilla jak mniemam? – dyrektor wstał i ukłonił się z nonszalancją.
- Tak, to ja. Przepraszam, że się spóźniłam, ale byłam w aptece. Chwilowo tu zamieszkuję… Okropnie miejsce, pluskwy…
- Proszę usiąść – zachęcił ją gestem dłoni i zauważył barmana idącego w ich stronę.
- Widzę, że mam pan towarzyszkę, profesorze Dumbledore! Czy mogę zaproponować gabinet na piętrze? Tam nikt nie przeszkodzi panu w rozmowie – powiedział obłudnym tonem i zaprowadził ich po rozklekotanych schodach do niewielkiego gabinetu.
- Proszę! Herbatę? – barman otworzył drzwi, a Trelawney zapytana, podskoczyła z wrażenia i przecząco pokręciła głową. Mężczyzna wzruszył ramionami i wyszedł.
- Więc proszę mi przedstawić parę argumentów dla których mam panią przyjąć – powiedział ze znudzoną miną Dumbledore, a Trelawney otworzyła lekko usta i spłonęła rumieńcem.
- Ja… Więc ja potrafię przepowiedzieć przyszłość – powiedziała, a Dumbledore`a ogarnęła ochota wybuchnięcia śmiechem. Złączył jednak opuszki palców i spojrzał na nią wyczekująco błękitnymi oczami.
- A może pani mi coś przepowiedzieć?
- Panu…? Znaczy ja… Zbliża się do pana niebezpieczeństwo! Grozi śmierć w jakimś ciemnym zaułku i… - Trelawney wyglądała jakby miała zemdleć.
- Tak, więc uważam, że przyjęcie pani do pracy to nie jest dobry pomysł – powiedział powoli dyrektor Hogwartu.
- Ach tak…
- Sądzę, że złożę pani jednak rezygnację. Zakładając jednak, że pani nie potrafi przepowiadać przyszłości, w co nie wątpię, muszę odmówić przyjęcia na tą posadę – powiedział Dumbledore kierując się powoli w stronę drzwi. Trelawney też wstała i patrzyła jak dyrektor uchyla drzwi, chcąc odejść.
- Nie! Ja zasługuję na tą posadę! – krzyknęła Sybilla, a dyrektor oderwał wzrok od klamki i spojrzał na nią wyczekująco.
- Ja… Panie profesorze Dumbledore! Krążą nad panem złe omeny… Złe… Zwiastun nieszczęścia jest coraz bliżej – Trelawney rozpaczliwie próbowała przekonać swojego towarzysza do racji, że jest znakomitą wróżbitką. Dyrektor Hogwartu okręcił się, a jego dłoń spoczęła na klamce, lekko uchylonych drzwi. Po chwili jednak usłyszał głos, tak inny, że trudno było uwierzyć, że należy do kobiety z dużymi okularami.
- OTO NADCHODZI TEN, KTÓRY MA MOC POKONANIA CZARNEGO PANA… ZRODZONY Z TYCH, KTÓRZY TRZYKROTNIE MU SIĘ OPARLI, A NARODZI SIĘ, GDY SIÓDMY MIESIĄC DOBIEGNIE KOŃCA… - Dumbledore wydawał się zaskoczony. Nie wiedział, czy kobieta żartuje, czy wypowiada prawdziwą wróżbę. Nie rozproszył jego uwagi nawet hałas za drzwiami, ani szarpanina, której dźwięki znakomicie dobiegały do Dumbledore`a stojącego koło uchylonych drzwi. - A CHOĆ CZARNY PAN NAZNACZY GO JAKO RÓWNEGO SOBIE, BĘDZIE ON MIAŁ MOC, JAKIEJ CZARNY PAN NIE ZNA… I JEDEN ZNICH MUSI ZGINĄĆ Z RĘKI DRUGIEGO, BO ŻADEN NIE MOŻE ŻYĆ, GDY DRUGI PRZEŻYJE… TEN, KTÓRY MA MOC POKONANIA CZARNEGO PANA, NARODZI SIĘ, GDY SIÓDMY MIESIĄC DOBIEGNIE KOŃCA – Trelawney skończyła mówić, a zza drzwi dobiegł łoskot. Do gabinetu wpadł barman wlekąc za szatę mężczyznę z tłustymi, czarnymi włosami.
- Podsłuchiwał! Pod drzwiami stał i podsłuchiwał! Nigdy więcej tu nie wejdziesz! – barman krzyczał na Severusa Snape`a, który wyglądał na złego, jednak barman nie dostrzegł błysku w jego oczach. Błysku zadowolenia. Gdy tylko barman wyszedł, Trelawney spojrzała pytająco na Dumbledore`a który wciąż przyglądał się zamkniętym drzwiom.
- Proszę, niech pan przyjmie mnie do pacy. Proszę… Ja… Potrafię przepowiadać przyszłość.
- Dobrze, zgadzam się – Dumbledore wyszedł z pomieszczenia, nie żegnając się, ani oglądając na towarzyszkę.


Niebieskie oczy Dumbledore`a spojrzały ponownie na śnieg. Teraz jak sądził, był prawie pewny, że popełnił karygodną pomyłkę.
Istniało osiem horkruksów. Cztery na cześć założycieli Hogwartu oraz cztery dla uczczenia ich wielkości i potęgi.
Albus postanowił jak najszybciej wezwać do siebie Pottera.




30.(NIE)ZWYKłY DZIEŃ

- Harry! Dyrektor cię wzywa! – do Pokoju Wspólnego Gryffindoru wszedł Ron i przywołał do siebie przyjaciela.
- Stało się coś?
- Nie wiem. McGonagall kazała mi przekazać tobie tę wiadomość. Iść z tobą?
- Ja z nim pójdę – Hermiona wstała z fotela. Ron uśmiechnął się i wszedł do dormitorium.
- Jak myślisz? Co może chcieć dyrektor?
- Nie mam pojęcia – powiedział Harry, gdy w milczeniu doszli pod gabinet dyrektora.
- Wejdę sam. Wydaje mi się, że chciałby, żebym był tam tylko ja – Hermiona kiwnęła głową i pocałowała go w policzek.
- Powodzenia. Ja idę już do Pokoju Wspólnego, położę się wcześniej spać – Hermiona zobaczyła jak Harry wchodzi do gabinetu i zamyka za sobą drzwi. Dziewczyna okręciła się i wróciła tym samym korytarzem. W połowie drogi do wieży, nie oczekiwanie za zakrętem wpadła na pewną dziewczynę, która zwaliła ją z nóg. Gdy już przestało jej być ciemno przed oczami, ujrzała zagniewaną twarz Cho Chang.
- O Granger…
- Cześć – powiedziała Hermiona, próbując ją wyminąć. Cho stała i patrzyła jak Gryfonka odchodzi korytarzem. Po chwili pobiegła za nią, wyciągając różdżkę i mrucząc pod nosem zaklęcie. Zobaczyła jak dziewczyna upada i wije się pod jej nogami.
- Ha! Mówiłam, że mnie popamiętacie! Mówiłam, że się zemszczę! – krzyknęła i uciekła.
Hermiona nie mogła się podnieść. Odchodząc korytarzem poczuła jak trafią ją zaklęcie, jedno z trzech niewybaczalnych.
Poczuła jak kości jej płonął. Jak każdy nerw jest boleśnie napięty… Nie była w stanie się bronić… Nie mogła się ruszyć. Łzy bólu spływały po jej policzkach… Usłyszała jak Cho ucieka. Hermiona została na korytarzu, leżąc i dysząc ciężko. Po chwili, gdy dziewczynę przeszedł dreszcz zimna, usłyszała tupot stóp. Ktoś ją odkręcił, otarł twarz z potu. Gryfonka otworzyła oczy i zobaczyła bladą twarz profesora Flitwicka.
- Panna Granger! Co się stało? Ktoś zaatakował? – mały profesor co chwilę zipał z wrażenia i bezradności. Hermiona zamknęła oczy. Za bardzo kręciło jej się w głowie.
- Chang… - wyszeptała, a profesor spojrzał na nią zaskoczony i podniósł wysoko brwi.


***


- Witaj Harry! – Dumbledore wstał zza biurka i podał Gryfonowi dłoń.
- Dobry wieczór!
- Usiądź – rzekł. Harry siadł na fotelu naprzeciw Dumbledore`a.
- Ostatnio wiele czasu poświęcałem przemyśleniom na temat tego, co wydarzyło się w wakacje… Horkruksy to dusze Voldemorta, ale Harry… Wątpię, że on stworzył ich siedem. Zastanawiam się nad hipotezą jeszcze jednego, łączącego go ze szkołą.
- Osiem? Osiem dusz… - Harry wstał z fotela. Kiwnął głową i usiadł ponownie.
- Tak Harry… Niedorzecznością było twierdzić, że przepowiednia dotyczy Snape`a. Nie, ona jednak dotyczy ciebie. Sądzę, choć może wydać ci się to dość dziwne, że ostatni horkruks ukryty jest tutaj, w szkole.
- Co?!
- Tak Harry. Musisz go odnaleźć i unieszkodliwić, zanim znajdzie go ktoś inny i zanim dusza Voldemorta opanuje jakiegoś ucznia – powiedział dyrektor, a jeden z portretów chrząknął. Dyrektor zignorował to.
- Muszę? Szkoła jest ogromna! Gdzie mam szukać?
- Och… Rozejrzyj się dobrze. To jest obiekt magiczny, ale ten horkruks jest pierwszym jaki stworzył Voldemort, ten, podczas którego była otwarta Komnata Tajemnic. Łatwo zorientować się gdzie i jak został ukryty. Czuć od niego wielką moc strasznego czarnoksiężnika – powiedział lekko, uśmiechając się. Harry spojrzał na niego niepewnie.
- Jak mam go zniszczyć?
- Miłość, Harry.
- Co mam go pocałować? – Dumbledore uśmiechnął się. Kiwnął przeczącą głową.
- Będziesz wiedział co robić. Dobranoc – mruknął i wskazał mu drzwi. Harry naburmuszony wstał.
- Dobranoc.


***

- Hermiona śpi? – zapytał Harry Ginny, wchodząc do Pokoju Wspólnego.
- Nie wiem. Nie widziałam jej od kiedy wyszliście.
- To… To jej nie ma? – Harry poczuł dreszcz na plecach, poczuł, że nogi uginają się mu w kolanach, a w sercu rodzi się złe przeczucie.
- Możesz pójść zapytać się Rona. Jest w sypialni – doradziła grzecznie Ginny. Harry udał się więc do swojej sypialni. Gdy tylko otworzył drzwi, poczuł dziwny zapach. Zapach starych skarpetek. Skrzywił się i rozejrzał po pokoju.
- Nie widziałeś Hermiony? – zapytał Harry Rona leżącego na łóżku i gapiącego się w sufit.
- Nie. Przecież była z tobą – Ron wstał i założył skarpetki leżące koło jego łóżka. Zapach wzmógł się dwukrotnie. - A chcesz jej poszukać?
- Jasne! Mam nadzieję, że nic się nie stało.
Gdy tylko wyszli na korytarz, już za pierwszym jego zakrętem wpadli na nauczyciela. Profesor McGonagall nie była zadowolona, że widzi dwóch uczniów panoszących się po szkole, tym bardziej, że była już późna pora.
- Potter i ty, Weasley! Co wy tu robicie?
- My? A my… No ten… Wyszliśmy na spacerek. Wieczorny!
- Chyba nocny Weasley! Do mojego gabinetu! Obaj!
- Pani profesor… My szukamy Hermiony – powiedział Harry szybko, a McGonagall spojrzała na niego.
- Jest w Skrzydle Szpitalnym, jednak to nie powinno…
- Co?! – Harry złapał profesor McGonagall za nadgarstek.
- Potter weź te dłonie i uspokój się natychmiast! Nic jej nie grozi. Jej stan jest już stabilny. Została zaatakowana, a sprawczyni tego zdarzenia zostanie wkrótce wydalona ze szkoły.


31.I DALEJ... DALEJ!

Spojrzała w spokojne oczy dyrektora.
- Zdajesz sobie sprawę, że zostajesz wyrzucona? Rok nie zdałaś, zrobiłem wyjątek, pozwoliłem ci zostać – dyrektor spojrzał na swoje dłonie a po chwili ponownie na uczennicę – nie mogę tego więcej tolerować. Powinnaś zostać zamknięta w Azkabanie. Pozwoliłem sobie porozmawiać z Ministrem Magii. Zgodził się na bardzo łagodną karę. Twoi rodzice już jadą. Za godzinę opuścisz z nimi szkołę. Chyba pora się spakować…?
- Panie dyrektorze… - Cho Chang była bardzo blada. Nie wiedziała co w nią wstąpiło. Jak mogła tak oszaleć dla chłopaka, który był już zajęty?
- Słucham…?
- Przepraszam – powiedziała cicho, a dyrektor się uśmiechnął. Wiedział, że dziewczyna ma dobre serce, tylko ogarnęło nią najstraszliwsze uczucie – zazdrość. Cho wstała i wyszła z gabinetu kierując się do Pokoju Wspólnego Ravenclawu. Schodząc po schodach zobaczyła jak Harry idzie w stronę Skrzydła Szpitalnego, zapewne chcąc odwiedzić Hermionę.
- Harry! – krzyknęła, a chłopak okręcił się i lekko drgnął na jej widok.
- Czego chcesz? – powiedział po chwili, patrząc na nią z niepokojem.
- Przepraszam ciebie i Hermionę. Naprawdę głupio wyszło.
- Zwykłe przepraszam tu nie wystarczy – powiedział wolno po dłuższej chwili.
- Wiem, ale już nic innego nie mogę dla was zrobić – mruknęła i odeszła, a Harry patrzył na nią zaskoczony. Krukonka kompletnie wytrąciła go z równowagi. Wzdrygnął się i ruszył dalej.


***

Hermiona wyszła ze Skrzydła Szpitalnego i czuła się już całkiem dobrze. Trochę się martwiła, że po tym napadzie przez koleżankę będzie musiała zostać w Skrzydle Szpitalnym na Boże Narodzenie, ale wszystko się szczęśliwie potoczyło i Hermiona zaprosiła Harry`ego do siebie. Mama dziewczyny była wniebowzięta, że chłopak przyjedzie z jej córką i postanowiła już wcześniej przygotować ich ulubione potrawy.
Czego się nie robi dla własnego dziecka?
Gdy człowiek jest szczęśliwy czas mija bardzo szybko. Ani się obejrzeli a musieli wracać do szkoły i uczyć się solidnie, bo zbliżały się OWTMy. Harry bardzo to przeżywał. Nie udało mu się znaleźć ósmego horkruksa, choć podobno się starał. Hermiona tak na niego naciskała, że w końcu się załamał i poszedł na parogodzinną przechadzkę po szkole.
„Bezsens… Dyrektor wie gdzie on jest, a każe mi się przy tym męczyć. Mam egzaminy, powinienem się uczyć!” – jęczał sam do siebie chodząc po korytarzach. Minął właśnie łazienkę Jęczącej Marty, gdy do głowy wpadł mu pewien pomysł. Wszedł do pomieszczenia.
- Cześć Marto! – krzyknął, gdy duch dziewczynki w grubych okularach wyłonił się zza drzwi kabiny.
- Haaaary! – zajęczała i podleciała do niego. – Czego tu szukasz?
„Nie powiem jej, że Voldemorta! Ale on ją tutaj zabił. Tu musi być ósmy horkruks. Po prostu musi. Dyrektor to dobrze wie.”
- Pamiętasz jak umarłaś? Czy ten chłopiec… Trzymał coś w ręku? – Marta wytrzeszczyła oczy a na jej ustach pojawił się uśmiech.
- Trzymał… Chociaż bardzo nie myślałam o tym. Tak… Bo zresztą po co mu to w łazience?
- Marto!!
- Już dobrze, nie złość się. Trzymał w ręku fotografię.
- Zwykłe zdjęcie! – Harry okręcił się do umywalki, gdzie pięć lat temu właśnie przez nią dostał się do Komnaty Tajemnic. Szukał dobrze, ale było mu bardzo ciężko. „Miał tyle lat co ja… Popełnił morderstwo… Miał tyle lat co ja…” te słowa kołatały mu w głowie. Ręce drżały… Ukląkł i nachylił się. „Nic nie mogę znaleźć. Tu nic nie ma.” Myślał rozpaczliwie. W końcu zobaczył to na co tak czekał. Pod kranem gdzie był wyryty wąż, pod tą umywalką leżała kafelkowa posadzka. Na jednym z kafelków wyryte były koleje węże, tym razem w splocie.
- Ach tak… Waddiwasi! - kafelek uniósł się do góry, a pod nim znajdowało się zdjęcie. Harry podniósł je. Było wilgotne i bardzo stare. Przeleżało w łazience pięćdziesiąt pięć lat. Nie broniły go żadne zaklęcia. Voldemort pewnie nie podejrzewał, że ktoś może odkryć jego tajemnicę. No i przecież to jego pierwszy horkruks. Nie wiedział jeszcze, że tak dokładnie trzeba go chronić. Harry spojrzał na zdjęcie i przez chwilę serce przestało mu bić.
Na zdjęciu był młody Tom Riddle i widocznie starsza od niego o jakieś cztery, pięć lat, profesor McGonagall!
„Musze iść z tym do dyrektora. Niech zniszczy tego horkruksa. Cokolwiek miało by się stać.” Harry zaniósł zdjęcie i nie czekał na żadne wyjaśnienia. To już wyłącznie sprawa Dumbledore`a, nie moja - tak sobie myślał, wracając do Pokoju Wspólnego, a żeby wszystko opowiedzieć Hermionie i Ronowi. Dumbledore tym czasem uciął sobie krótką pogawędkę z profesor McGonagall o niejakim Tomie.
Harry`emu odechciało mu się uczyć do OWTMów.
Hermiona tym czasem miała mnóstwo teorii co do tego zdjecia. Po wyzbyciu się wątpliwości, czy to aby na pewno McGonagall, zaczęła snuć przypuszczenia i domysły, a Ron siedział z przerażoną miną, zerkając co chwila na Harry`ego.



***

Święta Bożego Narodzenia, spokojna, zielona wiosna i nagle lato… Nasza trójka nie umiała powiedzieć kiedy minęło praktycznie pół roku od odnalezienia zdjęcia. Od unicestwienia ostatniego horkruksa. Zaczął się okres nauki – OWTMy były coraz bliżej, a im zachciało się leniuchować i cieszyć życiem.
Gdy zdali musieli zrobić coś co było nieuniknione – pożegnać się ze szkołą i ruszyć w dorosłe życie.



EPILOG

Skończyła się Hermiona. Umarła w sędziwym wieku – była babcią paru zdolnych dzieci… W ich żyłach płynęła szlachetna krew Godryka Gryffindora i Salzara Slytherina. Tak, tak – córka Hermiony i Harry`ego wyszła za mąż za dziedzica Malfoya. Kto by pomyślał jakie los podsunie im szanse na pogodzenie dwóch rodzin.
Hermiona zapomniała o wielu nieszczęściach – o morderstwie na jej narzeczonym Wiktorze Krumie, o przeklętych horkruksach, o waśniach z Cho Chang, Parvati Patil, Lavender Brown… Życie nie szczędziło jej cierpień, ale zakończyło się dla niej bardzo szczęśliwie – umarła przy boku kochających ją ludzi.
Obok Harry`ego – jej przyjaciela, męża, kochanka. Przy Ronaldzie – jej wiernym przyjacielu… Przy swoich córkach i przy ich dzieciach – przy ukochanych wnuczkach.
Niech historia błahej szkolnej miłości pozostanie wam w sercach, bo taka zwykła, pierwsza miłość zostawia ślad na długie lata – a w przypadku Hermiony na całe życie!



Nie bądź pewny że czas masz bo pewność niepewna
zabiera nam wrażliwość tak jak każde szczęście
przychodzi jednocześnie jak patos i humor
jak dwie namiętności wciąż słabsze od jednej
tak szybko stąd odchodzą jak drozd milkną w lipcu
jak dźwięk trochę niezgrabny lub jak suchy ukłon
żeby widzieć naprawdę zamykają oczy
chociaż większym ryzykiem rodzić się niż umrzeć
kochamy wciąż za mało i stale za późno


Ks. Jan Twardowski








komentarze [3]
Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą zostaną po nich buty i telefon głuchy tylko co nieważne jak krowa się wlecze najważniejsze tak prędkie że nagle się staje potem cisza normalna więc całkiem nieznośna jak czystość urodzona najprościej z rozpaczy kiedy myślimy o kimś zostając bez niego Nie bądź pewny że czas masz bo pewność niepewna zabiera nam wrażliwość tak jak każde szczęście przychodzi jednocześnie jak patos i humor jak dwie namiętności wciąż słabsze od jednej tak szybko stąd odchodzą jak drozd milkną w lipcu jak dzwięk troche niezgrabny lub jak suchy ukłon żeby widziec naprawde zamykają oczy chociaż większym ryzykiem rodzić się niż umrzec kochamy wciąż za mało i stale za późno Nie pisz o tym zbyt często lecz pisz raz na zawsze a bedziesz tak jak delfin łagodny i mocny Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą i ci co nie odchodzą nie zawsze powrócą i nigdy nie wiadomo mówiac o miłosci czy pierwsza jest ostatnią czy ostatnia pierwszą
29.WSPOMNIENIE DUMBLEDORE`A



Profesor McGonagall przyglądała się uważnie Harry`emu, gdy ten przeglądał zawartość pudełka z różnymi drobiazgami.
- Profesor Dumbledore zebrał to specjalnie dla ciebie. Nie masz już rodziny, ojca chrzestnego więc… Sądzę, że to w jakiś sposób przybliży ci twoich nieżyjących bliskich – powiedziała. Harry wpatrywał się w jedyne rzeczy, które tak naprawdę należały do jego rodziców…
Był tam szalik Gryffindoru, zapewne należący do jego mamy. Był tam latający złoty znicz, ten sam, którym James bawił się nad jeziorem. Jakiś łańcuszek, pierścionki, spinki, flakonik po perfumach. Było mnóstwo zdjęć, listy i inne pamiątki…
Chłopak zamknął wieko pudła i pożegnał się z profesor McGonagall, dziękując jej za tak wartościowy prezent.


***


Parvati, Lavender i Cho siedziały koło jeziora. Prószył lekko śnieg jednak dziewczętom to nie przeszkadzało.
- To się nie uda…
- Cho, to nie ma sensu - koleżanki przekonywały Chang, która nic z tego sobie nie robiła.
- Zamknijcie się. Nawet jeśli miałabym ją otruć zrobię wszystko, aby Harry był moim chłopakiem. Idę. Wy najwyraźniej mnie nie rozumiecie – powiedziała, a dziewczyny spojrzały na siebie niepewnie, gdy odchodziła.
- Nie ma sensu się z nią przyjaźnić. Za bardzo się zmieniła. Parvati? Może porozmawiajmy z Hermioną? Wiesz, jeśli Cho zrobi jej krzywdę będziemy współwinne. Może… Ja chciałabym być jej przyjaciółką, albo chociaż koleżanką – powiedziała po chwili Lavender. Blond włosy zasłaniały jej twarz, a Parvati wyczuła wahanie w głosie przyjaciółki, jakby obawę, że się nie zgodzi.
- Cho nie zdała. Nie przyszło ci do głowy, że ona robi się powoli zła i nieznośna? To jej zachowanie… Chodźmy już, bo mi dłonie przemarzły – blondynka wstała, a za nią jej koleżanka, która najwyraźniej zrozumiała swój błąd.
- Dobrze. Porozmawiajmy z nią.


***

Dumbledore położył wychudłą dłoń na blacie biurka. Teraz, gdy nastała zima, był bardziej zmęczony i czuł, że z każdym dniem robi się coraz starszy i słabszy.
Albus miał dziwne wrażenie, że niechcący zapomniał o czymś ważnym. Wrażenie jakiejś klęski, która nieuchronnie zbliża się w jego życiu.
Dyrektor często rozmyślał o wyrzeknięciu się swojej funkcji i przekazaniu jej McGonagall.
Bał się. Czuł, że Voldemort może powrócić. Czuł, że pokonał potężną siódemkę dusz, ale miał dziwne uczucie, że jednak horkruksów było więcej. Nie magiczne siedem, a może osiem, dziewięć, tuzin…
Czarka Roweny Ravenclaw już zniszczona… Dusza marnie ukryta w Rokwoodzie, medalion Salzara Slytherina… Dziennik i Nagini… Zatracenie duszy podczas zabicia Potterów, a teraz zabicie Voldemorta przez Snape`a…
„Przecież przepowiednia dokładnie mówiła, że Harry ma zabić Czarnego Pana, a wiadomo, że horkruksy może zniszczyć każdy…” myślał gorączkowo Dumbledore.
Wyjrzał przez okno i zobaczył padający śnieg, gdy nagle zatopił się we wspomnieniach sprzed blisko dwudziestu lat.

Był zimny, jesienny dzień 1979 roku. Na dworze wiał silny wiatr, jednak wysoko postać otulona peleryną zdawała się go nie odczuwać. Mężczyzna wszedł do baru Pod Świńskim Łbem i podszedł do barmana, omijając skrzętnie ciekawskie i chytre spojrzenia.
- Witam.
- Pan Dumbledore! Cóż za zaszczyt! – krzyknął bezzębny staruszek zza lady. Coraz więcej głów odwracało się i starało jak najdokładniej podsłuchać rozmowę Albusa Dumbledore`a z barmanem.
- Proszę usiąść przy tym stoliku! A… A może życzy pan sobie jakiś specjalny pokój? Tam będzie o wiele spokojniej wypić piwo niż tu – powiedział, rozglądając się po rozochoconych i pijanych ludziach.
- Dziękuje ci, ale poczekam tutaj. Poproszę herbatę, bardzo zimno dziś – stwierdził dyrektor Hogwartu i usiadł cicho przy stoliku stojącym w samym rogu małej, brudnej i zatoczonej podejrzanymi typami sali. Gdy tylko otrzymał herbatę wbił wzrok w cytrynę pływającej w napoju i zaczął rozmyślać o rozmowie, która go właśnie czekała.
„Cóż, Sybilla jest praprawnuczką słynnej Kasandry Trelawney, wielkiej wróżbitki, choć… Nie, muszę kiedyś wykreślić wróżbiarstwo z listy przedmiotów nauczanych w Hogwarcie. Ta Sybilla Trelawney może i ma jakieś zdolności przewidywania przyszłości, jednak jej predyspozycje są za małe… Za niskie… Może jednak warto się z nią było dziś umówić na spotkanie? Dobre miejsce wybrałem, tu bynajmniej nikt nie zainteresuje się tym, o czym będziemy rozmawiać, o jej kwalifikacjach i zdolnościach. Niech ta rozmowa będzie już za mną… Odmówię jej i wrócę do zamku” – myślał sącząc herbatę. Gdy zamieszał łyżeczką płyn, a herbata zawirowała, drzwi do gospody otworzyły się i weszła dziwna postać, która nigdy w takich miejscach się nie pokazywała.
Sybilla Trelawney miała duże oczy, owinięta była niezliczoną ilością szalików i chust, a jej palce i przegubu dłoni ozdobione były wymyślną biżuterią. Tylko dwie osoby zainteresowało jej wejście – jedną z nich był samotnie siedzący staruszek w kącie sali, a drugą człowiek ukryty pod kapturem po przeciwległej stornie pomieszczenia. Mężczyzna spowity w czarny płaszcz nazywał się Severus Snape i był największym sługą Czarnego Pana, czarnoksiężnika, który chlubił się tym, że kochał władzę i potęgę, a nie szanował miłości i człowieka.
- Dobry wieczór, panie Albusie.
- Dobry wieczór. Sybilla jak mniemam? – dyrektor wstał i ukłonił się z nonszalancją.
- Tak, to ja. Przepraszam, że się spóźniłam, ale byłam w aptece. Chwilowo tu zamieszkuję… Okropnie miejsce, pluskwy…
- Proszę usiąść – zachęcił ją gestem dłoni i zauważył barmana idącego w ich stronę.
- Widzę, że mam pan towarzyszkę, profesorze Dumbledore! Czy mogę zaproponować gabinet na piętrze? Tam nikt nie przeszkodzi panu w rozmowie – powiedział obłudnym tonem i zaprowadził ich po rozklekotanych schodach do niewielkiego gabinetu.
- Proszę! Herbatę? – barman otworzył drzwi, a Trelawney zapytana, podskoczyła z wrażenia i przecząco pokręciła głową. Mężczyzna wzruszył ramionami i wyszedł.
- Więc proszę mi przedstawić parę argumentów dla których mam panią przyjąć – powiedział ze znudzoną miną Dumbledore, a Trelawney otworzyła lekko usta i spłonęła rumieńcem.
- Ja… Więc ja potrafię przepowiedzieć przyszłość – powiedziała, a Dumbledore`a ogarnęła ochota wybuchnięcia śmiechem. Złączył jednak opuszki palców i spojrzał na nią wyczekująco błękitnymi oczami.
- A może pani mi coś przepowiedzieć?
- Panu…? Znaczy ja… Zbliża się do pana niebezpieczeństwo! Grozi śmierć w jakimś ciemnym zaułku i… - Trelawney wyglądała jakby miała zemdleć.
- Tak, więc uważam, że przyjęcie pani do pracy to nie jest dobry pomysł – powiedział powoli dyrektor Hogwartu.
- Ach tak…
- Sądzę, że złożę pani jednak rezygnację. Zakładając jednak, że pani nie potrafi przepowiadać przyszłości, w co nie wątpię, muszę odmówić przyjęcia na tą posadę – powiedział Dumbledore kierując się powoli w stronę drzwi. Trelawney też wstała i patrzyła jak dyrektor uchyla drzwi, chcąc odejść.
- Nie! Ja zasługuję na tą posadę! – krzyknęła Sybilla, a dyrektor oderwał wzrok od klamki i spojrzał na nią wyczekująco.
- Ja… Panie profesorze Dumbledore! Krążą nad panem złe omeny… Złe… Zwiastun nieszczęścia jest coraz bliżej – Trelawney rozpaczliwie próbowała przekonać swojego towarzysza do racji, że jest znakomitą wróżbitką. Dyrektor Hogwartu okręcił się, a jego dłoń spoczęła na klamce, lekko uchylonych drzwi. Po chwili jednak usłyszał głos, tak inny, że trudno było uwierzyć, że należy do kobiety z dużymi okularami.
- OTO NADCHODZI TEN, KTÓRY MA MOC POKONANIA CZARNEGO PANA… ZRODZONY Z TYCH, KTÓRZY TRZYKROTNIE MU SIĘ OPARLI, A NARODZI SIĘ, GDY SIÓDMY MIESIĄC DOBIEGNIE KOŃCA… - Dumbledore wydawał się zaskoczony. Nie wiedział, czy kobieta żartuje, czy wypowiada prawdziwą wróżbę. Nie rozproszył jego uwagi nawet hałas za drzwiami, ani szarpanina, której dźwięki znakomicie dobiegały do Dumbledore`a stojącego koło uchylonych drzwi. - A CHOĆ CZARNY PAN NAZNACZY GO JAKO RÓWNEGO SOBIE, BĘDZIE ON MIAŁ MOC, JAKIEJ CZARNY PAN NIE ZNA… I JEDEN ZNICH MUSI ZGINĄĆ Z RĘKI DRUGIEGO, BO ŻADEN NIE MOŻE ŻYĆ, GDY DRUGI PRZEŻYJE… TEN, KTÓRY MA MOC POKONANIA CZARNEGO PANA, NARODZI SIĘ, GDY SIÓDMY MIESIĄC DOBIEGNIE KOŃCA – Trelawney skończyła mówić, a zza drzwi dobiegł łoskot. Do gabinetu wpadł barman wlekąc za szatę mężczyznę z tłustymi, czarnymi włosami.
- Podsłuchiwał! Pod drzwiami stał i podsłuchiwał! Nigdy więcej tu nie wejdziesz! – barman krzyczał na Severusa Snape`a, który wyglądał na złego, jednak barman nie dostrzegł błysku w jego oczach. Błysku zadowolenia. Gdy tylko barman wyszedł, Trelawney spojrzała pytająco na Dumbledore`a który wciąż przyglądał się zamkniętym drzwiom.
- Proszę, niech pan przyjmie mnie do pacy. Proszę… Ja… Potrafię przepowiadać przyszłość.
- Dobrze, zgadzam się – Dumbledore wyszedł z pomieszczenia, nie żegnając się, ani oglądając na towarzyszkę.


Niebieskie oczy Dumbledore`a spojrzały ponownie na śnieg. Teraz jak sądził, był prawie pewny, że popełnił karygodną pomyłkę.
Istniało osiem horkruksów. Cztery na cześć założycieli Hogwartu oraz cztery dla uczczenia ich wielkości i potęgi.
Albus postanowił jak najszybciej wezwać do siebie Pottera.

komentarze [120]
Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą zostaną po nich buty i telefon głuchy tylko co nieważne jak krowa się wlecze najważniejsze tak prędkie że nagle się staje potem cisza normalna więc całkiem nieznośna jak czystość urodzona najprościej z rozpaczy kiedy myślimy o kimś zostając bez niego Nie bądź pewny że czas masz bo pewność niepewna zabiera nam wrażliwość tak jak każde szczęście przychodzi jednocześnie jak patos i humor jak dwie namiętności wciąż słabsze od jednej tak szybko stąd odchodzą jak drozd milkną w lipcu jak dzwięk troche niezgrabny lub jak suchy ukłon żeby widziec naprawde zamykają oczy chociaż większym ryzykiem rodzić się niż umrzec kochamy wciąż za mało i stale za późno Nie pisz o tym zbyt często lecz pisz raz na zawsze a bedziesz tak jak delfin łagodny i mocny Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą i ci co nie odchodzą nie zawsze powrócą i nigdy nie wiadomo mówiac o miłosci czy pierwsza jest ostatnią czy ostatnia pierwszą
28.CO MA BYĆ TO BĘDZIE.



Czas ma to do siebie, że jeśli chcemy, aby płynął jak najwolniej pędzi jak szalony.
Zbliżał się grudzień. Cho Chang chyba przestała wierzyć, że kiedykolwiek będzie znów dziewczyną Harry`ego. Hermiona chodziła po szkole szczęśliwa i kiedy zdała sobie sprawę, że minęły już trzy miesiące nauki bardzo się zdziwiła, jak ten czas szybko leci.
- Wiesz co Harry? – zapytała pewnego listopadowego wieczoru chłopaka, który siedząc koło kominka czytał po raz setny „Quidditch przez wieki”. Harry podniósł oczy i spojrzał na nią zaciekawiony.
- Dziś jak szłam do biblioteki, wiesz po książkę, żeby napisać wypracowanie na transmutację, zaczepił mnie Malfoy – Harry spojrzał na nią z zaskoczeniem.
- A czego chciał?
- Nie wiesz jak on się zmienił. Teraz, kiedy jego matka i ojciec nie żyją zrobił się taki… Taki zły. Podobno zamieszkał u tej jego ciotki… Bellatrix. Słyszałam, że dołączył do śmierciożerców. A dziś… Powiedział, że wytępi wszystkie szlamy i że ja pójdę na pierwszy ogień, bo potworowi z Komnaty Tajemnic się nie udało – powiedziała i zachichotała. Harry spojrzał na nią zdumiony.
- I ty się cieszysz?
- Bo Harry… Ron stał za nim i wtedy… Bum! – powiedziała i zaczęła się śmiać. Harry uśmiechnął się tylko i zaczął powtórnie czytać książkę, która leżała chwilę zapomniana na jego kolanach. Hermiona otarła spływające łzy i wzięła się za sprawdzanie wypracowania z transmutacji, które wcześniej skończyła pisać.
Prawda była taka, że dziewczyna teraz wszystko, co kiedyś mogło ją zranić, dziś przyjmowała ze śmiechem. Malfoy nie zrobił na niej żadnego wrażenia. Mógł jej zrobić krzywdę, tak jak wtedy, gdy rok temu ją pobił, ale teraz to już jej nie obchodziło. Najbardziej chciało się jej śmiać dziś, kiedy Ron walnął w niego zaklęciem, powodując, że Malfoyowi wyrosły czułka i płetwy. Hermiona wtedy o mało nie upadła ze śmiechu.
- Harry… Zostaw tą lekturę… Chodź się przejdziemy po szkole, jestem pełna energii – Harry niechętnie odłożył książkę.
- Jest siódma, jeszcze zdążymy – zachęciła go i oboje wyszli z Pokoju Wspólnego.
Ron siedzący niedaleko ich spojrzał z zazdrością na wychodzącą parę. Zazdrościł Harry`emu. Podobała mu się Hermiona, lecz tylko jako koleżanka, a jednak wiedział, że źle zrobiłby jakby zakochał się w swojej najlepszej przyjaciółce.
Weasley postanowił znaleźć w Hogwardzie taką dziewczynę, którą go pokocha i którą on pokocha aż do śmierci.
„Po prostu muszę się dobrze rozejrzeć…” – pomyślał i poszedł do swojej sypialni nie wiedząc, że dziewczyna, której szuka znajduje się tak blisko…


***

Na korytarzach było mnóstwo uczniów. Niektórzy siedzieli w bibliotece, spacerowali z książkami z biblioteki lub tak jak Hermiona i Harry, wyszli, aby przejść się przed snem.
Zamek był tak duży, że gdziekolwiek nie udaliby się spacer nie potrwałby on mniej niż godzinę. Postanowili pójść do Pokoju Życzeń.
Przechodząc przez niezliczoną ilość korytarzy, Hermiona i jej towarzysz ujrzeli ku swojemu przerażeniu (trudno określić, której osoby było większe) Cho Chang.
Dziewczyna spacerowała po szkole samotnie, a jej towarzystwem były jedynie duże, zapuchnięte oczy. Gdy tylko zobaczyła kto zbliża się w jej kierunku na początku zbladła, a potem nie wiedziała, w którą stronę się udać. Postanowiła zaczekać, aż para Gryfonów ją minie. Harry nawet na nią nie spojrzał, za to Hermiona zerknęła szybko i również spojrzała w inną stronę.
Harry złapał Hermionę w pasie i wziął na ręce. Roześmiała się, a jej śmiech rozniósł się po korytarzu, gdzie stała samotnie Cho.
„Nienawidzę cię! Nienawidzę cię Granger! Zemszczę się. Jeszcze tego pożałujesz, że odbiłaś mi chłopaka!” - pomyślała i szybko wróciła do Pokoju Wspólnego Ravenclawu.


***


Pokój Życzeń zamienił się w piękną, królewską komnatę. Gdy tylko Hermiona i Harry otworzyli drzwi ujrzeli wielkie łoże, przed nim olbrzymi dywan, mnóstwo obrazów, przedstawiających głównie przyrodę, wielki drewniany stół, na którym stały…
- Lody! – Hermiona podbiegła do stołu i wzięła wielki puchar z kokosowymi lodami. Harry poszedł za nią i objął ją w pasie.
- Smacznego – szepnął, a dziewczynę przeszły ciarki od tego ciepłego chuchnięcia w ucho.
- Chcesz trochę? – zapytała i nałożyła nową porcję lodów na łyżkę podsuwając ją pod nos chłopaka. Harry zjadł je ze smakiem. Uwielbiał smak kokosowy, tak ja Hermiona. Gdy dziewczyna skończyła pucharek lodów, stwierdziła, że jest jej stanowczo za słodko.
- A wiesz… A mi nie – powiedział Harry, całując ją i zabierając jej słodkość z ust. Hermiona odkręciła się i położyła mu dłonie na ramionach. Harry objął ja w pasie i przysunął do siebie.
- Harry… Ja nie jestem jeszcze na to gotowa – powiedziała cicho i spojrzała mu głęboko w oczy.


***

- Więc co zrobisz?
- Proste. Będę ją dręczyć, aż ustąpi.
- Ale Cho… To chyba łamanie prawa czy coś gorszego…?
- Lavender zamknij się. Żadne łamanie, a Granger co zrobiła? Odbiła mi chłopaka, więc teraz niech płaci.
- Jak zamierzasz odebrać swoja zapłatę?
- Mówiłam już… Będę ja dręczyć. Poznęcam się trochę, ale… Muszę jej odbić Harry`ego! Ona z nim chodzi, a ja nie mogę? To po prostu niedorzeczność…! Bezczelność…! Wredna! - Parvati, Lavender i Cho stały na korytarzu i szeptały. Zbliżała się lekcja transmutacji, do dzwonka zostały dwie minuty, większość Gryfonów była dawno pod klasą, więc Parvati i Lavender musiały zostawić Cho i udać się do sali lekcyjnej.
- Ona naprawdę będzie się nad nią znęcać? – zapytała za strachem Lavender.
- Głupia jesteś!? Tylko tak żartowała…! – powiedziała wahając się Parvati. „A jeśli mówiła na serio?” – przemknęła jej szybka myśl.
- Parvati… Ona chyba nie żartowała. Ja nie chce dręczyć Herm… Granger. Przecież… Mieszkamy z nią w jednej sypialni. Mamy wspólną łazienkę… Parvati…! – krzyknęła w końcu, a jej koleżanka spojrzała na nią ze złością.
- Lavender! Ty rzeczywiście jesteś kompletną blondynką! Ona odbiła chłopaka Cho! Ona musi ponieść konsekwencje – powiedziała Parvati z wielka stanowczością, przekonując samą siebie o dobrym wyborze. „Co ma być to będzie. Cho w kłopoty by nas nie wpakowała!”
Lavender nie wyglądała jednak na szczęśliwą z powodu dręczenia Hermiony. Dziewczyny były zawsze koleżankami, a teraz Parvati i Cho przeciągnęły ją na swoją, „lepszą” stronę. Lavender nie była jednak przekonana czy ta strona jest jednak najlepsza.



***


Lekcja transmutacji jeszcze nigdy nie trwała tak długo. Harry czuł, że zaśnie szybciej niż McGonagall powie mu, że ma szlaban za spanie na lekcjach. Ron siedzący koło niego też nie wyglądał na wyspanego. Gdy Harry wrócił wczoraj do sypialni Rona w swoim łóżku nie było. Chłopak położył się i zasnął. Nie wiedział, o której wrócił jego przyjaciel. Teraz natomiast Ron siedział całkiem otępiały, a Hermiona przeciwnie, skupiona pisała notatki.
Gdy zabrzmiał dzwonek profesorka kazała swoim podopiecznym poczekać.
- Mam dla was informację. Jesteście już w ostatniej klasie… Hmm… Dyrektor uważa, że wycieczki do Hogsmead nie… Nie rozwijają waszego pojęcia o tym, ile jeszcze nas jest. Ile czarodziei żyje na świecie. Będziecie, co miesiąc, zaczynając od stycznia, odwiedzać miejsca, które są całkowicie zamieszkane przez czarodziei. Odwiedzicie cztery sławne miasta: Wzgórza Helgi Hufflepuff, Nadrzeczne Miasto Roweny Ravenclaw, Pustynie Salzara Slytherina oraz Dolinę Godryka Gryffindora. Oczywiście nie wszystkie. Gryfoni miejsce związane z Doliną Godryka Gryffindora, uczniowie Slytherinu Pustynie Salzara Slytherina, Krukoni Miasto Roweny Ravenclaw, a Puchoni Wzgórza Helgi Hufflepuff – powiedziała i spojrzała przelotnie na Harrego. Klasa zaszemrała. Te cztery miejsca związane z tak wielkimi ludźmi… Z założycielami Hogwartu! Te cztery miejsca zamieszkane przez czarodziejów. To oni je odwiedzą! Zobaczą jak powstawała historia!
Harry`ego nie interesowały jakieś pagórki Helgi, wody Roweny, czy piach Salzara, których i tak nie zobaczy. Interesowała go Dolina Godryka Gryffindora. Miejsce gdzie mieszkali i zginęli jego rodzice. Wlepił spojrzenie w ławkę. „Czy oni chcą… Ciekawe czy dyrektor…? Ciekaw czy mi pozwoli odnaleźć mój dom” – pomyślał. Hermiona siedząca dwie ławki przed nim spojrzała na niego czule. Profesor McGonagall machnęła dłonią na klasę, aby wyszła, a sama przywołała do siebie Harry`ego.
- Potter do mnie! Wszyscy wyjść! – Harry podszedł do niej zastanawiając się o co chodzi, gdy Ron i Hermiona wyszli z klasy patrząc ze zdumieniem na profesorkę.
- Potter, profesor Dumbledor znalazł w szkole i poza nią coś, co może cię zainteresować – powiedziała. Otworzyła biurko i wyjęła z niego wielkie pudło. Podniosła wieko, a Harry na widok tego, co jest w środku aż otworzył usta ze zdumienia.

komentarze [116]
Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą zostaną po nich buty i telefon głuchy tylko co nieważne jak krowa się wlecze najważniejsze tak prędkie że nagle się staje potem cisza normalna więc całkiem nieznośna jak czystość urodzona najprościej z rozpaczy kiedy myślimy o kimś zostając bez niego Nie bądź pewny że czas masz bo pewność niepewna zabiera nam wrażliwość tak jak każde szczęście przychodzi jednocześnie jak patos i humor jak dwie namiętności wciąż słabsze od jednej tak szybko stąd odchodzą jak drozd milkną w lipcu jak dzwięk troche niezgrabny lub jak suchy ukłon żeby widziec naprawde zamykają oczy chociaż większym ryzykiem rodzić się niż umrzec kochamy wciąż za mało i stale za późno Nie pisz o tym zbyt często lecz pisz raz na zawsze a bedziesz tak jak delfin łagodny i mocny Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą i ci co nie odchodzą nie zawsze powrócą i nigdy nie wiadomo mówiac o miłosci czy pierwsza jest ostatnią czy ostatnia pierwszą
Pierwsze urodziny.



Pierwsze urodziny bloga, siódmy stycznia 2007.

Statystki:

Rozdział 1 [ 3 komentarze]
Rozdział 2 [4 komentarze]
Rozdział 3 [2 komentarze]
Rozdział 4 [1 komentarz]
Rozdział 5 [3 komentarze]
Rozdział 6 [1 komentarz]
Rozdział 7 [1 komentarz]
Rozdział 8 [1 komentarz]
Rozdział 9 [1 komentarz]
Rozdział 10 [1 komentarz]
Rozdział 11 [1 komentarz]
Rozdział 12 [1 komentarz]
Rozdział 13 [5 komentarzy]
Rozdział 14 [13 komentarzy]
Rozdział 15 [15 komentarzy]
Rozdział 16 [15 komentarzy]
Rozdział 17 [32 komentarze]
Rozdział 18 [31 komentarzy]
Rozdział 19 [62 komentarze]
Rozdział 20 [56 komentarzy]
Rozdział 21 [95 komentarzy]
Rozdział 22 [38 komentarzy]
Rozdział 23 [55 komentarzy]
Rozdział 24 [39 komentarzy]
Rozdział 25 [73 komentarzy]
Rozdział 26 [104 komentarze]
Rozdział 27 [620 komentarzy]

Pod notkami znalazło się 1 273 komentarzy, średnio pod każdą 48 komentarzy.

Wszystkich komentarzy napisaliście: 2 315.
Średnia 73 komentarze pod każdą notką.


Do Księgi Gości wpisało się 50 osób.

Do ulubionych dodało mnie 98 osób, za co bardzo dziękuje.

Najwięcej, jak do tej pory odwiedziło moją stronę 560 osób, a było to 12 grudnia 2006 roku.

Radykalnie zmieniłam wizerunek bloga, co chyba wyszło mu na dobre, patrząc na statystyki.

Dziękuję.

komentarze [107]
Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą zostaną po nich buty i telefon głuchy tylko co nieważne jak krowa się wlecze najważniejsze tak prędkie że nagle się staje potem cisza normalna więc całkiem nieznośna jak czystość urodzona najprościej z rozpaczy kiedy myślimy o kimś zostając bez niego Nie bądź pewny że czas masz bo pewność niepewna zabiera nam wrażliwość tak jak każde szczęście przychodzi jednocześnie jak patos i humor jak dwie namiętności wciąż słabsze od jednej tak szybko stąd odchodzą jak drozd milkną w lipcu jak dzwięk troche niezgrabny lub jak suchy ukłon żeby widziec naprawde zamykają oczy chociaż większym ryzykiem rodzić się niż umrzec kochamy wciąż za mało i stale za późno Nie pisz o tym zbyt często lecz pisz raz na zawsze a bedziesz tak jak delfin łagodny i mocny Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą i ci co nie odchodzą nie zawsze powrócą i nigdy nie wiadomo mówiac o miłosci czy pierwsza jest ostatnią czy ostatnia pierwszą
27.(NIE)SZCZĘŚLIWY DZIEŃ.



Pierwszy września. Dla Harry`ego i Hermiony oznaczał rozpoczęcie ostatniego roku nauki w Szkole Magii i Czarodziejstwa Hogwart. Hermiona, gdy tylko o tym pomyślała ogarniało ją dziwne uczucie przygnębienia. Nie chciała wracać do szkoły. Zżyła się ze swoją mamą, której nie widziała blisko rok. Również jej miłość do Harry`ego się pogłębiła. Mimo poważnej kłótni na początku wakacji, dzięki której w pewnej części związek Hermiony i Harry`ego umocnił się i przetrwał, dziewczyna i przez to nie chciała wracać. Bardzo ufała swojemu chłopakowi.
Harry natomiast bardzo polubił panią Granger. Czuł również zaufanie do Hermiony, ale w nieoczekiwanych momentach było mu głupio i wstyd przez to jak ją traktował.
Jednak co się okazało: Oboje przetrwali próbę losu i wzmocnili swoją miłość.
Teraz siedzieli w pociągu razem z Ronem, Ginny i Nevillem. Luny, która zerwała z Ronem dla Deana, nie było w przedziale. Jej chłopak był wcześniej wielką miłością Ginny, która jednak była bardzo przeciwna jego zachowaniu. Dziwnego postępowania Ginny można byłoby się już dopatrzyć podczas powrotu do domu pod koniec ubiegłego roku nauki. Ruda Weasley trzymała wtedy Nevilla za rękę i najwyraźniej była dumna ze swojego zachowania.
Teraz sytuacja bardzo się nie zmieniła. Ginny nadal trzymała Nevilla za rękę i patrzyła się na niego jakby oglądała słońce, Ron oglądał krajobraz za oknem, Harry również oglądał, ale nogi Hermiony, a Hermiona natomiast spokojnie czytała „Proroka Codziennego”.
- Oh nie! – krzyknęła nagle i poderwała się z miejsca. Prorok wypadł jej z ręki, która mocno drżała.
- Nie nie nie! To okropne! – histeryzowała dalej.
- Coś się stało? Coś związanego z Voldemortem? Hermiono! Spokojnie jego już nie ma – Harry starał się uspokoić swoją dziewczynę. Przyciągnął ją do siebie i usadził na swoich kolanach.
- Powiedz co się stało.
- Sam przeczytaj – powiedziała. Chłopak schyliła się po gazetę, podniósł ją i zaczął czytać na tyle głośno, aby wszyscy usłyszeli.


Początek trzeciej wojny??

Zwolennicy Sam-Wiesz-Kogo nie przestali działać nawet po śmierci swojego przywódcy.
Wczoraj z bardzo zaufanego źródła otrzymaliśmy wiadomość, że śmierciożercy ponownie zaatakowali. Tym razem zabili znane małżeństwo, szanownego pana Hilarego Kruma wraz z żoną Eurodytą Krum. Rodzice znanego Wiktora, szukającego bułgarskiej drużyny, nieżyjącego od roku…


Harry odłożył gazetę. Nie mógł dalej czytać. Hermiona była narzeczoną Kruma, on zginął… Ona zaufała Harry`emu, a teraz… Taka wiadomość.
- Nie martw się – powiedział tylko Harry i spojrzał Hermionie głęboko w oczy. Reszta osób w przedziale pokiwała smutnie głowami.
Ron jednak nachylił się po gazetę i zaczął czytać dalej.
- Posłuchajcie dalej… To okropne, odrażające… Nie, to niemożliwe… - wychrypiał Ron i zaczął czytać.


„…Kolejny tak brutalny mord nie był nigdy wykonany nawet przez nich. Tym razem zamordowali aurora. Zmasakrowali mu twarz, pocięli ciało, oberwali kończyny… Auror ten nazywał się Alastor Moody, znany społeczeństwu czarodziei bardziej jako „Szalonooki” Moody. Taka zbrodnia nie miała miejsca już od blisko…”


- Zaczekaj! Moody? – zapiszczała Ginny.
- Tylko nie on… Przecież on… Ale jak… Nie… To niemożliwe!! – krzyknęła Hermiona.
Byli w szoku. Hermiona obgryzała paznokcie ze zdenerwowania.
- Myślałem, że jesteśmy bezpieczni… - powiedział bardzo cicho Neville.
- Taaak… Ja też tak myślałem – stwierdził jeszcze ciszej Ron i spojrzeli przerażeni na gazetę.
Do końca podróży dyskutowali już tylko o tym. Wiadomość o morderstwie Moody`ego rozniosła się bardzo szybko. Dyrektor wspomniał o tym nawet o tym na uczcie z okazji rozpoczęcia roku. Dodał również, że Voldemorta już nie ma. Zrobił to chyba nie potrzebnie, gdyż w Wielkiej Sali nie było osoby, która by o tym nie wiedziała.
Hermiona chciała jak najszybciej znaleźć się w łóżku.
- Jedzcie już moi drodzy! – krzyknął dyrektor po swojej niezwykle długiej mowie i po ceremonii przydziału, po której do szkoły zawitało sporo nowych uczniów.
- Jak mi się może chcieć spać… - mruknęła Hermiona. Harry położył dłoń na jej dłoni i zachęcił ją do jedzenia.
- Jedz dziewczyno. Zaraz pójdziemy spać – powiedział, a oczy mu rozbłysły.
- Harry, na razie ja z tobą spać nie będę – dziewczyna uśmiechnęła się i zaczęła jeść. Harry odwzajemnił gest i podał jej sałatkę stojącą najbliżej nich.
- Mmm… Moja ulubiona – powiedziała i zamrugała.
Uczta trwała i trwała. W końcu zbliżał się koniec biesiady. Dyrektor powstał i powiedział wszystkim dobranoc.
- Nareszcie. Już zasypiam na stojąco –mruknęła Gryfonka. Harry wziął ją za rękę.
- Ron mam prośbę. Weź odprowadź w tym roku pierwszaków do naszego Pokoju Wspólnego. Hermiona mi tu zaraz zaśnie –powiedział Harry. Ron kiwnął głową, mówiąc, że nie ma sprawy.
Gdy doszli do drzwi, spotkali się oko w oko ze Snape`em i jego współtowarzyszką. Plotki głosiły, że w wakacje wzięli ślub. Kobieta stojąca koło niego i opierająca się na jego ramieniu miała czarne, długie włosy oraz dziwne imię - Amelia. Uczyła ich obrony przed czarną magią, a na Snape`a działała zbawiennie, gdyż nie krzyczał on już na uczniów Gryffindoru podczas eliksirów, nie odejmował punktów za byle co, a pierwszy szlaban zarobił u niego Goyle za swoją wielką głupotę.
Hermiona i Harry wyszli z Wielkiej Sali, witając się z Amelią i Severusem krótkim „Dobry wieczór.”
Wokoło nich rozciągało się morze ludzi. Wszyscy spieszyli się do swoich dormitoriów. Harry wzmocnił uścisk dłoni i zaczął prowadzić Hermionę wśród rozgadanych pierwszaków. Dotarł do schodów i zobaczył koło nich osobę, której widzieć już nigdy nie chciał.
Przy schodach stała Cho Chang i wyglądała jakby na kogoś czekała.
Harry nie miał wyboru, musiał koło niej przejść. Spojrzał na bladą Hermionę, która nagle się zarumieniła. Harry nachylił się i ja pocałował.
W tym tłumie ludzi, spojrzenie przecięło sobie przejście jak brzytwa tnie za długi materiał. Gdyby złowrogie oczy Cho Chang mogły zabijać, Hermiona leżałaby martwa.
Harry spojrzał z lekkim triumfem w stronę schodów. Hermiona wzięła chłopaka ponownie za rękę i minęła Cho.
W oczach Gryfonki tlił się ogień spełnionej zemsty.
Gdy wspinali się na górę z innymi uczniami Gryffindoru, przed ostatnim korytarzem dzielącym Pokój Wspólny Gryffindoru od reszty szkoły, Harry złapała w pasie Hermione i gwałtownie skręcił w inny korytarz, odciągając ją od reszty uczniów.
- Co robisz!? – krzyknęła na pół wściekła, a na pół rozbawiona.
- Porywam cię. Na razie nie idziemy do Pokoju Wspólnego – powiedział, a Hermiona zastanawiała się co ją czeka i o której wróci do sypialni, narażona na podejrzliwe spojrzenia dziewczyn. Harry skręcił w jeszcze jeden korytarz i wszedł do klasy, której nikt od dawna nie używał.
Hermiona usiadła na ławce patrząc na poczynania Harry`ego.
Harry natomiast chodził po klasie i gasił lampy. Gdy zrobiło się ciemno Hermionę ogarnęło dziwne uczucie. Lęk, strach, a jednak czuła się bardzo bezpiecznie. Jednak wolałaby siedzieć w tych ciemnościach przytulona do Harry`ego, a niźli do ławki.
Chłopak jednak na razie nie miał w planach przytulać się do Hermiony. Wyczarował sto dwanaście świec, które podpalił machnięciem różdżki. W klasie zamigotało i zrobiło się bardzo przytulnie. Machnął jeszcze raz, a z różdżki wystrzeliły kwiaty. Harry podszedł do Hermiony, która z wrażenia aż wstała.
- Kocham cię. Ja… Przepraszam za wszystko. Jeśli cię kiedykolwiek zraniłem to naprawdę przepraszam - powiedział wręczając oniemiałej dziewczynie tulipany. Hermiona jakoś nie mogła sobie przypomnieć czy chłopak kiedykolwiek ją zranił, choć zdarzył się to tyle razy… Ściskała kwiaty w spoconej dłoni i poczuła na swoich plecach równie spocone, gorące dłonie, a na szyi ciepły oddech…
Bukiet upadł i leżał zapomniany przez długą chwilę.


***

Parvati i Lavender jeszcze nie spały. Omawiały pierwszy dzień szkoły. Po wakacjach stały się znów serdecznymi przyjaciółkami. Cho była również ich dobrą koleżanka. Trzy dziewczyny szczerze nienawidziły pewnej Gryfonki, współlokatorki Parvati i Lavender. Właśnie ta współlokatorka weszła cicho do sypialni i zobaczyła, że osoby, które powinny spać nie robią tego, a cicho ja obgadują.
- Eee, cześć – wydusiła w końcu Hermiona. W zamian ujrzała, że dziewczyny krzywo się uśmiechają i ironicznie odpowiadają na przywitanie. Hermiona już czuła, co się będzie działo. „Cho nie popuściła! Nadal będzie chciała mieć Harry`ego tylko dla siebie, ale po dzisiejszym wieczorze… Wiem, że Harry tego nie chce i jestem pewna, że ją zignoruje. Boję się, bo jeśli Lavender i Parvati będzie przeciwko mnie to trudno mi się będzie z nimi dogadać w tym roku, ale jeśli… Będę udawała, że nic się nie stało. Nie zdradzę im moich sekretów. Będę opowiadała im o Harry`m, a one pewnie wszystko powtórzą Chang. Nawet największą głupotę… Hmm, wiem co zrobię” pomyślała szybko Hermiona i postanowiła opowiadać o tym jak ona i Harry się kochają.
- No… Co słychać? Jak wakacje? – zapytała, a w jej głosie było aż gęsto od ironii. Dziewczyny spojrzały na nią ze zdziwieniem. Parvati rzucała lekko zszokowane spojrzenie na Lavender, ale ta postanowiła rozpocząć walkę.
- Dobrze, a u ciebie? – „Sypnęła pytanie” pomyślała Hermiona i spojrzała Brown prosto w oczy. „Pewnie wszystko jutro powtórzy Chang… A co mi szkodzi.”
- Bardzo dobrze. Spędziłam z Harry`m wspaniałe wakacje. Nigdy jeszcze nie miałam tak fajnych. Ale chyba najlepszą zabawę mieliśmy u nas w domu - po tych słowach Hermiona skierowała się do łazienki, a Lavender i Parvati spojrzały w stronę drzwi i zaczęły cicho rozmawiać, jednak panna Granger tuląca głowę do drzwi po drugiej stronie słyszała każde słowo.
- Jak myślisz… Mówi prawdę? Na serio całe wakacje byli razem? – zapytała Parvati cichym szeptem.
- Nie wiem… Cho miała spotkać się z Potterem i jakoś go otumanić, ale gdy pytam się jej jak poszło to spotkanie szybko zmienia temat - odpowiedziała również szeptem Lavender.
- Może jej wcale nie poszło? Nic nie wyszło z tego spotkania… Co to za pomysł! Nigdy jej się nie uda odbić Granger Harry`ego! Przecież ta rzuciła na niego jakieś zaklęcie! - szeptała z przejęciem Parvati. Hermiona słuchająca rozmowy o mało nie wybuchnęła śmiechem. „Co ona za głupoty wygadują…?” pomyślała i postanowiła już nie słuchać tych bzdur. Weszła do wanny i zaczęła się rozkoszować gorącą wodą.
Gdy wyszła cudownie rozgrzana, dziewczyny już leżały w łóżkach, ale jednak jeszcze nie spały. Hermiona weszła do łóżka i otuliła się kołdrą. Przymknęła oczy i przypominała sobie sytuacje sprzed dwóch godzin, w pustej klasie… „Gdzie ja zostawiłam ten bukiet?” pomyślała i wśród szeptów koleżanek zasnęła.


***

Gdy rano wstała dormitorium było zupełne puste. Wyjrzała przez okno i ku swojemu rozczarowaniu zobaczyła padający deszcz. Zbliżała się jesień.
Hermiona spojrzała na zegarek. Dochodziła siódma. „Gdzie dziewczyny tak wcześnie poszły…? Tak, pewnie nie chciały być ze mną w jednym pomieszczeniu dłużej niż parę minut! Ciekawe jak w takim wypadku spędzają noc!” Hermiona postanowiła poleżeć jeszcze z dziesięć minut. Gdy minęła połowa czasu, czyli pięć po siódmej, wylegująca się dziewczyna usłyszała ciche otwierane drzwi. Do sypialni wszedł Harry.
- Śpisz? – szepnął cicho, a Gryfonka uniosła się i kiwnęła przecząco głową. Harry podreptał w stronę dziewczyny.
- Mogę? – zapytał wskazując na brzeg jej łóżka. Hermiona kiwnęła nieśmiało głową. Harry położył się i pocałował ją w policzek, powodując u niej lekki rumieniec.
- Chyba pora wstać – powiedziała w końcu, gdy zegar wskazywał pół do ósmej. Harry kiwnął głową, że nie wstaje, że woli poleżeć… Hermiona postanowiła wstać i iść się umyć i ubrać. Gdy szorowała zęby usłyszała, że do sypialnie wchodzi Parvati i Lavender, które najwyraźniej przyszły po książki. Dziewczyna spokojnie dokończyła myć zęby i zaczęła rozczesywać włosy. Cały czas myślała, co takiego Harry zrobi widząc dziewczyny, lub odwrotnie.
Gdy usłyszała podniesiony, piskliwy głos Parvati, Hermiona wychyliła się i ujrzała zdumiewającą scenę.
Parvati stała koło łóżka, gdzie leżał Harry. Chłopak przeglądał właśnie szufladę Hermiony szukając jej łańcuszka i wychylając się, aby móc dosięgnąć do szafki nocnej. Lavender patrzyła ze zdumieniem jak Parvati osądza Harry`ego o kradzież. Hermiona postanowiła przerwać te niedorzeczności.
- Harry, kotku chodź tu do mnie – powiedziała, a wszystkie osoby w pomieszczeniu spojrzały na nią. Harry wstał, trzymając w ręku srebrny krzyżyk. Hermiona cofnęła się do łazienki, a Harry z miną wyrażającą wielką chęć wyśmiania Parvati, minął ją i Lavender i wszedł do łazienki.
Hermiona wzięła szczotkę i z uśmiechem kończyła czesać włosy, a Harry oparty o wannę przyglądał się jej bez słowa.


komentarze [192]
Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą zostaną po nich buty i telefon głuchy tylko co nieważne jak krowa się wlecze najważniejsze tak prędkie że nagle się staje potem cisza normalna więc całkiem nieznośna jak czystość urodzona najprościej z rozpaczy kiedy myślimy o kimś zostając bez niego Nie bądź pewny że czas masz bo pewność niepewna zabiera nam wrażliwość tak jak każde szczęście przychodzi jednocześnie jak patos i humor jak dwie namiętności wciąż słabsze od jednej tak szybko stąd odchodzą jak drozd milkną w lipcu jak dzwięk troche niezgrabny lub jak suchy ukłon żeby widziec naprawde zamykają oczy chociaż większym ryzykiem rodzić się niż umrzec kochamy wciąż za mało i stale za późno Nie pisz o tym zbyt często lecz pisz raz na zawsze a bedziesz tak jak delfin łagodny i mocny Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą i ci co nie odchodzą nie zawsze powrócą i nigdy nie wiadomo mówiac o miłosci czy pierwsza jest ostatnią czy ostatnia pierwszą
26.WIEK NIE LICZY SIĘ W MIŁOŚCI.



Hermiona stała z Harry`m przed ładnym domem na przedmieściach Londynu. Spojrzała na Harry`ego. Wyglądał na spokojnego. Dziewczyna jednak odczuwała zdenerwowanie. Chłopak stojący koło niej zadzwonił, a za drzwiami usłyszeli chrobot i po chwili ukazała się im staruszka z ulicy.
- Dzień dobry.
- Witajcie moi kochani! Wejdźcie - przywitała się z nimi i uśmiech zagościł na jej twarzy. Hermiona i Harry weszli posłusznie do pokoju. Pani Meadsow wskazała im fotele. Usiedli.
- Napijecie się czegoś?
- Poprosimy o herbatę - powiedział Harry i oparł się w swoim fotelu. Kobieta wyszła.
- Nie wiesz po co ona nas tu zaprosiła? - zapytała Hermiona rozglądając się po całym salonie. Był typowym domem. Ładne meble, trochę przykurzone, jednak warte przyjrzenia się im z bliska.
- Nie mam pojęcia - Harry uśmiechnął się.
- Wiesz co? Pomyślałam, że skoro i tak będziemy sami w domu, to może… Może pojedziemy do mnie? U mnie posiedzimy z tydzień, potem z tydzień u Rona i wyjedziemy na resztę wakacji nad morze. Dom może być bez opieki. W końcu nie jest twój. No i nie jest z cukru - rozplanowała wakacje Hermiona.
- No nie jest - Harry uśmiechnął się. „Piękny jesteś!” Pomyślała Hermiona i również się uśmiechnęła. Nagle usłyszeli stukot i pani Meadsow weszła niosąc trzy herbaty i ciastka.

***

- Nie potrafię uwierzyć, że ci to dała - powiedziała Hermiona pakując swoją walizkę. Oboje z Harry`m postanowili wyjechać do domu Hermiony jeszcze tego samego wieczoru.
- Ja też w to nie mogę uwierzyć. Przecież to taka pamiątka! - powiedział Harry patrząc na stary zeszyt z czułością.
Mama Harry`ego kiedyś odwiedziła swoją koleżankę, Dorcas, i przez nieuwagę zostawiła tam stary zeszyt. Pamiętnik. Po tym wydarzeniu Lily nigdy nie była już w domu państwa Meadsow.
Harry wrzucił skarpetki do walizki i wziął zeszyt do ręki, gładząc okładkę z czułością. Nie był zapisany do końca. Najprawdopodobniej mama chłopaka zostawiła ten zeszyt jak była jeszcze uczennicą Hogwartu. Nic nie było o ślubie, o drużbach i o weselu.
Harry otworzył zeszyt na środku i zaczął czytać, a Hermiona siadła mu na kolanach i zaczęła czytać razem z nim.
Zaczytując się, czuli jak wrócili do młodości Lily. Obrazki z jej życia przesuwały się każdemu z osobna przed oczami.


” 20 czerwiec- szósta klasa .
Wyszłam dziś ze Skrzydła Szpitalnego. Jak się tam znalazłam? To nie jest godne uwagi. To jest nie właściwe postępowanie Lucjusza Malfoya.
Wczoraj wieczorem leżałam sobie w Skrzydle Szpitalnym i myślałam, że nikt mnie już nie odwiedzi. Jak mogłam się mylić? Do tego ohydnego, że tak to ujmę miejsca wszedł James. Postanowiłam wreszcie z nim poważnie porozmawiać. Nie było mi łatwo, zresztą po tym co zrobił mi Malfoy, ale Jamesowi należały się wyjaśnienia. Przecież jest moim narzeczonym! Gdy tylko koło mnie usiadł zaczęłam:
- James? Musimy porozmawiać.
- Tak Lily? - zapytał się mnie tym swoim głosem. Zaraz się rozpłynę ze szczęścia.
- Bo widzisz… Ja chciałam mu uciec, ale nie mogłam… - głos mi zaczął drżeć. Chyba zaraz się popłaczę! James mnie wtedy przytulił i pogłaskał po głowie jak małe dziecko.
- To nie twoja wina Lilka. To moja wina. Mogłem być wtedy przy tobie.
- Nie James. To moja wina. Jakbym nie obrażała się o twoje głupie żarty, to by się nigdy nie wydarzyło… Ja chciałam swój pierwszy raz przeżyć z tobą…
- Chciałaś ze mną przeżyć… - zapytał nie dowierzając.
- Tak. Chciałam z tobą przeżyć to COŚ… - uśmiechnęłam się.
- Lilka….
- Tak?
- Kocham cię - powiedział James i znowu mnie przytulił.”


Harry gwałtownie zatrzasnął zeszyt.
- Malfoy? Znowu on? - Hermiona spojrzała na Harry`ego.
- Harry… Twoi rodzice byli zaręczeni już w szóstej klasie. Mieli tyle lat co my.
- Hermiono… Mieliśmy jechać do ciebie - powiedział wrzucając zeszyt do walizki.
„Co on zrobił jego mamie?” pomyślała Hermiona. „Oby… Oby nic takiego co Dudley próbował zrobić mnie…” Przeraziła się, wzdrygła i wróciła do pakowania swoich rzeczy.

***

Gdy dojechali, było bardzo ciemno i bardzo zimno. Nie do pomyślenia, że po rekordowym upale nastąpiła tak zimna noc. Nie było nawet dziecięciu stopni. Nie wiarygodnie, ze różnica temperatur jednego dnia dochodziła do 40 stopni. Harry z Hermioną stanęli przed domem, gdy nagle drzwi się otworzyły.
- Witaj Hermiono!! - krzyknęła pani Granger wychodząc przed dom dziewczyny. Harry trzymał się z boku i przyglądał się miejscu gdzie Hermiona spędziła dzieciństwo.
- Dzień dobry mamo.
- Schudłaś! No jasne! Wymizerniałaś… Aj! Jakaś ty chuda! Jaka… - zaczęła biadolić mama Gryfonki.
- Nie jestem chuda…!
- Policzki zapadnięte! Trzeba cię dobrze dożywić kochanie. Jak ty schudłaś okropnie! - prawie krzyknęła i odchyliła się, żeby zobaczyć całą posturę córki.
- Mamo! Wcale nie schudłam. Chodźmy do domu, bo jest ciemno i robi mi się zimno.
- Tak, tak! Chodźcie dzieci! - powiedziała pani Granger i przywołała do siebie Harry`ego, który wpatrywał się jak zahipnotyzowany w dom i wcale się nie odzywał. Patrzył i oglądał dokładnie piękny, duży dom Hermiony. Był pewien. To nie dom Hermiony tu stoi. Tu stoi dom jego przyszłej żony.

***

Wakacje minęły bardzo szybko. Hermiona i Harry nigdzie nie wyjeżdżali. Nie byli u Rona, nie byli u Harry`ego, nie byli nad morzem… Całe wakacje przesiedzieli w domu Hermiony bawiąc się jak nigdy w życiu. Wyjechali tylko raz. Pojechali na Pokątną kupić podręczniki, gdyż poprzedni ich wyjazd był kompletnie nieudany.
Oblali hucznie siedemnaste urodziny chłopaka, który był prawie jedenaście miesięcy młodszy od Hermiony. Jednak niczego nie było po nim widać, a wiek nie liczy się w miłości.

komentarze [86]
Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą zostaną po nich buty i telefon głuchy tylko co nieważne jak krowa się wlecze najważniejsze tak prędkie że nagle się staje potem cisza normalna więc całkiem nieznośna jak czystość urodzona najprościej z rozpaczy kiedy myślimy o kimś zostając bez niego Nie bądź pewny że czas masz bo pewność niepewna zabiera nam wrażliwość tak jak każde szczęście przychodzi jednocześnie jak patos i humor jak dwie namiętności wciąż słabsze od jednej tak szybko stąd odchodzą jak drozd milkną w lipcu jak dzwięk troche niezgrabny lub jak suchy ukłon żeby widziec naprawde zamykają oczy chociaż większym ryzykiem rodzić się niż umrzec kochamy wciąż za mało i stale za późno Nie pisz o tym zbyt często lecz pisz raz na zawsze a bedziesz tak jak delfin łagodny i mocny Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą i ci co nie odchodzą nie zawsze powrócą i nigdy nie wiadomo mówiac o miłosci czy pierwsza jest ostatnią czy ostatnia pierwszą
25.KOLEJNY BŁĄD STAREGO CZŁOWIEKA.



Brudne, szare odpadki z pięknej złocistej herbaty. To tylko zostało, gdy Hermiona skończyła pić napój z filiżanki.
Ron przyglądał się jej w milczeniu. Było mu jej żal. Ciągle kłóciła się z Harry`m. O byle co, jak mądrze zauważył. O Cho - która zdaniem Rona i wszystkich - była pierwszą dziewczyną Harry`ego. O Dudleya - co według Rona był najpoważniejszym problemem. „Cokolwiek młody Dursley chciał zrobić Hermionie, jej to by cię raczej nie spodobało… To tak zmieniło Hermionę.” Widocznie Harry nie zauważał niczego dziwnego w swoim zachowaniu.
Ron jednak zauważył to już dawno. Harry przestał do niego pisywać, bo jak wyjaśnił w ostatnim liście - jest zajęty Hermioną. Hermiona natomiast pisała do niego bardzo często. Z jej listów wiało szczęściem, choć… Ostatnio Ron zauważył, że jej listy robiły się coraz mniej wesołe.
Teraz siedział i wpatrywał się w przyblakłe, matowe włosy swojej przyjaciółki, która niezdarnie próbowała wyłapać ostatnie krople herbaty z filiżanki.
- Zamówić drugą? – zapytał Ron i poruszył śmiesznie nosem. Hermiona spojrzała na niego.
- N… Nie musisz. Ja… Jadę do domu. Muszę znaleźć Harry`ego. Muszę się zapytać jak się czuje, bo wiesz… Cześć. Pozdrów Lunę – Hermiona wstała jakoś tak niezdarnie, strącając filiżankę. Jej oczy wskazywały, że myślami była daleko stąd.
- Hermiono? Wszystko w porządku? - zapytał Ronald. Hermiona kiwnęła głową.
- Luna już ze mną nie mieszka… W o… W ogóle to ona zerwała ze mną – powiedział szybko rudzielec, lekko się rumieniąc. To sprowadziło Hermionę na ziemię.
- Słucham? Chyba się przesłyszałam… Czy ty powiedziałeś, że Luna z tobą zerw…
- Hermiona!! – dziewczyna szybko się okręciła i zobaczyła Harry`ego.
- Poczekaj chwilkę! – odkrzyknęła do swojego chłopaka i zwróciła się ponownie do Rona.
- Jak to się stało?
- Bo ona… Ona chodzi teraz z… Z Deanem – powiedział Ron i spojrzał na swoje buty. Hermiona poczuła, że ogarnie ja fala współczucia i żalu. „Biedny Ron! A ja się denerwuję o jakieś głupoty z Chang!…”. Hermiona spojrzała na spuszczoną głowę Weasleya, na jego wydłużoną minę. Nie zastanawiając się długo i nie myśląc o tym, że Harry będzie znów zazdrosny, przytuliła Rona. Chłopak i ją przytulił.
Jednak nie tak jak przytula się przyjaciół. A może jej się tylko tak zdawało?

****

Hermiona okręciła się i wróciła do Harry`ego. Prawdę mówiąc trochę bała się jego reakcji, jednak Harry zdawał się nic tym nie przejmować.
- Możemy już iść – powiedziała i ruszyli do wyjścia.
- Nie masz pojęcia, co teraz czuje – powiedział Harry patrząc błyszczącymi oczami na Hermionę.
- Wiem co czujesz, bo… Bo ja czuję to samo - odpowiedziała niepewnie.
- Jaki ja jestem szczęśliwy, że go już nie ma!
- Ja też. Wracajmy już do domu – powiedziała zmęczonym głosem. Czuła się jak po testach z SUM-ów. Było jej niedobrze, chciało jej się spać, i miała ochotę na coś do jedzenia.
- Tak, wracajmy – powiedział szczęśliwy Harry. Czuć było na odległość, że się cieszy. Czego można jeszcze chcieć? Ma koło swojego boku ukochaną dziewczynę, Voldemorta już nie ma - świat jest bezpieczny. Przepowiednia dotyczyła Snape`a. Dumbledore się pomylił. „Błąd starego człowieka” Powiedział po raz któryś.
Harry przytulił się do Hermiony, gdy wyszli z Ministerstwa Magii, a ich otulił chłodny wiatr nocy po upalnym dniu.
Harry machnął różdżką, a przed nimi pojawił się fioletowy Błędny Rycerz.
- Twój wujek i ciocia wyjechali z Dudleyem na wakacje, na dwa tygodnie, do Marge. Może i my się gdzieś wybierzemy? – zapytała Hermiona wchodząc to Błędnego Rycerza i witając się z kierowcą przez uśmiech.
- Możemy. Gdzie chcesz? – odpowiedział chłopak płacąc za przejazd.
- Nie wiem. Nad morze? - zapytała chłopaka, który wyciągnął się na poniszczonym łóżku w Błędnym Rycerzu.
- No może być. Pojedziemy jak Dursleyowie wrócą od Marge. Nie zostawiajmy domu na pastwę dwóch tygodni, zresztą - nikogo nie będzie – powiedział i mrugnął do Hermiony.
„Co on knuje? Cokolwiek by to nie było, będzie fajnie. Bynajmniej, lepiej niż poprzednio.”
- Pamiętasz, że dziś po południu mamy pojechać do tej pani Meadsow?
- O rany! Zapomniałem…! To się chyba dziś wcale nie opłaca kłaść spać – powiedział wyglądając przez okno i patrząc na wschód słońca, uśmiechając się lekko.
Spać oczywiście nie poszli.

komentarze [68]


OGŁOSZENIA

Zostały dodane trzy ostatnie notki.

REGULAMIN

Przeczytaj, jeśli jesteś tu pierwszy raz.
Regulamin
1.Opowiadanie pisane na podstawie książki "Harry Potter" J.K.Rowling, kanonicznie, jednak nie wszystkie fakty się zgadzają.

2.Akcja opowiadanie rozpoczyna sie w szóstej klasie.

3.To opowiadanie nawiązuje do mojego drugiego opowiadania o LILYANNE EVANS.

4.Aby być informowanym o nowych częściach opowiadania, należy podać swój numer gadu-gadu lub napisać do mnie.

5.Dodanie mnie do ulubionych, wpisanie się do Księgi Gości, zostawienie komentarza- mogę odpowiedzieć, odpowiedzieć nie muszę.

6.Szablon do tego opowiadania wykonałam tylko i wyłącznie ja.

7.Informację o nowych notkach proszę zostawiać w komentarzach.

8.To jest blog anty reklamowy, jednak jeśli chcesz/musisz zosatwić reklamę, zrób to w Księdze Gości.

9.Szanuj moją pracę. Nie kradnij!

10.Dziękuje za przeczytanie regulaminu. Zapraszam do czytania opowiadania.

STATYSTYKI

Teraz jest ludzi.
Dziś było ludzi.
Odwiedziło ludzi.
Jestem z wami
<- podsumowanie

AUTOR


Mam na imię Kasia. Interesuję się informatyką.
Moje strony.
Moje strony:

Klik!


Klik!



HISTORIA

Jak powstała ta strona?
Jak powstała moja strona o Hermionie lub o Lily?
Kiedyś weszłam na pewną stronę. Zaczęłam czytać opowiadanie Asi. Było to pierwsze opowiadanie z cyklu "Harry Potter" jakie przeczytałam. Mówiło ono o rodzicach Harry`ego, było o Lily Evans i Jamesie Potterze.
Spodobało mi się. Postanowiłam sama zacząć pisać. Kiedyś szukałam innych opowiadań. Weszłam na mylog i znalazłam stronę, jednak wyświetliło się „blog porzucony”. Przejęłam go i tak powstała historia o Hermionie [7 stycznia] . O Lily zaczęłam pisać trzy tygodnie później [29 stycznia]. Tak powstała strona z moim drugim opowiadaniem.
Gdy czytałam opowiadanie o Evans od którego się zaczęło moje pisanie i tworzenie, słuchałam pewnej piosenki… [Impuls "Teraz razem"] Pokochałam ją i wtedy pokochałam i kocham nadal pisać o Hermionie i Lily. Teraz gdy tylko słyszę tę piosnekę poprostu siadam i piszę dalej...:)

Archiwum.
2006
styczeń (14)
luty (4)
marzec (2)
kwiecień (2)
maj (1)
czerwiec (1)
lipiec (2)
sierpien (3)
wrzesień (1)
listopad (1)
grudzień (1)

2007
styczeń (2)
luty (1)
kwiecień (2)
maj (1)
czerwiec (1)
październik (4)

2011
czerwiec (1)


1 rok

FAQ

Jak zostawić 100 komentarzy na mylogu?
Jak dać 100 komentarzy na blogu nie tracąc czasu?
Gdy dajecie komentarze, niejednokrotnie wyświetla się „Możesz dodać 1 komentarz w ciągu minuty.” Cóż to oznacza? Macie włączoną blokadę COOKIES, czyli CIASTECZEK :)
Aby ją zdjąć należy przede wszystkim wejść w „Narzędzia”, a potem „Prywatność” lub „Ustawienia”. Zależy z jakiej przeglądarki korzystacie. Wyłączacie blokadę Cookies i możecie dawać już mnóstwo komentarzy, nie patrząc na czas, jednak klikając cały czas OK. Liczcie się z tym, że komentarze będą o takiej samej treści.
Jeśli chcecie się gdzieś zalogować, albo zrobić cokolwiek innego, np. sprawdzić pocztę, musicie włączyć Cookies spowrotem. Ja wyłączam ją tylko, gdy komentuje blogi. Na Mozilli Firefox mam włączone, bo z tej przeglądarki loguję się na myloga, a blogi i opowiadania komentuje z Internet Explorer, gdzie Cookies są wyłączone.
Jeśli macie nadal z tym problem polecam stronę Wikipedii, gdzie można znaleźć poradę jak wyłączyć Cookies pod "Blokowanie ciasteczek".
Mam nadzieję, że wam pomogłam. To w rzeczywistości działa. Nie kłamię :)
Pisownia nazw własnych angielskich.
Poprawna odmiana nazw własnych z języka angielskiego zawsze sprawiała mi trudność. Niedawno odkryłam jak poprawnie odmieniać imiona czy nazwiska angielskie.
1.Jeśli na końcu wyrazy występuje spółgłoska, a po niej samogłoska, wyraz ten odmienia się przez `, np. Harry`ego, Dumbledore`a.
2.Jeżeli na końcu wyrazu występują dwie samogłoski, wyraz odmienia się normalnie, np. Weasleya, Weasleyów.
3.Jeżeli na końcu wyrazu występuje samogłoska i spółgłoska, wyraz odmienia się normalnie, np. Rona, Ronowi.
4.Jeśli na końcu wyrazu występują dwie spółgłoski wyraz odmienia się normalnie, np. Blacka, Blackowi.

SONDA

Wyniki poprzedniej sondy.
Genialna [66] 45%
Bardzo dobra [22] 15%
Dobra [12] 8%
Przeciętna [13] 9%
Słaba [9] 6%
Popraw się [26] 18%

Łącznie 148 głosów.

LINKI

Galerie.

Planet
Alahomora
Artdungeon
Nagłówki
Deviantart
Potter Magic World
Hp i nie tylko
hp
Hogwart
K.Potter
Rysunki Huncwotów
Corb
Deb
Dep
Szablony.
moje!
Herbaciane szablony
Undomiel
Mylog
Czekoladki
Opowiadania.
Natchnienie moje
Lily Evans
Harry Potter
Siwara
Fora.
Harrypotter2000
Lylahp
Haldein


OPOWIADANIE

Prolog| Rozdział 1| Rozdział 2| Rozdział 3| Rozdział 4| Rozdział 5| Rozdział 6| Rozdział 7| Rozdział 8 cz.1| Rozdział 8 cz.2| Rozdział 9| Rozdział 10| Rozdział 11| Rozdział 12| Rozdział 13| Rozdział 14| Rozdział 15| Rozdział 16| Rozdział 17| Rozdział 18| Rozdział 19| Rozdział 20 | Rozdział 21 cz.1| Rozdział 21 cz.2| Rozdział 22| Rozdział 23| Rozdział 24| Rozdział 25| Rozdział 26| Rozdział 27| Rozdział 28| Rozdział 29| Rozdział 30| Rozdział 31| Epilog|




© Copyright 2006 - 2007 by AUTORKA.